- I vice versa. - Odpowiedział swojej towarzyszce. Miał wrażenie, że są na podobnym poziomie nawiązywania relacji i przez to wszystko było takie niezręczne. Nie był świetny w bliższym poznawaniu ludzi, czy chociażby zapoznawaniu dziewczyn. Mimo swojego wieku nie miewał wielu partnerek, bo nie miał czasu jakoś wcześniej się tym zajmować. Najważniejsza była choroba Jackie i alkoholizm jego ojca. Nie miał czasu zająć się swoim własnym życiem jakoś tak w pełni.
- Mówisz? Bałem się, że jednak nie, bo ten wieczór nie był taki idealny, jakbym chciał. - Miał wobec siebie dosyć spore oczekiwania i było mu trochę przykro, że wydupcyli się na tym parkiecie, że nie udało mu się jej złapać odpowiednio szybko, no ale wypadki się zdarzają, każdemu. Najważniejsze, że wyraziła chęć do ponownego spotkania, był to dla niego spory sukces!
- Idziemy coś zjeść, masz chęć się napić, czegoś potrzebujesz? - Carrow był całkiem troskliwy i opiekuńczy, zresztą nie ma mu się co dziwić, był przecież starszym bratem przychodziło mu to całkiem naturalnie.
Nadal nie wypuszczał z ręki jej dłoni, nie wiedzieć czemu. Chciało mu się palić, ale póki co się powstrzymywał, czego to się nie robi dla towarzystwa dziewczyny. - Jakby coś, później odwiozę cię do domu. - Wolał się upewnić, że jej to odpowiada, w końcu przyjechał tu autem nie bez powodu, a chciał mieć pewność, że dotrze na miejsce bezpiecznie, bo czasy były jakie były.