Grzeczne dziewczynki szły do Nieba, a Bellatrix szła tam, gdzie jej się podobało. I to w niej lubił. To samo lubił w Cynthii, w Victorii, w cichej i kochanej Norze. Żadna z nich nie musiała sięgać po whiskey, cygara i narkotyki, szlajać się po Nokturnie czy interesować czernią, która kusiła i odciskała na każdym swoje piętno. Wystarczyło, że były sobą - że wiedziały, czego chcą, a ich palce śmiało sięgały po świadectwo tej pewności. Czarne loki Belli, tak samo jak czarna magia, pozostawiały ślad na pamięci i ślad na skórze. Jest pewien rodzaj dotyku, którego zapomnieć się nie dało, dlatego należy uważać, po co się sięga i czego się pragnie. Albo nie uważać wcale i brać dokładnie to, czego chcesz. Z konsekwencjami policzysz się później. Niektórzy mawiali, że żeby poradzić sobie z problemem - wystarczy się z nim przespać. Sauriel miał swoje świńskie żarty, ale do pchania się komukolwiek do łóżka był ostatnim chętnym. Nie był kochliwy przed przemianą w wampira, a po przemianie się to nie zmieniło na lepsze. Czymkolwiek to "lepsze" miałoby być.
- Hohoho, no i co? To ma być groźba? Czy obietnica? - Uniósł brew, uśmiechając się bezczelnie. Wynurzając z tego odurzenia nieistnienia w rzeczywistości jak poławiacz pereł po długim bezdechu. Ponad powierzchnią wody tlen był wszędzie - trzeba było tylko wziąć głęboki wdech... nawet kiedy jesteś wampirem możesz to zrobić. Mięśnie działały, to tylko płuca tego tlenu nie przetwarzały i nie ulatywał dwutlenek węgla. Wielbiciele ekologii powinni mu dziękować - ograniczał emitowanie dwutlenku węgla do natury. - Ma mi być przykro, że będę taką piękną damę nosił w ramionach? Kurwa, błaagam. - Jeszcze wywrócił oczami, żeby komentarz nabrał odpowiedniego wydźwięku. Fakt, położyłby ją nawet do łóżeczka i nakrył kocykiem, jeśli taka byłaby potrzeba, albo przechował u siebie, żeby nie robić jej problemów z rodziną, którą nawet mało znał. Ale rodziny czystej krwi był nadęte - gotowe robić problem, że on, niedoszły narzeczony Lestrange, przynosi ich pijaną córkę do domu.
- Ay, milady, słyszał pan! Dwa shoty poprosimy! - Poklepał parę razy w blat, żeby zasygnalizować uwagę barmana - nie to, żeby musiał to robić, bo ta była już skupiona, chociaż gotowa się oderwać do innych klientów, gdyby tak Sauriel go jeszcze przytrzymał w niepewności. Jego temperament był na tyle stępiony, że nawet by go to nie wkurwiło. - Jak tam się ostatnio czujemy, Perełko? - Złapał przesunięte w ich kierunku kieliszki, jeden podał Belli, a drugi wziął sam i stuknął się z nią w toaście. - Za twoje zdrowie, bo mojemu już nawet chuj nie zaszkodzi.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.