07.03.2024, 12:03 ✶
Z tą dyskrecją Rodolphus niekoniecznie by się zgodził. To, o czym rozmawiali wczoraj i to, co Nick robił dzisiaj, z pewnością nie należało do dyskretnych. Nie, gdy się go znało. Zmiana w jego zachowaniu była zauważalna: Niewymowny dał się poznać jako osoba skryta, spokojna. Zupełne przeciwieństwo Traversa, które miał w tej chwili przed sobą. Czy podobała mu się ta zmiana? Być może, w innym przypadku chyba nie zaciskałby tak kurczowo dłoni na jego ciele. I oczywiście, że byłoby im wygodniej na kanapie albo w łóżku, ale grali tymi kartami, które mieli. Bo to przecież Nick zaczął, Lestrange tylko się dopasował. Być może za szybko, być może zbyt gwałtownie, ale było już za późno, by się wycofać. Czy Nicholas w ogóle by mu na to pozwolił? Nie zastanawiał się nad tym, ale istniało duże ryzyko, że nie. Nie miał jednak zamiaru tego sprawdzać.
Krzesło zatrzeszczało ostrzegawczo w chwili, gdy oderwał plecy od oparcia, pozwalając by koszula zsunęła się z jego ciała. Westchnął z irytacją, bo nie chciał przerywać. Ale czuł, że ich ciężar napina drewno do granic możliwości. Sprawia, że niepokojąco się wygina, gotowe pęknąć w każdej chwili. Nie bardzo chciał wylądować na podłodze - być może miał wiele fetyszy, ale to nie był jeden z nich. Ściągnął koszulę z Nicholasa, bo nie była mu w tej chwili potrzebna.
- Zaraz spadniesz - powiedział cicho, między pocałunkami. Trzymał go mocno, ale nic nie mógł poradzić na to, że miał wrażenie, że krzesło zaraz nie wytrzyma. Zacisnął palce na udzie Nicholasa, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Być może faktycznie potrzebował mocniejszych wrażeń, a być może po prostu lubił, gdy ktoś patrzył na niego w ten sposób. Niewielu osobom pozwalał się do siebie zbliżyć w ten sposób. Mogli patrzeć, ale nic poza tym. Tu zrobił wyjątek, który miał nadzieję, że nie stanie się regułą. Ruchy Traversa były coraz gwałtowniejsze, to był idealny moment do tego, by zmienili miejsce. I być może pozycję. Podobnie jak Travers, to zwykle Rodolphus pozwalał, by ktokolwiek siadał mu na kolanach. Teraz jednak miał ochotę to zmienić. Przerwał pocałunek i spojrzeniem dał znać Nickowi, żeby wybrał. Łóżko albo kanapa. W prawo albo w lewo. Mu to było w tej chwili tak bardzo obojętne, że zgodziłby się na każdą opcję. Jednocześnie nie mógł oderwać od niego dłoni, bo chociaż pokazywał, że powinni na chwilę przestać, to jego palce gładziły odsłoniętą skórę. Zachowywały idealny balans pomiędzy bólem a przyjemnością. Sam nie miał problemu z tym, żeby pozwolić mu na więcej. Mógł go drapać i zostawiać ślady, i tak nikt ich nie zobaczy. Być może tego też potrzebował. Bo przecież ostatnio aż się prosił o to, by ktoś zacisnął palce na jego gardle i sprawił, żeby na krótką chwilę przestał oddychać. Może wtedy wróciłaby mu zdolność racjonalnego myślenia. Do takich zabaw jednak potrzebne było zaufanie na takim poziomie, którego między nimi nie było. Przynajmniej jeszcze nie teraz, a być może nigdy? Z drugiej strony odrobina przemocy i zachłanności była wręcz wskazana.
Lestrange przekrzywił głowę, nie puszczając Nicholasa. Musnął ustami jego szyję, na początku ostrożnie, niemal pieszczotliwie. Tak, jakby w tej chwili nie liczył się nikt poza nim. Jakby to Travers był przez ten krótki moment najważniejszy. Być może tak naprawdę było w tej chwili. Ale nie mógł tego w pełni okazać w tej pozycji. Zacisnął palce mocniej, dając mu znać, żeby w końcu z niego zszedł. Niech wybierze, bo mózg Rodolphusa powoli przestawał działać. Nastawiony był tylko na jedno i zamierzał to dostać.
Krzesło zatrzeszczało ostrzegawczo w chwili, gdy oderwał plecy od oparcia, pozwalając by koszula zsunęła się z jego ciała. Westchnął z irytacją, bo nie chciał przerywać. Ale czuł, że ich ciężar napina drewno do granic możliwości. Sprawia, że niepokojąco się wygina, gotowe pęknąć w każdej chwili. Nie bardzo chciał wylądować na podłodze - być może miał wiele fetyszy, ale to nie był jeden z nich. Ściągnął koszulę z Nicholasa, bo nie była mu w tej chwili potrzebna.
- Zaraz spadniesz - powiedział cicho, między pocałunkami. Trzymał go mocno, ale nic nie mógł poradzić na to, że miał wrażenie, że krzesło zaraz nie wytrzyma. Zacisnął palce na udzie Nicholasa, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Być może faktycznie potrzebował mocniejszych wrażeń, a być może po prostu lubił, gdy ktoś patrzył na niego w ten sposób. Niewielu osobom pozwalał się do siebie zbliżyć w ten sposób. Mogli patrzeć, ale nic poza tym. Tu zrobił wyjątek, który miał nadzieję, że nie stanie się regułą. Ruchy Traversa były coraz gwałtowniejsze, to był idealny moment do tego, by zmienili miejsce. I być może pozycję. Podobnie jak Travers, to zwykle Rodolphus pozwalał, by ktokolwiek siadał mu na kolanach. Teraz jednak miał ochotę to zmienić. Przerwał pocałunek i spojrzeniem dał znać Nickowi, żeby wybrał. Łóżko albo kanapa. W prawo albo w lewo. Mu to było w tej chwili tak bardzo obojętne, że zgodziłby się na każdą opcję. Jednocześnie nie mógł oderwać od niego dłoni, bo chociaż pokazywał, że powinni na chwilę przestać, to jego palce gładziły odsłoniętą skórę. Zachowywały idealny balans pomiędzy bólem a przyjemnością. Sam nie miał problemu z tym, żeby pozwolić mu na więcej. Mógł go drapać i zostawiać ślady, i tak nikt ich nie zobaczy. Być może tego też potrzebował. Bo przecież ostatnio aż się prosił o to, by ktoś zacisnął palce na jego gardle i sprawił, żeby na krótką chwilę przestał oddychać. Może wtedy wróciłaby mu zdolność racjonalnego myślenia. Do takich zabaw jednak potrzebne było zaufanie na takim poziomie, którego między nimi nie było. Przynajmniej jeszcze nie teraz, a być może nigdy? Z drugiej strony odrobina przemocy i zachłanności była wręcz wskazana.
Lestrange przekrzywił głowę, nie puszczając Nicholasa. Musnął ustami jego szyję, na początku ostrożnie, niemal pieszczotliwie. Tak, jakby w tej chwili nie liczył się nikt poza nim. Jakby to Travers był przez ten krótki moment najważniejszy. Być może tak naprawdę było w tej chwili. Ale nie mógł tego w pełni okazać w tej pozycji. Zacisnął palce mocniej, dając mu znać, żeby w końcu z niego zszedł. Niech wybierze, bo mózg Rodolphusa powoli przestawał działać. Nastawiony był tylko na jedno i zamierzał to dostać.