10.03.2024, 13:10 ✶
Na pewno w tej chwili nie patrzył na to w ten sposób. Budowanie zaufania... On miał silną potrzebę, by nikogo nie dopuścić do tej części swoich emocji. Które były niezwykle skomplikowane, zwłaszcza ostatnio. Nie ufał bezgranicznie, nigdy nie postawiłby na szali swojego życia - obojętnie czy chodziło o Mistrza, Nicholasa czy Roberta. Zabezpieczał się, chociaż zdawało się, że wchodził w te relacje jak w dym, na ślepo. Zawsze jednak oceniał ryzyko, rozważał różne scenariusze. Tak było i w tym przypadku, gdy pozwalał Nicholasowi sunąć dłońmi po jego ciele. Gdy pozwalał na każde kolejne ślady, powstające na jego skórze. Gdy zaciskał oczy, oddając się przyjemności, pomieszanej z bólem. Tak było w chwilach, gdy zaciskał dłonie na pościeli, nie mogąc w pełni kontrolować swoich odruchów. Gdy odchylał głowę, bo wydawało mu się, że zaraz oszaleje z nadmiaru bodźców. Nie wycofywał się jednak, nie zająknął się nawet o tym, by Travers przestał. Zatopił się w tych uczuciach, pozwolił sobie na chwilę zapomnienia, gdy spoglądał mu w oczy. Gdy pozwolił sobie na tę małą chwilę, na moment w którym mógł być słaby. Bo czuł się w tej chwili słaby. W sytuacjach takich jak ta zawsze czuł się słaby, obojętnie po której stronie nie stawał.
Zapewnienia wydawały mu się zbędne, więc westchnął tylko, przeczesując palcami włosy. Leżał obok, na plecach, ale wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt. Powoli wracała mu świadomość, ciało domagało się zmycia tych emocji sprzed kilku chwil. Było przyjemnie obolałe i paliło niemal żywym ogniem.
- Oczywiście, że to zostanie między nami - powiedział w końcu, rezygnując z dodania złośliwego komentarza. Nadal byli na etapie, w którym pewne rzeczy musiały być wypowiedziane. Sam miał równie wiele do stracenia, jeśli nie więcej, co Nicholas. Jednocześnie akurat z nim nie czuł potrzeby, by wypowiadać czy żądać zapewnień, tak samo jak nie czuł potrzeby, by przekraczać granice i go irytować. Akurat w jego przypadku do przekraczania granic zabierał się zupełnie inaczej.
Lestrange wstał ostrożnie, pozwalając drżącym mięśniom na powrót łapać normalny rytm. Zerknął kątem oka na Nicholasa, ale jeśli ten oczekiwał jakiegokolwiek przejawu czułości, mógł się zawieść. Zamiast wykonywać jakiekolwiek inne ruchy, po prostu poszedł się umyć, spłukać z siebie to wspomnienie, podobnie jak inne wspomnienia tego dnia. Jeszcze rzucił okiem na porozrzucane ubrania, ale wyjątkowo odłożył sprzątnięcie ich na później, chociaż sam fakt, że tu leżały, w nieładzie, powodował irytujące swędzenie w mózgu. Uznał jednak, że na razie najłatwiej będzie je zignorować. Musiał przygotować się do snu, a w przypadku osoby, która cierpiała na bezsenność, ten rytuał był nieco dłuższy, niż w przypadku kogoś, kto się z tym problemem nie zmagał. Miał część swoich eliksirów, po które sięgnął gdy tylko je tu przeniósł. To była jedna z pierwszych rzeczy, które wziął, gdy wstąpił do mieszkania po garnitur, bo Robert tak wymagał. Robert... Jego oczy na chwilę pociemniały, gdy przypomniał sobie, co dzisiaj odwalił. Burzył jego porządek, jego harmonogram. Nie był pewny, czy mu się to podobało, ale na ten moment mógł jedynie się na to godzić. W końcu obaj robili to dla większego dobra - w takich sytuacjach można było poświęcić jakąś część siebie.
Zgodnie z tym, co po części obiecał, dzisiaj nie spał na kanapie. Cośtam było wczoraj o porządnym czarodzieju, ale to chyba przestało być aktualne.
Zapewnienia wydawały mu się zbędne, więc westchnął tylko, przeczesując palcami włosy. Leżał obok, na plecach, ale wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt. Powoli wracała mu świadomość, ciało domagało się zmycia tych emocji sprzed kilku chwil. Było przyjemnie obolałe i paliło niemal żywym ogniem.
- Oczywiście, że to zostanie między nami - powiedział w końcu, rezygnując z dodania złośliwego komentarza. Nadal byli na etapie, w którym pewne rzeczy musiały być wypowiedziane. Sam miał równie wiele do stracenia, jeśli nie więcej, co Nicholas. Jednocześnie akurat z nim nie czuł potrzeby, by wypowiadać czy żądać zapewnień, tak samo jak nie czuł potrzeby, by przekraczać granice i go irytować. Akurat w jego przypadku do przekraczania granic zabierał się zupełnie inaczej.
Lestrange wstał ostrożnie, pozwalając drżącym mięśniom na powrót łapać normalny rytm. Zerknął kątem oka na Nicholasa, ale jeśli ten oczekiwał jakiegokolwiek przejawu czułości, mógł się zawieść. Zamiast wykonywać jakiekolwiek inne ruchy, po prostu poszedł się umyć, spłukać z siebie to wspomnienie, podobnie jak inne wspomnienia tego dnia. Jeszcze rzucił okiem na porozrzucane ubrania, ale wyjątkowo odłożył sprzątnięcie ich na później, chociaż sam fakt, że tu leżały, w nieładzie, powodował irytujące swędzenie w mózgu. Uznał jednak, że na razie najłatwiej będzie je zignorować. Musiał przygotować się do snu, a w przypadku osoby, która cierpiała na bezsenność, ten rytuał był nieco dłuższy, niż w przypadku kogoś, kto się z tym problemem nie zmagał. Miał część swoich eliksirów, po które sięgnął gdy tylko je tu przeniósł. To była jedna z pierwszych rzeczy, które wziął, gdy wstąpił do mieszkania po garnitur, bo Robert tak wymagał. Robert... Jego oczy na chwilę pociemniały, gdy przypomniał sobie, co dzisiaj odwalił. Burzył jego porządek, jego harmonogram. Nie był pewny, czy mu się to podobało, ale na ten moment mógł jedynie się na to godzić. W końcu obaj robili to dla większego dobra - w takich sytuacjach można było poświęcić jakąś część siebie.
Zgodnie z tym, co po części obiecał, dzisiaj nie spał na kanapie. Cośtam było wczoraj o porządnym czarodzieju, ale to chyba przestało być aktualne.
Koniec sesji