Mogła się tylko uśmiechnąć i pokręcić głową – rzeczywiście, coś musiało sprawiac, że Atreus w ogóle się z Borginem zadawał, choć gdyby miała strzelać, to powiedziałaby, że była to po części siła przymusu (jednego domu w Hogwarcie, bo mało który Ślizgon w ogóle chciał się zadawać z uczniami innych domów), a w drugiej części wspólnego wychowania, chociaż i tak Atreus przejawiał znacznie mniej zidiocenia niż Stanley.
- Może przy odpowiednich miksturach można by było to osiągnąć. Ale wyobraź to sobie, ogórka trzeba pogryźć, i jakby ci tak w gardło przy każdym gryzie lała się wódka, to żadna przyjemność – chyba że ktoś lubił ten smak alkoholu… w takim razie współczucia, bo Victoria wolała wypić szybko i zapomnieć. Zagryźć, żeby nie czuć.
- Póki co na nic się nie zgodziłam. Jedynie badam grunt – było to przypomnienie, bo chociaż rzeczywiście nie odrzuciła pomysłu ćwiczenia na niej swoich zdolności, to też na nic się póki co nie zgodziła. Rozważała, to wszystko. - Odbębnienie raportów, też mi coś… odbebnianie raportów, przynoszenie kawy, ciasteczek czy czego dusza zapragnie, TO jest warte rozważenia, a nie same raporty – same raporty brzmiały w tym jak przyjemność, a nie przegrany zakład. Co zaś się tyczyło randki-nie-randki… mogła mu poświęcić jeden wieczór, z zastrzeżeniem, że wyjście byłoby czysto przyjacielskie. Póki co kompletnie nie myślała o szukaniu, nawet wrażeń. Przemilczała to jednak, podsuwając swoją dyspozycję dotycząca raportów.
Nie zdążyła znaleźć myśli, by odpowiedzieć na absurdalny pomysł kiszenia ogórków w alkoholu, bo w głowie zapanowała pustka. A nim uformowały się jakieś słowa, to Atreus, bardzo z siebie uradowany, nagle kazał jej się szykować. Zdążyła jedynie unieść jedną brew wyżej, i już złapał ją mocniej, chcąc unieść, ale chyba nie wyszło tak perfekcyjnie jakby sobie życzył. Za to na pewno ja uniósł i całe szczęście, że była w spodniach, bo przynajmniej towarzystwo nie oglądało jej bielizny. Chwilę później była już na ziemi i oddychała głębiej, roześmiała się dopiero po chwili.
I tak jak konkurs się zaczął, tak też się zakończył. Victoria była tak pochłonięta tym żwawym tańcem z Atreusem, że nawet nie patrzyła na inne wirujące na parkiecie pary. Dlatego ku jej zdziwieniu, zaraz zostali wywołani na scenę, razem z Samem i Ulą (miała wrażenie, że widziała tę dziewczynę na Beltane… ale nie była tego taka pewna). I wciśnięto im bilety do teatru.
- No zobacz, chciałeś gdzieś razem pójść, to chyba jest okazja – rzuciła, patrząc na bilety po czym pokręciła głową. - Mam w takim razie nadzieję, że nie zawiodłeś się tym tańcem. Polecam się – dodała i uśmiechnęła się do niego miło. - Chodź, trochę zgłodniałam – a póki co tylko piła i tańczyła; sałatki nagle okazały się bardzo apetyczne. - Zostajesz u Brenny na noc? – zapytała po chwili.