Spojrzała na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Wygląda na to, że dość szybko zaczął jej ten Regina szukać. Mogła się jednak spodziewać tego, że po całym tym przedstawieniu, które miało miejsce podczas niedawnego przyjęcia jego rodziny, Malfoy nie da jej zbyt szybko spokoju. Sama się prosiła o to swoją głupotą. Lekkomyślnością. Nie rozegrała tego wszystkiego najlepiej. I gdyby tylko mogła, cofnęłaby czas, żeby to jakoś jednak naprawić. Załagodzić?
- Pewnie jeszcze będzie próbował mnie złapać. - westchnęła. Tak jak Terry nie podawał szczegółów, tak i ona nie tłumaczyła tego, dlaczego Regina miałby próbować ją złapać. Może później zdecyduje się powiedzieć na ten temat coś więcej. A może jednak nie tym razem? Różnie to bywało. Zresztą... czy naprawdę musiała się tutaj teraz ze wszystkiego tłumaczyć? Terry był przecież jej przyjacielem, a nie matką, ojcem czy opiekunką.
Z jednej strony była z siebie dumna. Bo z panną Larson spróbowała. Zaryzykowała. Natomiast z drugiej, to jednak tak trochę było jej głupio. Bo koncertowo to spierdoliła. Starała się jednak o tym nie myśleć. Starała się ograniczyć do tego pierwszego. Próbowała. Ryzykowała. Walczyła o to, żeby biznes się rozwijał. To brzmiało dużo lepiej, prawda? Pomagało poprawić sobie humor. Zapomnieć o ostatniej wpadce. O tym, że postąpiła głupio. Lekkomyślnie. O tym, że zwyczajnie w tym wszystkim przesadziła.
- Będzie co będzie. Nie ma co się zamartwiać dniem jutrzejszym, prawda Terry? - uśmiechnęła się. Nie był to pierwszy raz, kiedy coś takiego padało z jej ust. W zasadzie, to patrząc przez pryzmat ostatnich miesięcy, to naprawdę nie mieli się czym zamartwiać. Szło im z tym wszystkim nawet nieźle. Zdołali otworzyć sklep. Przetrwać pierwszych kilka tygodni. Poradzili sobie też z tymi szczurami z Nokturnu, którzy chcieli ściągać z nich haracz. Mieli dość powodów, żeby z optymizmem spoglądać w przyszłość.
A skoro tak, to po jaką cholerę mieli tutaj smęcić?
Kupując gazetę nie myślała o pannie Larson i próbie przekonania jej do napisania artykułu o Zaczarowanych Różnościach. Nawet nie zorientowała się w tym, o czym Terry teraz mówił. Zmarszczyła brwi. Spojrzała na niego z tym takim kompletnym niezrozumieniem na twarzy. Dopiero po chwili to do niej dotarło. Darowała sobie odpowiadanie. Ograniczyła się do wzruszenia ramionami. Tylko albo aż tyle.
Skupiła się natomiast na tych lodach, które naprawdę chętnie by sobie teraz zjadła. Bo czemu i nie? Pogoda zachęcała do tego, żeby kupić, tak ze dwie gałki, a następnie usiąść przy jednym ze stolików na zewnątrz. W niewielkim ogródku.
- Nie przesadzaj, przecież nie będą kosztować majątku. - przewróciła oczyma, kierując się do lodziarni. Kolejka była całkiem spora, swoje będą musieli odstać. Nie powinno to jednak dziwić. Skoro w okolicy był festyn, to i ludzi więcej niż normalnie. Skorzystać musiały na tym również właściciele sklepów znajdujących się właśnie przy Pokątnej. Oczywista oczywistość.
Dobrze, że pracownicy uwijali się ze wszystkim całkiem szybko. Działali sprawnie.
Kiedy dotarła do lady, poprosiła o najbardziej standardowe, niczym niewyróżniające się lody o smaku wanilii. Nie potrzebowała niczego bardziej specyficznego, choć wybór był tutaj spory. Gdyby miała zacząć się nad tym zastanawiać, wszystkim smakom przyglądać, pewnie zakup lodów zająłby im godzinę. Albo nawet i dwie. A tak to przynajmniej poszło sprawnie. Terry mógł wybrać coś dla siebie, zapłacić. I mogli też usiąść sobie przy jednym ze stolików. Dobrze, że w ogródku nie było tłumów.
- No to co, kiedy przeprowadzka do sklepu? - zapytała go, kładąc przed sobą gazetę, bez większego zainteresowania zapoznając się z tym, co widniało na pierwszej stronie. Jakiś artykuł o aktorce... nawet jej nie kojarzyła. Można było przejść dalej, poszukać czegoś ciekawszego. O ile coś ciekawszego było. - Chyba, że jednak na tych lodach nie zbankrutowałeś? - zadając to pytanie przerzuciła pierwszą stronę, drugą, trzecią. Dotarła do reportażu... z przyjęcia Malfoyów? I wtedy też w oczy jej się rzuciło coś o tym, że Renigald się zaręczył. Zrobiła oczy wielkości galeona, pozwoliła żeby lód wypadł jej z dłoni. Wylądował pierw na stoliku, a następnie na ziemi. Nawet się tym nie przejęła. A przecież tak bardzo chciała tutejszych lodów spróbować. - No nie wierzę! - z tymi słowy pochyliła się nad gazetą, musiała to na spokojnie sobie przeczytać. - Sam zobacz! Terry! - podsunęła mu, pokazała o czym mowa. To ją zaszczyt kopnął.
Najwyraźniej jednak ta przepowiednia, którą znalazła wewnątrz ciastka faktycznie miała się spełnić. A nawet - już spełniła. W jaki sposób? Ano taki, że razem z Reginą została ujęta w kronice towarzyskiej i przedstawiona jako jego narzeczona.