06.03.2024, 22:49 ✶
Był zły. Nie, był wściekły! Plotki o zaręczynach Penny z Malfoyem rozniosły się lotem błyskawicy niemal po całym magicznym Londynie. I pewnie, kurwa mać, nie tylko. Jeżeli w Szkocji o tym nie usłyszeli, to chyba byłby cud. Targały nim w tej chwili tak silne emocje, że nie wiedząc czemu, jakoś tak dziwnym trafem znalazł się pod sklepem Penny.
Był wściekły. Miał kaca. Wczoraj, gdy się o tym dowiedział, poszedł do Kotła się uchlać. Być może zapłacił jakiejś dziewczynie, żeby spędziła z nim noc. Być może w trakcie płakał. Być może - bo nie pamiętał. Jego dzień urwał się mniej więcej w chwili, w której opuścił Ministerstwo Magii, zrzucił wieczorny patrol na byle kogo i poszedł utopić myśli w wielu szklankach ognistej. I piwie. I innych rzeczach, które do teraz go trzymały. Parkinson nie był przekonany, czy zdążył wytrzeźwieć tak na dobrą sprawę. Słodka niemoc wciąż trzymała jego odruchy i mięśnie w ryzach, a umysł działał niesamowicie powolnie. To dlatego ruda musiała kilkukrotnie wykrzyczeć jego imię, zanim zdołał zogniskować wzrok na jej postaci. I jakimś typie. To nie był Malfoy, nawet najebany by nie pomylił kumpla z tym... Kimkolwiek on był.
Aidan był w stanie, w którym jeszcze nie zaczynała boleć głowa, ale organizm trzeźwiał i domagał się snu. Bo snu to Parkinson doświadczył naprawdę niewiele. Ale słyszał słodki głos Penny, jakby zza światów, który go wołał. Jednak jej sylwetka była bardziej niż realna. Wszystkie te emocje, które jak myślał wyrzygał wczoraj, uderzyły w niego ze zdwojoną mocą.
- Penny - zdążył umyć zęby. Ba, zdążył nawet wziąć prysznic. Na przemian gorący i lodowaty. Nie śmierdział alkoholem, ale po jego niebieskich oczach było widać, że jest mocno wczorajszy. Głos jednak miał lodowaty, jak nie on, podobnie spojrzenie, chociaż odrobinkę się rozmywało i traciło ostrość. Na chwilę ją zyskało, gdy spoczęło na pismaku. - Nowy przyjaciel?
Odezwał się jadowicie, a jego dłoń odruchowo sięgnęła po paczkę papierosów. Było ich mało, ale miał w innej kieszeni zapasową. Odpalił ćmika od mugolskiej zapalniczki i przeniósł wzrok z nieznajomego na rudą. Jakby oczekiwał wyjaśnień. W końcu to ona go wołała.
Był wściekły. Miał kaca. Wczoraj, gdy się o tym dowiedział, poszedł do Kotła się uchlać. Być może zapłacił jakiejś dziewczynie, żeby spędziła z nim noc. Być może w trakcie płakał. Być może - bo nie pamiętał. Jego dzień urwał się mniej więcej w chwili, w której opuścił Ministerstwo Magii, zrzucił wieczorny patrol na byle kogo i poszedł utopić myśli w wielu szklankach ognistej. I piwie. I innych rzeczach, które do teraz go trzymały. Parkinson nie był przekonany, czy zdążył wytrzeźwieć tak na dobrą sprawę. Słodka niemoc wciąż trzymała jego odruchy i mięśnie w ryzach, a umysł działał niesamowicie powolnie. To dlatego ruda musiała kilkukrotnie wykrzyczeć jego imię, zanim zdołał zogniskować wzrok na jej postaci. I jakimś typie. To nie był Malfoy, nawet najebany by nie pomylił kumpla z tym... Kimkolwiek on był.
Aidan był w stanie, w którym jeszcze nie zaczynała boleć głowa, ale organizm trzeźwiał i domagał się snu. Bo snu to Parkinson doświadczył naprawdę niewiele. Ale słyszał słodki głos Penny, jakby zza światów, który go wołał. Jednak jej sylwetka była bardziej niż realna. Wszystkie te emocje, które jak myślał wyrzygał wczoraj, uderzyły w niego ze zdwojoną mocą.
- Penny - zdążył umyć zęby. Ba, zdążył nawet wziąć prysznic. Na przemian gorący i lodowaty. Nie śmierdział alkoholem, ale po jego niebieskich oczach było widać, że jest mocno wczorajszy. Głos jednak miał lodowaty, jak nie on, podobnie spojrzenie, chociaż odrobinkę się rozmywało i traciło ostrość. Na chwilę ją zyskało, gdy spoczęło na pismaku. - Nowy przyjaciel?
Odezwał się jadowicie, a jego dłoń odruchowo sięgnęła po paczkę papierosów. Było ich mało, ale miał w innej kieszeni zapasową. Odpalił ćmika od mugolskiej zapalniczki i przeniósł wzrok z nieznajomego na rudą. Jakby oczekiwał wyjaśnień. W końcu to ona go wołała.