10.03.2024, 13:50 ✶
- Już mówiłem: sam se weź - jego uśmiech poszerzył się, a on sam po prostu schował notes za plecami. I tak więcej nie wyczyta z tych naprędce skleconych notatek. Kusiło odpowiedzieć to ja jestem brygadą, ale niestety wiedział doskonale, że nie mógł się zdradzić z tym, że należy do BUM. Bo wtedy miałby naprawdę przejebane: ostatnio grabił sobie w pracy tak, że naprawdę powinien wziąć na wstrzymanie. Ale no... Nie potrafił się powstrzymać w tym przypadku z naprawdę wielu powodów. Po pierwsze: ten dziennikarzyna był śliski. Naprawdę śliski, w ten niedobry, obleśny sposób. Przypominał trochę glony w jeziorze, w którym się pływało spokojnie, dopóki nie dotknęły twojej stopy. Obrzydliwe uczucie. Po drugie: chodziło o Penny. I mógł być naprawdę na nią wściekły, ale jednak ta ruda cholera skradła mu serce. I potrzebowała w tej chwili pomocy.
Flis odwrócił głowę w kierunku Weasley. Był wściekły. Nadął policzki, które w tej chwili przybrały odcień dorodnego pomidora. W sumie kształt też się zgadzał - były rozkosznie okrąglutkie od tej złości. Nic tylko je ścisnąć, mocno. Najlepiej butem.
- Nie naruszyłem pani cielesności! - brnął dalej w swoją historię i poniekąd miał rację, bo przecież atakował ją wyłącznie słownie. Nie dotykał jej, nie szarpał. A Aidan to robił. To była definicja napaści, bo tak mocno ściskał jego ramię, że naprawdę bolało. Flis próbował się wysmyknąć, ale Parkinson trzymał mocno. Zluzował jednak, bo ten piskorz tak się szarpał, że w tej chwili zamiast jego ciała, trzymał kurtkę. Zaraz się tu ludzie zlecą i będzie po zabawie.
- Ale pomówienia są już karalne, tak samo jak publikacja nieautoryzowanych wywiadów bez wyraźnej zgody - zauważył, puszczając w końcu tego szczurka. Nadal nie oddawał mu notesu. Nie planował tego robić - chciał zobaczyć, co tam jeszcze gnida zapisała.
- Nic nie jest bez zgody, sama to na siebie sprowadziła, ogłaszając zaręczyny! Baby tak zawsze, najpierw mówią jedno, a potem nie chcą odpowiadać na pytania! Czyli jednak chodzi o pieniądze? - łypnął w stronę Penny. Może i się kłócił, może i w teorii pyszczył Aidanowi, ale jednak ten wszędobylski dziennikarski nochal wyniuchał fakt, że Weasley była w tej chwili nieco odsłonięta. Mogła chlapnąć coś, co będzie mógł potem wykorzystać. A następnie: sława! Pieniądze! - W końcu taki malutki sklepik nie może przynosić zbyt wielu dochodów? Co tam pani w ogóle sprzedaje?
Parkinson ściągnął brwi. Nie spodobało mu się to, co usłyszał. Ani to, w jaki sposób facet odnosił się do Penny.
- Odszczekaj to albo zmuszę cię, żebyś zeżarł ten notes - nie żartował. Naprawdę był gotów do tego, by wcisnąć go mu do gardła. Kartka po kartce. Wkurwiał go, z każdą sekundą coraz bardziej.
Flis odwrócił głowę w kierunku Weasley. Był wściekły. Nadął policzki, które w tej chwili przybrały odcień dorodnego pomidora. W sumie kształt też się zgadzał - były rozkosznie okrąglutkie od tej złości. Nic tylko je ścisnąć, mocno. Najlepiej butem.
- Nie naruszyłem pani cielesności! - brnął dalej w swoją historię i poniekąd miał rację, bo przecież atakował ją wyłącznie słownie. Nie dotykał jej, nie szarpał. A Aidan to robił. To była definicja napaści, bo tak mocno ściskał jego ramię, że naprawdę bolało. Flis próbował się wysmyknąć, ale Parkinson trzymał mocno. Zluzował jednak, bo ten piskorz tak się szarpał, że w tej chwili zamiast jego ciała, trzymał kurtkę. Zaraz się tu ludzie zlecą i będzie po zabawie.
- Ale pomówienia są już karalne, tak samo jak publikacja nieautoryzowanych wywiadów bez wyraźnej zgody - zauważył, puszczając w końcu tego szczurka. Nadal nie oddawał mu notesu. Nie planował tego robić - chciał zobaczyć, co tam jeszcze gnida zapisała.
- Nic nie jest bez zgody, sama to na siebie sprowadziła, ogłaszając zaręczyny! Baby tak zawsze, najpierw mówią jedno, a potem nie chcą odpowiadać na pytania! Czyli jednak chodzi o pieniądze? - łypnął w stronę Penny. Może i się kłócił, może i w teorii pyszczył Aidanowi, ale jednak ten wszędobylski dziennikarski nochal wyniuchał fakt, że Weasley była w tej chwili nieco odsłonięta. Mogła chlapnąć coś, co będzie mógł potem wykorzystać. A następnie: sława! Pieniądze! - W końcu taki malutki sklepik nie może przynosić zbyt wielu dochodów? Co tam pani w ogóle sprzedaje?
Parkinson ściągnął brwi. Nie spodobało mu się to, co usłyszał. Ani to, w jaki sposób facet odnosił się do Penny.
- Odszczekaj to albo zmuszę cię, żebyś zeżarł ten notes - nie żartował. Naprawdę był gotów do tego, by wcisnąć go mu do gardła. Kartka po kartce. Wkurwiał go, z każdą sekundą coraz bardziej.