Nie była w stanie poradzić sobie z tym upartym dziennikarzyną sama. Nie brał jej na poważnie. Nie chciał odpuścić. Potrzebowała pomocy i dlatego właśnie zawołała Aidana. Jak dużo musiała mieć szczęścia, skoro znów był w okolicy? Nie pierwszy już raz, zdarzało się, że ją ratował. Przypadek? W sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiała. Może jak dotąd nie dało to jej za bardzo do myślenia?
Odetchnęła z ulgą, kiedy ten wreszcie zareagował. I nie. Nie zauważyła, że kiedy tylko słyszał o tych całych zaręczynach, to jakby tak trochę się jeżył. Wyglądał nieswojo. Być może umykało jej to z tego względu, że skupiona była dość mocno na samej sobie. A także na tym drobnym problemie, z którym chciała się uporać. Musiała się uporać. Zanim zmieni się w spore bagno, z którego ciężko będzie jej się wydostać.
- Proszę oddać mi notes! - oburzył się dziennikarz, starając się przy tym odzyskać swoją własność. Może i sposób w jaki starał się to załatwić Aidan nie był szczególnie dojrzały, ale przynajmniej bawił. Sprawił, że na twarzy Penny pojawił się lekki uśmiech. Takich scen nie oglądało się w końcu codziennie! - Bo będę musiał wezwać brygadę! To napaść na dziennikarza. I to w trakcie wykonywania przez niego swoich obowiązków! To karygodne!
No co za dupek - przeszło jej przez myśl. Ten cały Flis rzeczywiście miał w sobie coś dupkowatego oraz wyjątkowo odpychającego. Nie budził sympatii, a jedynie niechęć. Cieszyło to, że musiał sobie poradzić z Aidanem. Zasługiwał na to, żeby ktoś mu nieco umilił ten dzień. I może zmusił do zastanowienia się nad samym sobą? Penny nie było go ani trochę szkoda. Wręcz przeciwnie.
- O, czyli dziennikarz może napaść na dowolnego mieszkańca Londynu, a my nie mamy prawa bronić się przed jego bezczelnością? - wtrąciła się, kibicując przez cały ten czas Aidanowi. Kibicując tak po cichu. A niech mu jeszcze tym notesem w łeb przyłoży. Tak z raz i drugi. A później... później to już cokolwiek, byle tylko po tym później, Flisowi odechciało się zawracać jej głowę. Ponownie nachodzić tutaj bądź jakimkolwiek innym miejscu. Naprawdę nie chciała użerać się z tym typem. - Może to ja powinnam wezwać brygadę? - zapytała, niby niewinnie, ale zarazem wiedząc przecież, że brygada była już na miejscu. Tyle tylko, że nieoficjalnie. Po cywilnemu. Szczegóły, pozbawione większego znaczenia.