11.03.2024, 00:42 ✶
Dolohov zabujał się na swoim krześle. Jeden z kilkudziesięciu zegarów wiszących na ścianie wybił pełną godzinę, a siedząca w nim kukułka zaśpiewała bardzo niepewnie - zupełnie jakby bała się wyjrzeć i zobaczyć zdenerwowaną minę swojego właściciela.
- Mocną opinię? - Uśmiechnął się szerze, ale drżąca brew od razu zdradziła, że wcale do śmiechu mu nie było. - Jak to mawia teraz młodzież: zjechałem go jak burą sukę - te słowa zupełnie do niego nie pasowały - i nie wstydzę się tego, od dawna nie widziałem takiego długu karmicznego, co to jest za paskudna osobowość... - Co z człowiekiem robił jeden głupi list wsadzony do złego koszyka w chwili słabości? - Niby nie jestem panny ojcem, żeby pannie ustawiać życie, ale jeżeli mam tu jakąkolwiek siłę przebicia, to niech panna następnym razem przegoni jego sowę ogniem. - Niby gdzieś tam mu światło, że może szybko pożałować tych słów, jeżeli Yaxley okaże się paplą, więc odetchnął głęboko i cudem, a jednak (!) uspokoił się wreszcie, wtapiając się plecami w skórzane obicie.
Jej postawa go dziwiła. Z jakiegoś powodu nie opuszczało go wrażenie, że powinna mieć jego słowa za najgorsze dyrdymały, a ona bezradnie rozkładała ręce. Niby nie powinien oceniać książki po okładce, ale on ją oceniał też po jej portrecie, więc nie powinien mylić się w tym aż tak bardzo.
- Ani gwiazdy, ani liczby, ani wróżby nie dają konkretnej odpowiedzi. Gdyby tak było, po co byśmy w ogóle żyli, po co istnieć jeżeli wszystko jest z góry zaplanowane? - Pewnie dużo łatwiej, niż kiedy trzeba było podejmować wybory, budować swoje życie od fundamentów, a później płacić cenę za każdy, nawet najmniejszy błąd ze świadomością bycia kowalem własnego losu. - Zresztą, to nie działa tak, że wyjdziemy teraz na ulicę i to nagle się wydarzy. - No, ale gdyby to miało się wydarzyć, to... piętnasty sierpnia to wcale nie był na to taki zły dzień. Oczy mu rozbłysły, ale po tym jak nerwowo przeczesał włosy palcami, spowił je cień. - Chociaż bym się nawet nie zdziwił, jeżeli miały kogoś na Pokątnej pieprznąć piorun, to dzisiaj.
- Mocną opinię? - Uśmiechnął się szerze, ale drżąca brew od razu zdradziła, że wcale do śmiechu mu nie było. - Jak to mawia teraz młodzież: zjechałem go jak burą sukę - te słowa zupełnie do niego nie pasowały - i nie wstydzę się tego, od dawna nie widziałem takiego długu karmicznego, co to jest za paskudna osobowość... - Co z człowiekiem robił jeden głupi list wsadzony do złego koszyka w chwili słabości? - Niby nie jestem panny ojcem, żeby pannie ustawiać życie, ale jeżeli mam tu jakąkolwiek siłę przebicia, to niech panna następnym razem przegoni jego sowę ogniem. - Niby gdzieś tam mu światło, że może szybko pożałować tych słów, jeżeli Yaxley okaże się paplą, więc odetchnął głęboko i cudem, a jednak (!) uspokoił się wreszcie, wtapiając się plecami w skórzane obicie.
Jej postawa go dziwiła. Z jakiegoś powodu nie opuszczało go wrażenie, że powinna mieć jego słowa za najgorsze dyrdymały, a ona bezradnie rozkładała ręce. Niby nie powinien oceniać książki po okładce, ale on ją oceniał też po jej portrecie, więc nie powinien mylić się w tym aż tak bardzo.
- Ani gwiazdy, ani liczby, ani wróżby nie dają konkretnej odpowiedzi. Gdyby tak było, po co byśmy w ogóle żyli, po co istnieć jeżeli wszystko jest z góry zaplanowane? - Pewnie dużo łatwiej, niż kiedy trzeba było podejmować wybory, budować swoje życie od fundamentów, a później płacić cenę za każdy, nawet najmniejszy błąd ze świadomością bycia kowalem własnego losu. - Zresztą, to nie działa tak, że wyjdziemy teraz na ulicę i to nagle się wydarzy. - No, ale gdyby to miało się wydarzyć, to... piętnasty sierpnia to wcale nie był na to taki zły dzień. Oczy mu rozbłysły, ale po tym jak nerwowo przeczesał włosy palcami, spowił je cień. - Chociaż bym się nawet nie zdziwił, jeżeli miały kogoś na Pokątnej pieprznąć piorun, to dzisiaj.
with all due respect, which is none