Ostatnie dni były dość pracowite. Po powrocie z Norwegii, od razu zajął się sprawą Camille Delacour. Zaraz po tym miał wyjazd z bratem za granicę, a po powrocie, podjął z nim rozmowę w sprawie umowy dla Delacour. I słusznie. Dzięki temu mógł poinformować Camillę o propozycji spotkania. Umówili się więc na dwa dni później, od momentu wysłania przez niego listu. Po otrzymaniu odpowiedzi, nie spodziewał się, że zwrotna wiadomość będzie zawierała… zapach jej perfum. W dodatku papier, na jakim pisała był z porządnie dobranych. Zrobiło mu się od tego niedobrze. Pokazał bratu, co otrzymał w odpowiedzi, a sam musiał wyjść na świeże powietrze. I jeszcze zapalić.
Odpowiedział jej po paru godzinach. Zatwierdzając dzień i godzinę spotkania, zapodając miejsce im dobrze znane. Skoro z nią umawiał się we francuskiej knajpie, niech tak zostanie. Trochę załamał się tym faktem. Szczególnie po tym, co przeżyli z bratem w ostatnich dniach.
Na dzień przed umówionym spotkaniem, udał się do Olibanum po odpowiednie kadzidła, które obiecał w rekompensacie dostarczyć. Sprawdzone. Wtem wrócił do kamienicy i przygotował wszystko na spotkanie. Przy okazji, wziął ze swojego pokoju coś jeszcze. Oryginalnie zapakowanego. Sprowadzonego z kraju, gdzie przez długie lata mieszkał. Na wszelki wypadek.
Kiedy nadszedł ten dzień, ubrany w jasny popielaty garnitur i błękitną koszulę, z torbą u boku, zjawił na miejscu przed sklepem. Tradycyjnie jednak, zanim wszedł, stanął gdzieś z boku i odpalił papierosa. Walił na to, że będzie od niego jechało tytoniem. Może przeczuwał, że klientka będzie pachnieć jak ten jej list zwrotny? Wcześniej Richard wysłał sowę z prośbą o rezerwację stolika w tej kawiarni, lecz nie otrzymał zwrotnej odpowiedzi. Przyszedł widocznie w ciemno, nie mając pewności, że ów stolik będzie przygotowany.
Nie spóźnił się. Po wypaleniu papierosa i zgaszeniu go pod butem na chodniku, wszedł do środka i rozejrzał się. Czekała. Na sześćset boleści. Przywdział ten uprzejmy uśmiech i podszedł do jej stolika.
- Witam Panią.Przywitał się, pozwalając sobie nawet na wyciągnięcie ręki, aby po prostu uścisnąć. Zarejestrował znajomy widok, panny Delacour z kieliszkiem wina. Skoro siedziała, to znaczy, że stolik na nich zarezerwowano. Na jego nazwisko? Okaże się to później.
Gdy przywitania mieli za sobą, zajął swoje miejsce naprzeciwko, torbę z dokumentami kładąc na ziemi obok siebie. Potem wyjmie i przejdzie do rzeczy.