Dotyk, na który tak rzadko sobie pozwalał, w tym momencie faktycznie koił nerwy. Albo może to kwestia tego, że nagle ponownie obydwaj zdawali się grać w jednej drużynie? Nie było to czymś, nad czym Robert zamierzał się zastanawiać, cóż, kiedykolwiek. Próbując skupić się na sprawie, na problemie, który musieli spróbować w jakiś sposób rozwiązać, słuchał uważnie Rodolphusa. A przy okazji, uważnie wpatrywał się też w ten cholerny obraz na ścianie. Tylko czy patrząc na niego rzeczywiście go widział? Wątpliwe, żeby zapytany, był w stanie go teraz opisać.
Może nawet nie rozumiałby czego dokładnie dotyczyło to pytanie?
- Ma pilnować Uny. Mógł nam pomóc. I nie chciał krzywdzić... - rozważał, na spokojnie, wszystko co usłyszał. Zarówno od Rodolphusa, ale też wcześniej, od Człapka. Coś musiało być tutaj na rzeczy. Tylko co konkretnie? Mogli jedynie gdybać. Poczynić jakieś założenia w oparciu o informacje, które posiadali. Albo raczej, w oparciu o tych informacji strzępki. Fragmenty. Nie dysponowali bowiem niczym, co postawiłoby sprawę jasno. Nie pozostawiło żadnego miejsca na wątpliwości. - Wspólne nazwisko wskazuje na to, że muszą być ze sobą powiązani. Może to jego żona, może siostra, córka...
Nie dane było im długo nad tym wszystkim gdybać. Długo w tym wszystkim grzebać. Z cichym puff! w pokoju ponownie zjawił się Człapek. Z karcącym spojrzeniem skomentował to, że nie zjedli śniadania. I nie ruszyli też gorącej herbaty. Teraz w sumie już wcale nie takiej ciepłej. Minuty mijały bowiem jedna po drugiej. Ciężko było za tym nadążyć. Ocenić jednoznacznie to, ile czasu minęło. Upłynęło.
- Panowie czarodzieje opadną z sił. Panowie czarodzieje powinni byli zjeść. Pan Balfour nie będzie z Człapka zadowolony. Człapek niedobry. - długo pewnie by się nad samym sobą użalał, gdyby nie to, że do przekazania miał informacje. I to właśnie ta informacja sprawiła, że do nich wrócił; że ponownie pojawł się w pokoju. - Człapek prosi, żeby panowie czarodzieje zjedli chociaż po rogaliku. Pan Balfour czeka w salonie. Pan Balfour nie będzie zadowolony, że panowie czarodzieje nie zostali należycie przez Człapka ugoszczeni.
Naprawdę? Czy ten skrzat był poważny. Robert na niego spojrzał, marszcząc przy tym brwi. Niewiele z tego już rozumiał. Miał mętlik w głowie. Po co ten cały Balfour chciał z nimi rozmawiać, jeśli nie chciał ich krzywdy? Nie chciał się w żaden sposób zemścić? To wszystko było za bardzo poplątane. Po prostu dziwne.
- Nie będziemy jedli. Zabierz nas do pana Angusa. - celowo posłużył się prawdopodobnym imieniem pana tego domu, zamiast ograniczyć się tylko i wyłącznie do nazwiska, które słyszeli od dłuższego czasu. Może po reakcji skrzata uda im się ustalić czy byli w tym przypadku na właściwym tropie? Czy ich podejrzenia były słuszne?