Nie oczekiwał cudów. Liczył jedynie na to, że pozyskując informacje od różnych osób, które powiązane były z Vaccą, zdoła na tyle zorientować się w jej znajomościach, żeby być w stanie zareagować, gdyby z którejś strony nadeszło nagle zagrożenie. Nie ufał człowiekowi kryjącemu się pod pseudonimem Orsinus i wierzył, że ten mógłby mu poważnie zaszkodzić. Patrzyli na siebie obecnie z zupełnie różnych pozycji i niestety - tym razem to nie on, nie Robert Mulciber, był tym który patrzył z góry.
I cholernie mu się ten stan rzeczy nie podobał.
- Zależy mi wyłącznie na suchych faktach, którymi będę mógł się wesprzeć. Nie potrzebuje niczego więcej - poinformował. Może zabierał się za to od niewłaściwej rzeczy, ale cóż. Błędy popełniał każdy. A i to nie Vacca była w tym momencie jego celem. Owszem. Nie ufał również Blackównie. Tyle tylko, że na tle pozostałych problemów, ona akurat wypadała strasznie blado. I nie było to spowodowane ciemnymi włosami, przy których cera zdawała się tak jasna, jakby Bellatrix unikała słońca.
Kiedy Rodolphus skończył, przyjął od niego kartkę. Zapoznał się z treścią. Z wyraźną irytacją pokręcił głową, widząc że ten w kilku przypadkach nieszczególnie się postarał. "Ta ruda z Departamentu Kija w Dupie" nie brzmiała jak ktoś, kogo łatwo będzie namierzyć. Zidentyfikować. Pozostało mieć nadzieje, że w przypadku pozostały informacji, dopisze mu nieco więcej szczęścia.
- Zejdź mi z oczu. - pozwolił sobie na to, żeby w głosie to wszystko wybrzmiało. Ta irytacja. Ta złość, spowodowana tym, że ktoś mu obcy wiedział o jego przynależności do grona zwolenników Czarnego Pana. Brakowało, żeby rzeczywiście wyżył się na Rodolphusie...
Tyle tylko, że to nie było w jego stylu. Wcale a wcale. Ani trochę. Robert nie był taki. Nawet teraz, kiedy znajdywał się na granicy, nie przekraczał jej w stosunku do dzieciaka, z którym przecież współpracował. Współpracował w dodatku wcale nie od wczoraj. I tej współpracy nie zamierzał bynajmniej kończyć. Obydwoje czerpali z niej zbyt duże korzyści.