10.03.2024, 20:27 ✶
Czasami widać po człowieku, że w jego głowie zaczęły się ruszać trybiki, które wcześniej stały odłogiem, sprawiając, że pewne fakty nigdy nie zostały połączone. Viorica jednak nie wierzyła, że taka oczywistość jak “Nokturn - niebezpieczeństwo” nie została zauważona, albo, odpowiednio przetrawiona, nie była pewna która z tych dwóch. Musiała jednak wziąć głęboki wdech, po którym nastąpiło przejechanie dłonią po twarzy, jakby miało to jej ułatwić przetrawienie słów “nie pomyślałem”. Merlinie, nie wiedziała, czemu tacy ludzie w ogóle się tutaj zapuszczali i to do tego samotnie. Szczerze, w tym momencie zastanowiła się, czy mężczyzna w ogóle zauważyłby, gdyby próbowała go okraść. Bo wydawał się w takim razie dobrą ofiarą i… Spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- Em, nic ci nie zniknęło? Portfel, wsiąkiewka, zegarek, różdżka, wszystko masz? - zapytała bardziej z ciekawości, niż z troski, choć ta gdzieś tam się chowała wśród jej słów. Niczym jak ta dla przedszkolaka, który potencjalnie dał się oszukać na cukierki. - Nie zrozum tego źle, ale jeśli nie wpadłeś na to, że w ciemnych uliczkach mogą kryć się mordercy, to w moich oczach nie przeszło ci też przez myśl, że osoba, która niechcący - zaakcentowała to słowo - na ciebie wpadła, zrobiła to z premedytacją, chcąc wysunąć ci z kieszeni sakiewkę.
Stary i prosty trik, z którego korzystała setki razy. W większości z sukcesami, szczególnie, jeśli obrała właściwy cel. Taki bez wiedzy o życiu na ulicy.
Im dłużej z nim rozmawiała, tym mniej była na niego zła, choć nie wybaczyła droczenia się z nią do końca. Wiedziała, że jeszcze długo będzie patrzeć na to spotkanie przez pryzmat jej zmiażdżonych uczuć, nie zamierzała jednak tego na razie po sobie pokazywać. Szczególnie, że w końcu na pierwszy rzut oka powinno być już wszystko w porządku, skoro odzyskała swoją własność. A zawsze wolała mieć ludzie po swojej stronie niż przeciwko niej. Nawet jeśli musiała nieco przydeptać swoją dumę.
- Wspólnicy na pewno są pomocni, chociaż to nie dla mnie. Wolę swoją pracę głównie wykonywać solo, mniej możliwości, że ktoś wykona coś poniżej moich standardów, albo niezgodnie z moją wizją. Choć ciężej przez to finansowo - westchnęła, kładąc splecione ręce na kolanach.
Trochę zrobiło jej się smutno, gdy nie dostała papierosa, a jej słowa widocznie zostały opacznie zrozumiane. Westchnęła, po czym zapatrzyła się na jedną z latarni. Co prawda nie miała dziś w planach jakichś spotkań ze znajomym sprzed lat, była jednak zbyt wkurzona, by dalej pracować, a tak, mogła jakoś zabić czas w ten wieczór.
Prychnęła, słysząc o pracy nauczyciela. Nie była jakąś super kumpelą Carrowa, wiedziała jednak, że za jego czasów szkolnych kompletnie nikt by pewnie na to nie postawił. A tu proszę, ludzie zaskakują. Zmieniają się. Po niej widać, że z różnym skutkiem, ale jednak. Była więc zawsze jakaś nadzieja.
- Twoja druga profesja jakoś bardziej pasuje do ciebie, ale fajnie że ci się układa. Praca z ręki Ministerstwa i Hogwartu to zawsze jakaś stabilna posadka. - Spojrzała do niego, uśmiechając się lekko, chyba pierwszy raz od kiedy zaczęli to dziwne spotkanie. - Czyli co, jak przystało na byłych Krukonów mamy, cóż twórczy zawód. Widzisz, trafiło się, że tworzę biżuterię. Głównie u kogoś, ale próbuję rozkręcić własny interes, ale jak widzisz, idzie wprost cudownie - mruknęła, prostując jedną z nóg, kopiąc przy tym jakiś śmieć, który zalegał na ulicy. Chyba jakąś fiolkę, na szczęście pustą. - Ale no, bywało gorzej - stwierdziła, zanim ugryzła się w język. Przynajmniej teraz nie ryzykowała życia czy wizyty w Azkabanie, były to więc jakieś plusy.
- Pewnie nie masz przy sobie nic mocniejszego do picia? - zapytała nagle, czując, że jeśli mają dalej tu siedzieć, dobrze by było się dziś po prostu zalać w trupa i tym radosnym akcentem zakończyć ten dzień. Może przynajmniej zapomni o tym, jak zrobiła z siebie płaczącą idiotkę.
- Em, nic ci nie zniknęło? Portfel, wsiąkiewka, zegarek, różdżka, wszystko masz? - zapytała bardziej z ciekawości, niż z troski, choć ta gdzieś tam się chowała wśród jej słów. Niczym jak ta dla przedszkolaka, który potencjalnie dał się oszukać na cukierki. - Nie zrozum tego źle, ale jeśli nie wpadłeś na to, że w ciemnych uliczkach mogą kryć się mordercy, to w moich oczach nie przeszło ci też przez myśl, że osoba, która niechcący - zaakcentowała to słowo - na ciebie wpadła, zrobiła to z premedytacją, chcąc wysunąć ci z kieszeni sakiewkę.
Stary i prosty trik, z którego korzystała setki razy. W większości z sukcesami, szczególnie, jeśli obrała właściwy cel. Taki bez wiedzy o życiu na ulicy.
Im dłużej z nim rozmawiała, tym mniej była na niego zła, choć nie wybaczyła droczenia się z nią do końca. Wiedziała, że jeszcze długo będzie patrzeć na to spotkanie przez pryzmat jej zmiażdżonych uczuć, nie zamierzała jednak tego na razie po sobie pokazywać. Szczególnie, że w końcu na pierwszy rzut oka powinno być już wszystko w porządku, skoro odzyskała swoją własność. A zawsze wolała mieć ludzie po swojej stronie niż przeciwko niej. Nawet jeśli musiała nieco przydeptać swoją dumę.
- Wspólnicy na pewno są pomocni, chociaż to nie dla mnie. Wolę swoją pracę głównie wykonywać solo, mniej możliwości, że ktoś wykona coś poniżej moich standardów, albo niezgodnie z moją wizją. Choć ciężej przez to finansowo - westchnęła, kładąc splecione ręce na kolanach.
Trochę zrobiło jej się smutno, gdy nie dostała papierosa, a jej słowa widocznie zostały opacznie zrozumiane. Westchnęła, po czym zapatrzyła się na jedną z latarni. Co prawda nie miała dziś w planach jakichś spotkań ze znajomym sprzed lat, była jednak zbyt wkurzona, by dalej pracować, a tak, mogła jakoś zabić czas w ten wieczór.
Prychnęła, słysząc o pracy nauczyciela. Nie była jakąś super kumpelą Carrowa, wiedziała jednak, że za jego czasów szkolnych kompletnie nikt by pewnie na to nie postawił. A tu proszę, ludzie zaskakują. Zmieniają się. Po niej widać, że z różnym skutkiem, ale jednak. Była więc zawsze jakaś nadzieja.
- Twoja druga profesja jakoś bardziej pasuje do ciebie, ale fajnie że ci się układa. Praca z ręki Ministerstwa i Hogwartu to zawsze jakaś stabilna posadka. - Spojrzała do niego, uśmiechając się lekko, chyba pierwszy raz od kiedy zaczęli to dziwne spotkanie. - Czyli co, jak przystało na byłych Krukonów mamy, cóż twórczy zawód. Widzisz, trafiło się, że tworzę biżuterię. Głównie u kogoś, ale próbuję rozkręcić własny interes, ale jak widzisz, idzie wprost cudownie - mruknęła, prostując jedną z nóg, kopiąc przy tym jakiś śmieć, który zalegał na ulicy. Chyba jakąś fiolkę, na szczęście pustą. - Ale no, bywało gorzej - stwierdziła, zanim ugryzła się w język. Przynajmniej teraz nie ryzykowała życia czy wizyty w Azkabanie, były to więc jakieś plusy.
- Pewnie nie masz przy sobie nic mocniejszego do picia? - zapytała nagle, czując, że jeśli mają dalej tu siedzieć, dobrze by było się dziś po prostu zalać w trupa i tym radosnym akcentem zakończyć ten dzień. Może przynajmniej zapomni o tym, jak zrobiła z siebie płaczącą idiotkę.