11.03.2024, 21:44 ✶
Powiedzieć, że wiedziała co należało w zaistniałej sytuacji zrobić, to wielkie niedopowiedzenie, bo z pewnym niezadowoleniem szybko poczuła, że była niczym dziecko we mgle. Tyle lat spędziła zapatrując się na limbo i siłując się z tym, co przynosiły jego wizje, tylko po to żeby po paru słowach w jej kierunku dojść do wniosku, że było to niewiele warte.
- Kamienia? - zapytała, unosząc delikatnie jedną brew ku górze, próbując zrozumieć, o jakiego w ogóle kamienia mu się właśnie rozchodzi. Sprawa kamienia runicznego, który ukradziono Shafiqom jakoś naturalnie jej w tym momencie umykała, bo ani jej to nie obchodziło, kiedy w gazetach ogłoszono jego zaginięcie, ani też później nie śledziła jego losów. Chciała go jeszcze zapytać, jak duży musiał być ten kamień, że musiał ich wessać, ale ostatecznie ugryzła się w język, postanawiając zwyczajnie zamknąć i słuchać tej jego chaotycznej opowieści.
Kiedy na nią spojrzał stała cały czas obok niego, wpatrując się w niego uważnym spojrzeniem zielonkawych oczu, ale był w nich pewien niesmak. Nie podobało jej się to, że kiedy go tak słuchała, w jej głowie pojawiało się tylko coraz więcej pytań i ani jednej sensownej odpowiedzi, albo chociażby jakiegoś ciągu myślowego, który prowadziłby do wyraźnego celu. Czuła się nieco zagubiona i nawet nie była w stanie wyobrazić sobie, jak on musiał się przecież czuć, skoro to na niego spadło to całe bycie zimnym. Ona równie dobrze mogła go teraz poklepać z uśmiechem po plecach i powiedzieć, że świetna historia, bawiła się znakomicie, ale w sumie to miała plany na dalszą część popołudnia, więc się już będzie zawijać. Pewnie nawet by się na nią za to nie obraził, ale prawda była taka że nie była w stanie zrobić czegoś takiego.
- I to wszystko? - zapytała z pewną podejrzliwością w głosie. - Co masz na myśli mówiąc, że cię to pokonało? - zamiast wyrzucić z siebie jakąś mdłą formułkę na pożegnanie i się ewakuować, uśmiechnęła się do niego lekko. Może odrobinę tylko kwaśno, ale wynikało to tylko z faktu, że kiedy ktoś przychodził do niej z problemem, jakaś jej część czuła usilną potrzebę by mieć możliwość faktycznie coś z tym zrobić. - Zastanawiam się po prostu co w tym limbo mogło aż tak zmienić twoje ciało. Czy wystarczyło przekroczyć samą granicę, żeby to osiągnąć, czy to gdzieś indziej leży problem. Wiesz może co się stanie, kiedy ktoś spróbuje ci przelać swoją energię?
- Odpowiedni moment? Byle tylko nie był to ten, kiedy postanowią cię zapakować do Azkabanu za branie udziału w terrorystycznym ataku - sarknęła, z pewnym protekcjonalnym tonem, jakby właśnie karciła jakiegoś nieodpowiedzialnego dzieciaka, a nie dorosłego faceta.
- Kamienia? - zapytała, unosząc delikatnie jedną brew ku górze, próbując zrozumieć, o jakiego w ogóle kamienia mu się właśnie rozchodzi. Sprawa kamienia runicznego, który ukradziono Shafiqom jakoś naturalnie jej w tym momencie umykała, bo ani jej to nie obchodziło, kiedy w gazetach ogłoszono jego zaginięcie, ani też później nie śledziła jego losów. Chciała go jeszcze zapytać, jak duży musiał być ten kamień, że musiał ich wessać, ale ostatecznie ugryzła się w język, postanawiając zwyczajnie zamknąć i słuchać tej jego chaotycznej opowieści.
Kiedy na nią spojrzał stała cały czas obok niego, wpatrując się w niego uważnym spojrzeniem zielonkawych oczu, ale był w nich pewien niesmak. Nie podobało jej się to, że kiedy go tak słuchała, w jej głowie pojawiało się tylko coraz więcej pytań i ani jednej sensownej odpowiedzi, albo chociażby jakiegoś ciągu myślowego, który prowadziłby do wyraźnego celu. Czuła się nieco zagubiona i nawet nie była w stanie wyobrazić sobie, jak on musiał się przecież czuć, skoro to na niego spadło to całe bycie zimnym. Ona równie dobrze mogła go teraz poklepać z uśmiechem po plecach i powiedzieć, że świetna historia, bawiła się znakomicie, ale w sumie to miała plany na dalszą część popołudnia, więc się już będzie zawijać. Pewnie nawet by się na nią za to nie obraził, ale prawda była taka że nie była w stanie zrobić czegoś takiego.
- I to wszystko? - zapytała z pewną podejrzliwością w głosie. - Co masz na myśli mówiąc, że cię to pokonało? - zamiast wyrzucić z siebie jakąś mdłą formułkę na pożegnanie i się ewakuować, uśmiechnęła się do niego lekko. Może odrobinę tylko kwaśno, ale wynikało to tylko z faktu, że kiedy ktoś przychodził do niej z problemem, jakaś jej część czuła usilną potrzebę by mieć możliwość faktycznie coś z tym zrobić. - Zastanawiam się po prostu co w tym limbo mogło aż tak zmienić twoje ciało. Czy wystarczyło przekroczyć samą granicę, żeby to osiągnąć, czy to gdzieś indziej leży problem. Wiesz może co się stanie, kiedy ktoś spróbuje ci przelać swoją energię?
- Odpowiedni moment? Byle tylko nie był to ten, kiedy postanowią cię zapakować do Azkabanu za branie udziału w terrorystycznym ataku - sarknęła, z pewnym protekcjonalnym tonem, jakby właśnie karciła jakiegoś nieodpowiedzialnego dzieciaka, a nie dorosłego faceta.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror