Dzwoniło. Oczywiście, że dzwoniło. Tylko w którym kościele? To już stanowiło pewien problem. Miał czas, żeby zapoznać się z informacjami, jakie przewinęły się przez media. Ze sporą ich częścią. Problem tylko z tym, że po tych dwóch tygodniach, wszystko już zaczynało mu się z wolna mieszać w głowie. Czasami wydawało mu się, że w danej kwestii nie mógł się mylić, a później zaczynał sprawdzać... i jednak nie miał racji. Może powinien wreszcie od tego odpocząć? Odetchnąć? Nabrać sił i dopiero kiedy to się uda, na nowo do wszystkiego wrócić. Już na poważnie, porządnie się tym tematem zająć.
Ograniczył się do kiwnięcia głową. Do potwierdzenia, że sprawę kojarzył. Bo i co miał tu powiedzieć? To co istotne, Ambrosia powiedziała - były w stanie go z tego wyciągnąć, ale zarazem nie były w stanie podać żadnych informacji. Czegokolwiek wyjaśnić. Nie chciały? Nie mogły? Nie wiedziały? Kolejna kwestia, którą być może warto było się zainteresować. Równie dobrze mógł być to jednak wątek stanowiący zaledwie ślepą ścieżkę. Taki, który prowadził donikąd.
Nie sprzeciwiał się. Kiedy zasugerowała, że powinni spróbować przelać tę odrobinę energii, nie oponował. Pozwolił, żeby ujęła go za rękę. Przystanął. Również kontrolnie rozejrzał się po okolicy, ta jednak wydawała się bezpieczna. Najwyraźniej pogoda nieszczególnie zachęcała do odwiedzenia plaży. Albo tej części plaży? Nie było to czymś, na co zamierzał narzekać. Jeśli już, to powinien być z tego powodu zadowolony.
- Nie jestem pewien czy to miało jakikolwiek wpływ. Może energia przelana w nieco większej ilości byłaby inaczej odczuwalna? - wzruszył ramionami. Bo nawet jeśli tak by było, to przecież nie zamierzał tego sprawdzać. Nie tutaj. Nie w tym miejscu. I nie przy udziale tej konkretnej osoby. Nie to, że jej nie ufał; że nie było to zaufanie wystarczające. Zwyczajnie nie chciał jej wykorzystywać. Nie w takim stopniu. - Nie będziemy tego tutaj sprawdzać.
Pokiwał głową, kiedy zaprzeczyła temu, jakoby się martwiła; jakoby jej jednak zależało. Nie zamierzał się z nią sprzeczać. Przyciskać jej tu i teraz do muru. Uśmiechnął się jedynie blado. Nieznacznie. Do siebie. Bo nawet na nią w tym momencie nie patrzył. Zamiast tego spojrzenie utkwił w tym, co było nadal przed nimi. Mimo wszystko mile było to poczuć. Nawet jeśli druga strona zaprzeczała.
- Ścigamy się? Obiecuje, że chwilę poczekam, żebyś miała choćby niewielką szansę na wygraną. - wskazał skinięciem głowy na molo, które z każdym kolejnym krokiem znajdywało się coraz bliżej. Widzieli je już teraz całkiem nieźle. Do pokonania nie mieli już zbyt dużej odległości. I może nawet obydwoje potrzebowali skierować myśli na inne tory? Skupić się na czymś, co było mnie skomplikowane. Nie tak trudne. Co nie prowadziło do zmartwień. Do tysiąca pytań, które jedna po drugiej prześlizgiwały się przez głowę.