10.03.2024, 23:54 ✶
Widok zwykłego kota sprawił, że odetchnęła, a jednocześnie niemal się nie popłakała. Miała dość trwania w ciągłym napięciu, oddałaby wszystko za to, by wrócić do swojego prostego, mało skomplikowanego życia, gdy musiała jedynie uważać, by nie dobrali się jej do tyłka bumowcy. Zawołała cicho kota, który o dziwo do niej podszedł i zaczął łasić się o jej nogi. Uśmiechnęła się do niego i przyklęknęła, głaszcząc go po czarnym futerku. Zdążyła pomyśleć, że byli teraz do siebie tak podobni, oboje mieli przekichane w życiu, choć ona na własne życzenie, usłyszała jednak dźwięk, na który cała zesztywniała. Kot uciekł, ona zaś nie wiedziała, czy ma się podnieść, czy zrobić w myślach ostatni rachunek sumienia i zamknąć oczy, czekając na najgorsze.
Usłyszała jednak znajomy głos, przez co znów mogła wypuścić powietrze, które po raz kolejny zaległo jej w płucach. Upadła pośladkami na zimny jeszcze grunt i spojrzała w stronę mężczyzny, który, jak udało jej się dostrzec, coś jadł. Automatycznie poczuła ssanie w żołądku. Zignorowała je jednak.
- Ja pierdole, Crow - rzuciła na powitanie, po czym przetarła czoło dłonią trzymającą rożdżkę. - Jak masz jednak zadanie mnie zdjąć, to zrób to w bardziej humanitarny sposób, na przykład nie przyprawiając mnie o zawał. - Spojrzała na niego z wzrokiem przepełnionym pretensjami, z serca jednak spadł jej ciężar. I to nie tylko przez zapewnienie, że byli tu sami, bo w tej kwestii akurat mogła chłopakowi, zaufać. Była jakaś szansa, że nie będzie jednak w tym całym gównie sama i jakoś się z tego wszystkiego wykaraska. Nie była pewna dokładnie jak, ale widziała światełko w tym całym tunelu.
Przyjrzała się tak nieznośnie chrupiącej rzeczy, którą Crow tak namiętnie pochłaniał, po czym uniosła lekko brwi. Jabłko w warstwach syropu cukrowego. Nie było jej zadaniem interesować się nawykami żywieniowymi innych, ale szczerze, lekko jej się jednak odechciało jeść.
- Nie bolą cię od tego zęby? - zapytała, szczerze zaniepokojona. Zaraz jednak pokręciła głową. - W sumie nie ważne, mogę ci nawet kupić takich kilka, jeśli je lubisz - choć aktualnie nie bardzo wiedziała za co - tylko nie znikaj, zanim nie wysłuchasz, co odwaliłam - westchnęła, spoglądając na swoje ubrudzone kozaki.
Wpatrywała się w nie jeszcze przez chwilę, próbując zebrać się w sobie i ułożyć całą rozmowę. Tak, by potencjalny rycerz w lśniącej zbroi nie uciekł po jej pierwszych słowach.
- Nie wiem, krążą może o mnie jakieś plotki? - zapytała najpierw, po czym skubnęła lekko paznokieć, szybko jednak rezygnując z kolejnej próby poharatana swoich rąk. Widać było, że nie była w swojej najlepszej formie. Wzięła głęboki wdech. Potem drugi i spojrzała prosto w oczy rozmówcy, choć przed chwilą nie mogła się na to zebrać. - Nie owijając w bawełnę, bo sensu to nie ma. Okradłam Dantego - uniosła lekko kąciki ust, po czym jednak je opuściła, znów wlepiając wzrok w buty. - I mam przez to dość spore kłopoty - dokończyła, skubiąc tym razem drewno swojej różdżki.
Nie wiedziała co zrobi Crow. Miała jednak nadzieję, że nie odejdzie i jej tu nie zostawi. Bo nie miała pojęcia, co dalej. I czy jest jakieś dalej.
Usłyszała jednak znajomy głos, przez co znów mogła wypuścić powietrze, które po raz kolejny zaległo jej w płucach. Upadła pośladkami na zimny jeszcze grunt i spojrzała w stronę mężczyzny, który, jak udało jej się dostrzec, coś jadł. Automatycznie poczuła ssanie w żołądku. Zignorowała je jednak.
- Ja pierdole, Crow - rzuciła na powitanie, po czym przetarła czoło dłonią trzymającą rożdżkę. - Jak masz jednak zadanie mnie zdjąć, to zrób to w bardziej humanitarny sposób, na przykład nie przyprawiając mnie o zawał. - Spojrzała na niego z wzrokiem przepełnionym pretensjami, z serca jednak spadł jej ciężar. I to nie tylko przez zapewnienie, że byli tu sami, bo w tej kwestii akurat mogła chłopakowi, zaufać. Była jakaś szansa, że nie będzie jednak w tym całym gównie sama i jakoś się z tego wszystkiego wykaraska. Nie była pewna dokładnie jak, ale widziała światełko w tym całym tunelu.
Przyjrzała się tak nieznośnie chrupiącej rzeczy, którą Crow tak namiętnie pochłaniał, po czym uniosła lekko brwi. Jabłko w warstwach syropu cukrowego. Nie było jej zadaniem interesować się nawykami żywieniowymi innych, ale szczerze, lekko jej się jednak odechciało jeść.
- Nie bolą cię od tego zęby? - zapytała, szczerze zaniepokojona. Zaraz jednak pokręciła głową. - W sumie nie ważne, mogę ci nawet kupić takich kilka, jeśli je lubisz - choć aktualnie nie bardzo wiedziała za co - tylko nie znikaj, zanim nie wysłuchasz, co odwaliłam - westchnęła, spoglądając na swoje ubrudzone kozaki.
Wpatrywała się w nie jeszcze przez chwilę, próbując zebrać się w sobie i ułożyć całą rozmowę. Tak, by potencjalny rycerz w lśniącej zbroi nie uciekł po jej pierwszych słowach.
- Nie wiem, krążą może o mnie jakieś plotki? - zapytała najpierw, po czym skubnęła lekko paznokieć, szybko jednak rezygnując z kolejnej próby poharatana swoich rąk. Widać było, że nie była w swojej najlepszej formie. Wzięła głęboki wdech. Potem drugi i spojrzała prosto w oczy rozmówcy, choć przed chwilą nie mogła się na to zebrać. - Nie owijając w bawełnę, bo sensu to nie ma. Okradłam Dantego - uniosła lekko kąciki ust, po czym jednak je opuściła, znów wlepiając wzrok w buty. - I mam przez to dość spore kłopoty - dokończyła, skubiąc tym razem drewno swojej różdżki.
Nie wiedziała co zrobi Crow. Miała jednak nadzieję, że nie odejdzie i jej tu nie zostawi. Bo nie miała pojęcia, co dalej. I czy jest jakieś dalej.