- Nie, w ogóle nie zepsułaś, gdyby nie ty to pewnie nigdy bym się tutaj nie pojawił. - Nie przyszedłby tutaj sam, nie widział w tym żadnego sensu, a nie znał też zbyt wielu dziewcząt, które mógłby ze sobą zabrać. Trochę kraksa przychodzić na potańcówkę z siostrą. Naprawdę się cieszył, że zaprosił Ulę, bo dzięki jej towarzystwu ten wieczór był niezapomniany i na pewno nie nudny.
Sammy nie spodziewał się tego, że podejdzie do nich babcia Uli. Nieco wybiło go to z rytmu, poczuł się dziwnie, jakby go przyłapano na czymś złym, a przecież nie miał żadnych, niegodziwych zamiarów. Przedstawił się oczywiście grzecznie, z imienia i nazwiska, jak przystało. Starał się przy tym nie zająknąć, chociaż czuł, że robi mu się ciepło. Nie miał pojęcia, jak został odebrany przez kobietę, ale nie zabrała dziewczyny ze sobą, więc chyba nie było, aż tak źle. Skoro pozwoliła jej tutaj z nim zostać.
- Nie masz za co mnie przepraszać, to normalne. - Pamiętał, jak zachowywała się jego babcia, miał wrażenie, że one wszystkie są do siebie podobne i charakteryzują się podobnymi cechami. Dziwne. Może w pewnym wieku ludzie zaczynali się do siebie upodabniać? Martwili się o takie same rzeczy, nie miał pojęcia, jak to właściwie działało.
- Świetny pomysł, te tańce przyniosły pragnienie, nie spodziewałem się, że to może być równie męczące co chociażby bieganie, jakoś nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się tańczyć, aż tak. - Przyznał zupełnie szczerze. Niby bywał na balach w Hogwarcie, ale tam to ledwie tuptał nóżką. - Może mają drinki bezalkoholowe, na pewno muszą mieć. - Ruszyli więc razem w stronę wodopoju, by ugasić pragnienie.