06.03.2024, 21:05 ✶
Gdyby tylko wiedziała, że jej matka ględzi o niej kawalerom w Klinice i Merlin wie jeszcze gdzie, to najprawdopodobniej najpierw zapadłaby się pod ziemię ze wstydu, po drugie przeprowadziłaby poważną rozmowę na temat rozsiewania fałszywych informacji i mamieniu porządnych mężczyzn jej zdecydowanie zapewne zakrzywionym obrazem. Chyba, że ta zapowiadała historie całkowicie prawdziwe, wtedy należało kupić bilet za ocean i już nigdy nie pokazać się w kraju, tak na wszelki wypadek. Nie wiedziała jednak o całej sytuacji, żyła więc w nieświadomości obgadywania jej za plecami przez własną rodzicielkę.
Słysząc parsknięcie zmierzyła Cedrica wzrokiem, spodziewając się, czym było spowodowane. Uniosła oczy w górę na to rozbawienie, sama jednak się uśmiechnęła. Widać jej mały podstęp z przeszłości został zauważony, co trochę podkopało jej ego. A to oznaczało, że powinna co najmniej go zaskoczyć, wyprać ten cały kawałek materiału i mu go oddać. Lubiła robić na przekór innym, zaskakiwać swoimi czynami, wygrywać z góry skazane na przegraną zakłady. Dlatego nie wspomniała o swoim planie na głos.
Westchnęła na wzmiankę o porzuceniu jej sugestii o odbiór nadgodzin, rozumiała jednak, że czasem miało się inne priorytety. Choć trochę opacznie je zrozumiała.
- Nie będę pochwalać, rozumiem jednak, że czasami zarobienie grosza jest ważniejsze, niż porządny odpoczynek, ale wiesz, kiedyś musisz to robić, inaczej jesteś mniej efektywny i zamiast pomóc, możesz zaszkodzić. Zresztą, tych całych nadgodzin nie określa jakiś zestaw, nie wiem, zasad? - zapytała, trochę zdziwiona, że ktokolwiek dopuszcza do takiego przemęczenia pracowników, jakie widziała na własne oczy. Nawet jeśli pracownicy ci mieli potem prawić jej słodkie komplementy.
Rozbawiła ją reakcja Cedrica na matczyne specyfiki, nie spodziewała się jednak niczego innego. Nawet ją czasem zastanawiało to przyzwyczajenie do mugolskich tradycji, jednak w jakiś sposób zawsze się to sprawdzało. Dlatego nie kłóciła się zbyt mocno, gdy widziała przed sobą kubek ziołowego naparu, który pozbawiony był co prawda magicznych właściwości, ale przynosił ulgę oraz pewne melancholijne ciepło.
- Lepiej nie dyskutować z kilkusetletnim bułgarskim sposobem, bo znając życie przegrasz. - Uśmiechnęła się. - Ale jakiś eliksir może dodatkowo pomoże, nie powiem, wolałabym szybko wrócić do stanu, gdy nie próbuję zasmarkać pracowni w pracy. Jeszcze mi szef potrąci za czyszczenie, czy coś - mruknęła, marszcząc się lekko, jakby właśnie zjadła coś kwaśnego.
Lekko rozczarowało ją, że Cedric nie podjął jej zabawy, widok jego nagle czerwieniejących uszu był jednak na tyle rozkoszny, że wiedziała, iż spróbuję czegoś podobnego jeszcze chociaż z raz.
Trochę zaskoczyła ją delikatność, z jaką do niej podszedł. Ręka na jej czole była lekko ciepła, a jednocześnie jakby nie do końca na miejscu. Nie była przyzwyczajona tak naprawdę do zwykłej czułości. No, może znała aż za dobrze tą ze strony mamy, jeśli jednak chodzi o inne osoby, ta w większości była czymś podszyta. Nie dopuszczała innych zbyt blisko siebie, żyjąc tak, jakby doszukiwać się wszędzie podstępu i kłamstwa. Może dlatego, że sama żyła na jego podstawie. A jednak ten gest wydawał się taki… Zwykły i czysty. Przez to dziwny.
- Jakbyś nie pamiętał, mamy lipiec. Nie wiem, czy czapka na tym etapie coś pomoże. - Roześmiała się, obserwując poczynania swojego dzisiejszego Pana Doktora. - Zakładam, że będę żyć? Jak będziesz coś szykował, to poproszę o smak w miarę do przełknięcia. O, pomarańczowy na przykład. Albo truskawkowy - mówiła, dalej się uśmiechając, mimo tego, że znów musiała użyć chusteczki. Zdecydowanie porządne pranie magiczne.
Słysząc parsknięcie zmierzyła Cedrica wzrokiem, spodziewając się, czym było spowodowane. Uniosła oczy w górę na to rozbawienie, sama jednak się uśmiechnęła. Widać jej mały podstęp z przeszłości został zauważony, co trochę podkopało jej ego. A to oznaczało, że powinna co najmniej go zaskoczyć, wyprać ten cały kawałek materiału i mu go oddać. Lubiła robić na przekór innym, zaskakiwać swoimi czynami, wygrywać z góry skazane na przegraną zakłady. Dlatego nie wspomniała o swoim planie na głos.
Westchnęła na wzmiankę o porzuceniu jej sugestii o odbiór nadgodzin, rozumiała jednak, że czasem miało się inne priorytety. Choć trochę opacznie je zrozumiała.
- Nie będę pochwalać, rozumiem jednak, że czasami zarobienie grosza jest ważniejsze, niż porządny odpoczynek, ale wiesz, kiedyś musisz to robić, inaczej jesteś mniej efektywny i zamiast pomóc, możesz zaszkodzić. Zresztą, tych całych nadgodzin nie określa jakiś zestaw, nie wiem, zasad? - zapytała, trochę zdziwiona, że ktokolwiek dopuszcza do takiego przemęczenia pracowników, jakie widziała na własne oczy. Nawet jeśli pracownicy ci mieli potem prawić jej słodkie komplementy.
Rozbawiła ją reakcja Cedrica na matczyne specyfiki, nie spodziewała się jednak niczego innego. Nawet ją czasem zastanawiało to przyzwyczajenie do mugolskich tradycji, jednak w jakiś sposób zawsze się to sprawdzało. Dlatego nie kłóciła się zbyt mocno, gdy widziała przed sobą kubek ziołowego naparu, który pozbawiony był co prawda magicznych właściwości, ale przynosił ulgę oraz pewne melancholijne ciepło.
- Lepiej nie dyskutować z kilkusetletnim bułgarskim sposobem, bo znając życie przegrasz. - Uśmiechnęła się. - Ale jakiś eliksir może dodatkowo pomoże, nie powiem, wolałabym szybko wrócić do stanu, gdy nie próbuję zasmarkać pracowni w pracy. Jeszcze mi szef potrąci za czyszczenie, czy coś - mruknęła, marszcząc się lekko, jakby właśnie zjadła coś kwaśnego.
Lekko rozczarowało ją, że Cedric nie podjął jej zabawy, widok jego nagle czerwieniejących uszu był jednak na tyle rozkoszny, że wiedziała, iż spróbuję czegoś podobnego jeszcze chociaż z raz.
Trochę zaskoczyła ją delikatność, z jaką do niej podszedł. Ręka na jej czole była lekko ciepła, a jednocześnie jakby nie do końca na miejscu. Nie była przyzwyczajona tak naprawdę do zwykłej czułości. No, może znała aż za dobrze tą ze strony mamy, jeśli jednak chodzi o inne osoby, ta w większości była czymś podszyta. Nie dopuszczała innych zbyt blisko siebie, żyjąc tak, jakby doszukiwać się wszędzie podstępu i kłamstwa. Może dlatego, że sama żyła na jego podstawie. A jednak ten gest wydawał się taki… Zwykły i czysty. Przez to dziwny.
- Jakbyś nie pamiętał, mamy lipiec. Nie wiem, czy czapka na tym etapie coś pomoże. - Roześmiała się, obserwując poczynania swojego dzisiejszego Pana Doktora. - Zakładam, że będę żyć? Jak będziesz coś szykował, to poproszę o smak w miarę do przełknięcia. O, pomarańczowy na przykład. Albo truskawkowy - mówiła, dalej się uśmiechając, mimo tego, że znów musiała użyć chusteczki. Zdecydowanie porządne pranie magiczne.