11.03.2024, 10:10 ✶
Aidan zamrugał. Zamrugał kilkukrotnie, bo nie był pewien, czy mu się nie przewidziało. Czy naprawdę ruda właśnie zwinęła dłoń w pięść i wyprowadziła piękny cios prosto w nos Flisa? Aż tak ubodły ją jego słowa? Spojrzał na nią, ale nie zdążył dobrze się przyjrzeć jej reakcji, bo Flis już zaczął wrzeszczeć, zwracając na ich trójkę zbyt wiele uwagi. Kilka osób przystanęło i patrzyło na niecodzienną scenę, która się rozgrywała między tym dziwnym trio. Flis wrzeszczał, praktycznie tupał nogami ze złości. Parkinson palił, drugą ręką ściskając notes, schowany za plecami, a Penny się chwiała i cofała. Jak dzieciaki w magiprzedszkolu.
- Dobra, wypierdalaj. Jak będziesz składał skargę, poproś o Longbottom albo Bones do tej sprawy, na pewno się ucieszą z dodatkowej roboty - mruknął, bo jednak nie mógł sobie darować tego, by wyraźnie zaznaczyć, że w Brygadzie ma wtyki. Nadal się nie zdradził z tym, że sam tam pracuje, ale być może mężczyzna zrezygnuje z głupich pomysłów, skoro rzucił aż dwoma nazwiskami brygadzistek, z których obie były pracowite, a tylko jedna pierdolnięta. Gorzej tylko, jeżeli Flis postanowi tu wrócić, ale na to akurat nie mieli wpływu.
- Przekaż to swojemu NARZECZONEMU, na pewno się ucieszy ze sławy, ojciec będzie dumny - Parkinson rzucił w Penny notatnikiem. A raczej rzucił go w jej stronę, nie wkładając w to jakoś specjalnie dużo siły. Chciał, żeby go złapała i przejrzała, a nie by oberwała książeczką w ryj. Jak zwykle znalazł się w dobrym miejscu, w dobrym czasie, ale... Co z tego? Tylko do tego się nadawał? By straszyć dziennikarzy i odganiać ich od Weasley, która w tym czasie migdaliła się z Renigaldem? Nie był pewien, czy do tego doszło - gdyby myślał trzeźwo i na spokojnie, pewnie doszedłby do wniosku, że to na pewno jakiś podstęp, tania zagrywka by zwrócić na siebie uwagę. Ale nie myślał trzeźwo. - Naprawdę, Penny? Z Reginą?
Na jego twarzy malowało się obrzydzenie. Nie to, żeby nie lubił Malfoya, bo przecież znali się od lat - chłopak był użyteczny i naprawdę przydatny, całkiem dobrze im się rozmawiało. Ale jednocześnie był podstępną, jadowitą, śliską glistą. Miał ochotę wytargać ją za te rude kudły i wydusić odpowiedzi, których potrzebował natychmiast. Gdyby nie to, że brzydził się przemocą wobec kobiet, to pewnie by to zrobił.
Nie chciał nic dodawać. Nie chciał nawet na nią patrzeć. Zerknął więc gdzieś w bok, wcześniej biorąc ostatniego bucha. Papieros poleciał na ziemię, pod but, który roztarł i zgniótł żar.
- Dobra, wypierdalaj. Jak będziesz składał skargę, poproś o Longbottom albo Bones do tej sprawy, na pewno się ucieszą z dodatkowej roboty - mruknął, bo jednak nie mógł sobie darować tego, by wyraźnie zaznaczyć, że w Brygadzie ma wtyki. Nadal się nie zdradził z tym, że sam tam pracuje, ale być może mężczyzna zrezygnuje z głupich pomysłów, skoro rzucił aż dwoma nazwiskami brygadzistek, z których obie były pracowite, a tylko jedna pierdolnięta. Gorzej tylko, jeżeli Flis postanowi tu wrócić, ale na to akurat nie mieli wpływu.
- Przekaż to swojemu NARZECZONEMU, na pewno się ucieszy ze sławy, ojciec będzie dumny - Parkinson rzucił w Penny notatnikiem. A raczej rzucił go w jej stronę, nie wkładając w to jakoś specjalnie dużo siły. Chciał, żeby go złapała i przejrzała, a nie by oberwała książeczką w ryj. Jak zwykle znalazł się w dobrym miejscu, w dobrym czasie, ale... Co z tego? Tylko do tego się nadawał? By straszyć dziennikarzy i odganiać ich od Weasley, która w tym czasie migdaliła się z Renigaldem? Nie był pewien, czy do tego doszło - gdyby myślał trzeźwo i na spokojnie, pewnie doszedłby do wniosku, że to na pewno jakiś podstęp, tania zagrywka by zwrócić na siebie uwagę. Ale nie myślał trzeźwo. - Naprawdę, Penny? Z Reginą?
Na jego twarzy malowało się obrzydzenie. Nie to, żeby nie lubił Malfoya, bo przecież znali się od lat - chłopak był użyteczny i naprawdę przydatny, całkiem dobrze im się rozmawiało. Ale jednocześnie był podstępną, jadowitą, śliską glistą. Miał ochotę wytargać ją za te rude kudły i wydusić odpowiedzi, których potrzebował natychmiast. Gdyby nie to, że brzydził się przemocą wobec kobiet, to pewnie by to zrobił.
Nie chciał nic dodawać. Nie chciał nawet na nią patrzeć. Zerknął więc gdzieś w bok, wcześniej biorąc ostatniego bucha. Papieros poleciał na ziemię, pod but, który roztarł i zgniótł żar.