Pojawienie się Aoife było niespodziewane? Jeśli tak, to tylko dla Roberta i Richarda. Pozostałe osoby, które zgromadziły się przy tym stoliku, zdawały się nie być tym jakoś tak szczególnie zaskoczone? Zwłaszcza Sile, która na widok znajomej wyraźnie się ucieszyła. Natomiast jeśli chodziło o Liama...
- Aoife, złotko, nawet bym się na to zgodził, tyle że później Darren by mi jaja oderwał, a jednak wolałbym je zatrzymać. - zareagował na jej słowa starając się przy okazji zapewnić kobiecie nieco miejsca. Wszyscy musieli się lekko przesunąć, żeby się zmieściła. Dobrze, że była dość drobna. Jakoś to dało radę.
Tym sposobem stało się jasne, że założenie Richarda było błędne. Nawet jeśli byli tutaj trzy kobiety na trzech mężczyzn, to najwyraźniej w grę nie wchodziły pomiędzy nimi relacje o charakterze uczuciowym. Albo nie były one po prostu aż tak jednoznaczne? Czasami można było się jednak zdziwić. Tak odrobinę.
- Znów go demonizujesz. - odpowiedziała dziewczyna, przewracając przy tym oczyma. - Kogo tym razem zgarnęliście? Nie zamierzacie ich wypuszczać przypadkiem bez spodni?
I znów, kolejne nawiązanie do tej samej historii. Najwyraźniej musiała mieć jakieś znaczenie. Może często do niej wracali? Lubili sobie z tego wydarzenia pożartować? W sumie nawet zrozumiałe. Każda grupa znajomych miała przecież jakieś swoje smaczki, własne żarciki. Nie było to niczym dziwnym.
- Tym razem to Anglicy, spokojnie. - zapewnił kobietę Callum. Czyżby zbyt długo siedział cicho? - Jeśli nie zamierzają kibicować Katapultom, to przecież nic im tutaj nie będzie grozić.
Katapulty, Pustułki? Co jeszcze? Może jakieś Armaty? Robert wszystkiemu się przysłuchiwał, powolutku zajmując się swoją kolacją. Upijając kolejne łyki piwa. Zerknął kątem oka na brata. Chyba wypadałoby się znów odezwać? Na Morrigan, Rick, w coś ty mnie tym razem wpakował? Będziesz musiał mi to jakoś zrekompensować...
- Robert i Richard Mulciberowie. - wskazał na siebie i brata, nie bardzo zwracając przy tym uwagę na kogo wskazywał palcem wypowiadając dane imię. Siebie czy brata. Zesztą, chodziło tylko o przedstawienie się tej nowej, pozostali nie powinni mieć co do tego wątpliwości, prawda?
- Aoife. - przedstawiła się w reakcji na to dziewczyna, wyciągając w ich kierunku dłoń. Mogli uścisnąć. Przywitać się. - Jeśli nie kibicujecie Pustułkom, to lepiej im o tym nie mówcie. Liam i Paddy mają na ich punkcie prawdziwego fioła. - rzuciła ostrzeżeniem, nie bardzo przejmując się tym, że wspomniani Liam i Paddy siedzieli obok i bardzo dobrze ją słyszeli. Bo i przejmować się tym chyba, najzwyczajniej w świecie, jednak nie musiała.
Wyglądało na to, że nikt spośród zebranych nie wziął słów Aoife na poważnie.
- Zapomniałaś już, jak prawie pobiłaś szalikiem tego kibica na ostatnim meczu? Już nie bądź taka świętoszkowata, Aoife. - zwrócił jej uwagę, rozbawiony tym ostrzeżeniem Padraic.
Dziewczyna na to jedynie przewróciła oczyma i sięgnęła po kufel Liama. Własnego piwa nie miała, a kelnerki nigdzie nie było widać. Najwyraźniej jednak nie stanowiło to dla niej problemu. Podobnie do Sile musiała wychodzić z założenia, że co wasze to i moje. Czyli po prostu wyciągała rękę po to, na co akurat miała ochotę. W danej chwili.
- Mój brat jest fanem quidditcha, ja nawet nie bardzo znam zasady tego sportu. Nie można powiedzieć, żebym kibicował komukolwiek. - wtrącił się Robert. Cholera jedna wie? Może to ten alkohol sprawiał, że łatwiej było przełamać lody? Odezwać się? Albo może w grę wchodziła już rezygnacja. I towarzysząca temu świadomość, że i tak zbyt szybko do swojego gabinetu nie wróci? A naprawdę, cholernie dużo by teraz za taką możliwość dał.