Szkoda, że los ją tak pokarał. Pierwsze wrażenie sugerowało, że jest miłą dziewczyną. Szkoda, że takie osoby bogowie karzą w najbardziej okrutny sposób. Zupełnie jak biedna Medusa, ukarana za złamanie celibatu jako kapłanka Ateny, podczas gdy sama w większości mitów była ofiarą niechcianych awansów. Według innych wersji tego mitu, jej przekleństwo miało być darem, ale któż by chciał taki? Zniekształcanie i deformacja. Jakim darem dla biednego dziewczęcia były tak rozległe poparzenia?
— Pomógłbym, ale od szałwii dostaję okropnej wysypki. Chyba że ma panienka jakieś rękawiczki? — zapytał, chociaż już wiedział, że nie ma; spojrzał w przyszłość.
Dłonie świerzbiły go, żeby sprawdzić, jak pomarszczona, brzydka skóra, reaguje pod dotykiem i jakie daje wrażenie dla samego dotykającego. Zastanawiał się, jak głęboko pod ubraniem sięgają zniekształcenia, czy są rozległe, czy przeszkadzają jej w codziennym życiu w jakiś niedostrzegalny sposób. Naturalna potrzeba dostrzegania wszystkiego walczyła z tym, co poprawne i prawidłowe. Elise na przykład zwróciłaby uwagę na bukiety szałwii i zapytała się o zastosowanie, skupiając wygodnie temat i spojrzenie, na coś innego. On też tak umiał, ale dziewczę wzięło go całkowicie z zaskoczenia swoją aparycją i w ogóle obecnością.
Ciekawość i obrzydzenie na widok pomarszczonej skóry na młodzieńczym licu sprawiały, że był bardziej zafascynowany, niż to było słuszne w tej sytuacji. Zwykle też nie przepadał za blondynkami, ale tutaj chodziło o coś więcej niż tylko rysy twarzy czy koloryt. Odrzucająca deformacja stawała się w jego głowie fetyszystyczną pokusą. Brzydota na krótką chwilę stanowiła coś niebywale kuszącego. I autentycznego.
Mrugnął, po raz pierwszy od podniesienia się do pionu i niepoprawne myśli uleciały. Nadal jednak wpatrywał się bardzo nachalnie, a jednocześnie próbując maskować nieudolnie, do których części twarzy przyciąga go najbardziej.
— Morpheus Longbottom. Nie przypominam sobie panienki w Dolinie Godryka. Niedawno się panienka przeprowadziła? — zapytał, używając nieco archaicznych formułek, chociaż nie wyglądał na aż tak starego, gdzieś w okolicach czterdziestu lat, przy czym wiek zdradzała głównie siwizna na skroniach i srebrny pocałunek nad czołem.