13.03.2024, 23:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2024, 23:21 przez Ambrosia McKinnon.)
Może faktycznie powinna odezwać się do Sebastiana - zaprosić go może na herbatkę, powiedzieć że fusy mówią, że wszystko będzie dobrze, a oprócz tego czy coś ciekawego wie na temat tego całego pana aurora, albo raczej co też Isobell takiego zrobiła. Chyba dlatego właśnie o tej sytuacji wspomniała, jakby wypowiedzenie tego na głos miało nie tylko Traversowi podsunąć jakiś wyraźniejszy trop, ścieżkę którą warto było zbadać, ale też i ją samą nieco ukierunkować. Ale to akurat, całe to dookoła kowenowe śledztwo - to było zadanie dla Ambrosii z przyszłości.
Teraz poczuła, jak trąca ją niemrawo zmęczenie. Było to uczucie ledwo wyczuwalne, chyba tylko dlatego, że była świadoma tego, co właśnie próbowała osiągnąć. I przez chwile miała chyba wrażenie, że może faktycznie coś zdziałała. To byłoby zdecydowanie zbyt proste, ale mimo tego, kiedy Theon powiedział, ze w sumie nic się nie zmieniło, zmarszczyła nos, krzywiąc się w niezadowoleniu.
- Nic to. Może innym razem - albo raczej z inną osobą, bo tego typu magia zwyczajnie nie była jej broszką. Ale była pewna, że jego koledzy z pewnością mogli mu polecić kogoś, kto specjalizował się w tego typu dziedzinie. Ba, może nawet sami zaprowadziliby go za rączkę.
- Ścigamy? - spojrzała na niego, jakby się z kimś na rozumy pozamieniał. Nigdy bowiem nie była asem jakichkolwiek fizycznych aktywności, nie mówiąc już nawet o tym, że zwyczajnie nie miała z nim jakichkolwiek szans. Jego ponad dwa metry wzrostu równały się długim kulasom, które sprawiały że kiedy robił krok, to ona pewnie musiała zrobić trzy. - Chyba sobie ze mnie żartujesz właśnie. Czy ty mnie kiedyś widziałeś, żebym ja biegała? - nie raz pewnie, tak po prawdzie, chociaż faktycznie częściej chodziła tupiąc zezłoszczona w podłogę (bo się gdzieś spóźniła i nie opłacało się już biec). - OSTATNI NA MOLO STAWIA OBIAD - jak jej chciał coś odpowiedzieć, to go nawet nie słuchała tylko wykrzyczała mu to, wchodząc w zdanie, kiedy jednocześnie uśmiechnęła się do niego łobuzersko, a potem tymi swoimi wątłymi rączkami popychając go, jakby miała mu tym w jakiś sposób przeszkodzić w gonieniu jej i wytrącić z równowagi. A potem rzuciła się faktycznie do biegu, w kierunku molo, które było już prawie na wyciągnięcie ręki.
Szkoda tylko, że fortuna nie stała po jej stronie i po przebiegnięciu może połowy dystansu potknęła się chyba o własne nogi i legła w piasek jak długa.
Teraz poczuła, jak trąca ją niemrawo zmęczenie. Było to uczucie ledwo wyczuwalne, chyba tylko dlatego, że była świadoma tego, co właśnie próbowała osiągnąć. I przez chwile miała chyba wrażenie, że może faktycznie coś zdziałała. To byłoby zdecydowanie zbyt proste, ale mimo tego, kiedy Theon powiedział, ze w sumie nic się nie zmieniło, zmarszczyła nos, krzywiąc się w niezadowoleniu.
- Nic to. Może innym razem - albo raczej z inną osobą, bo tego typu magia zwyczajnie nie była jej broszką. Ale była pewna, że jego koledzy z pewnością mogli mu polecić kogoś, kto specjalizował się w tego typu dziedzinie. Ba, może nawet sami zaprowadziliby go za rączkę.
- Ścigamy? - spojrzała na niego, jakby się z kimś na rozumy pozamieniał. Nigdy bowiem nie była asem jakichkolwiek fizycznych aktywności, nie mówiąc już nawet o tym, że zwyczajnie nie miała z nim jakichkolwiek szans. Jego ponad dwa metry wzrostu równały się długim kulasom, które sprawiały że kiedy robił krok, to ona pewnie musiała zrobić trzy. - Chyba sobie ze mnie żartujesz właśnie. Czy ty mnie kiedyś widziałeś, żebym ja biegała? - nie raz pewnie, tak po prawdzie, chociaż faktycznie częściej chodziła tupiąc zezłoszczona w podłogę (bo się gdzieś spóźniła i nie opłacało się już biec). - OSTATNI NA MOLO STAWIA OBIAD - jak jej chciał coś odpowiedzieć, to go nawet nie słuchała tylko wykrzyczała mu to, wchodząc w zdanie, kiedy jednocześnie uśmiechnęła się do niego łobuzersko, a potem tymi swoimi wątłymi rączkami popychając go, jakby miała mu tym w jakiś sposób przeszkodzić w gonieniu jej i wytrącić z równowagi. A potem rzuciła się faktycznie do biegu, w kierunku molo, które było już prawie na wyciągnięcie ręki.
Szkoda tylko, że fortuna nie stała po jej stronie i po przebiegnięciu może połowy dystansu potknęła się chyba o własne nogi i legła w piasek jak długa.
Rzut O 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 30
Akcja nieudana
Akcja nieudana
she was a gentle
sort of horror
sort of horror