07.03.2024, 14:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2024, 15:46 przez Alastor Moody.)
Słońce wzejdzie na zachodzie? Albo słońce i księżyc będą widoczne na niebie jednocześnie?
- Uważaj na astronomiczne tekściki, bo w tych czasach różnie z tym bywa. - I był pewny, że nawet pijana zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo było teraz powiedzieć coś, co zupełnie niespodziewanie nie okazywało się wcale tak abstrakcyjne jak się pierwotnie zakładało... Poza tym dlaczego niby to miał być aż tak nierealny scenariusz? On się ze swoimi przyjaciółmi, ze swoimi bliskimi kłócił dosyć regularnie, a Bones była jednym z najbardziej namacalnych tego dowodów. Miłość wcale nie sprawiała, iż człowiek nabierał jakiejś ogłady względem innych - wręcz przeciwnie, im bardziej się na kogoś otwierałeś, im bardziej ci na nim zależało, tym gorzej potrafiły skończyć się dla was ataki, w których pokazywałeś się od najgorszej strony.
Pozwolił jej zostawić tam tyle pieniędzy, ile tylko chciała, byleby mógł złapać się, przycisnąć do swojego ramienia i odprowadzić od baru na kilka długich kroków.
- Weź mnie nie denerwuj... Ile razy dostałaś wezwanie do tej budy? - Zapytał, zniżając głos do szeptu, ale nie na tyle, aby był dla niej niesłyszalny w obliczu tylu toczących się wokół rozmów. - Chodź - Mavie, chciał dodać, ale nie dodał. Zamiast tego zacisnął mocniej zęby i ruszył do przodu, prowadząc ją ku wyjściu. Na ciemną, wyjątkowo cuchnącą dzisiaj ulicę. Nie pozwolił jej iść sam, nie miał zamiaru oglądać chwiejnego kroku, jaki potencjalnie towarzyszyłby ruchom Mavelle - widzenie kogoś na kim ci zależało w takim stanie, było po prostu... bolesne. I znowu wracało się do tego zmęczenia, do smutku - miał wrażenie, że bardziej niż krzyki jakiegoś pijaka gramolącego się na stół, brzęczały mu w głowie wspomnienia ich najgorszych chwil. Ciepło ludzkiego ciała zwykle wystarczyło, aby przypomnieć mu o tym, z jak pięknych chwil potrafiło składać się życie, ale ona była zimna jak lód i cuchnęło od niej alkoholem. Nawet ktoś tak duży jak Alastor w takich chwilach kulił się lekko i uginał pod ciężarem tego co przeżył, zupełnie jakby nie mógł tego udźwignąć.
Nokturn naprawdę wyglądał tego dnia źle. A może wmawiał to sobie przez to wszystko, co się stało?
- Jak się czujesz? - Odezwał się wreszcie, przerywając dłuższą ciszę ze swojej strony. Pytanie wydawało się niepotrzebne - no bo znał ją na tyle, aby wiedzieć, że Bones, którą znał, wolałaby gorszy wieczór spędzić wśród rodziny, a nie w tej norze. Powinien zapytać: co się stało, a może: co cię gryzie, ewentualnie: czy mogę ci w czymś pomóc, albo...
Skręcił w kierunku Pokątnej.
- Uważaj na astronomiczne tekściki, bo w tych czasach różnie z tym bywa. - I był pewny, że nawet pijana zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo było teraz powiedzieć coś, co zupełnie niespodziewanie nie okazywało się wcale tak abstrakcyjne jak się pierwotnie zakładało... Poza tym dlaczego niby to miał być aż tak nierealny scenariusz? On się ze swoimi przyjaciółmi, ze swoimi bliskimi kłócił dosyć regularnie, a Bones była jednym z najbardziej namacalnych tego dowodów. Miłość wcale nie sprawiała, iż człowiek nabierał jakiejś ogłady względem innych - wręcz przeciwnie, im bardziej się na kogoś otwierałeś, im bardziej ci na nim zależało, tym gorzej potrafiły skończyć się dla was ataki, w których pokazywałeś się od najgorszej strony.
Pozwolił jej zostawić tam tyle pieniędzy, ile tylko chciała, byleby mógł złapać się, przycisnąć do swojego ramienia i odprowadzić od baru na kilka długich kroków.
- Weź mnie nie denerwuj... Ile razy dostałaś wezwanie do tej budy? - Zapytał, zniżając głos do szeptu, ale nie na tyle, aby był dla niej niesłyszalny w obliczu tylu toczących się wokół rozmów. - Chodź - Mavie, chciał dodać, ale nie dodał. Zamiast tego zacisnął mocniej zęby i ruszył do przodu, prowadząc ją ku wyjściu. Na ciemną, wyjątkowo cuchnącą dzisiaj ulicę. Nie pozwolił jej iść sam, nie miał zamiaru oglądać chwiejnego kroku, jaki potencjalnie towarzyszyłby ruchom Mavelle - widzenie kogoś na kim ci zależało w takim stanie, było po prostu... bolesne. I znowu wracało się do tego zmęczenia, do smutku - miał wrażenie, że bardziej niż krzyki jakiegoś pijaka gramolącego się na stół, brzęczały mu w głowie wspomnienia ich najgorszych chwil. Ciepło ludzkiego ciała zwykle wystarczyło, aby przypomnieć mu o tym, z jak pięknych chwil potrafiło składać się życie, ale ona była zimna jak lód i cuchnęło od niej alkoholem. Nawet ktoś tak duży jak Alastor w takich chwilach kulił się lekko i uginał pod ciężarem tego co przeżył, zupełnie jakby nie mógł tego udźwignąć.
Nokturn naprawdę wyglądał tego dnia źle. A może wmawiał to sobie przez to wszystko, co się stało?
- Jak się czujesz? - Odezwał się wreszcie, przerywając dłuższą ciszę ze swojej strony. Pytanie wydawało się niepotrzebne - no bo znał ją na tyle, aby wiedzieć, że Bones, którą znał, wolałaby gorszy wieczór spędzić wśród rodziny, a nie w tej norze. Powinien zapytać: co się stało, a może: co cię gryzie, ewentualnie: czy mogę ci w czymś pomóc, albo...
Skręcił w kierunku Pokątnej.
fear is the mind-killer.