13.03.2024, 23:15 ✶
Już w szkole trzymały się z Brenną dość blisko, zresztą Gryfonka również była mocno zżyta z Castielem, jakby bliźnięta Flint sobie trochę upodobała. Ich więź może nie była tak ciasna, jak niegdyś, gdy obydwie miały czasy i znacznie mniej obowiązków, ale dla Cynthii brunetka wciąż była bliska. Niewielu dobrych ludzi zostało na świecie, zwłaszcza w szarości trwającego konfliktu, który nie był niczym innym, jak pogonią za władzą i wpływami. Ludzie pragnęli mocy od zarania dziejów, Czarnoksiężnik i jego poplecznicy nie byli czymś nowym. Dla wielu ludzi fakt, że to Brenna była Aurorem, musiał być kojącym, dawać nadzieję, na lepsze jutro. Patrząc na Atreusa, pewnie również tak było — bo nawet jeśli był kobieciarzem i krążyły rozmaite historie na temat jego złotoustości lub hipnotyzującego spojrzenia, był przyzwoitym i dobrym człowiekiem, gdy przychodziło do morale. Dla niej zawsze będzie zagadką, jakim cudem banda Borgina trzymała się razem, skoro tak naprawdę nie stali po tej samej stronie barykady? Oczywiście nie znała statusu wszystkich jej członków, ale analizą towarzystwa, sposobu bycia i poglądów, nie trudno było się domyślać. Zacisnęła na kilka sekund wargi, nie chcąc jednak skupiać myśli na tym, co miało przynieść tylko złość, rozczarowanie i ból. Życie było niesprawiedliwe i brutalne, każde z nich się o tym dosadnie przekona — niezależnie, czy będą to bananowi chłopcy, ona, Victoria czy Brenna. Patrząc na skalę rozrastającego się podziału, jest nieuniknione. Nie będzie można być neutralnym zawsze, a przyjaciel zdradzi swojego przyjaciela. Przymknęła na chwilę oczy, dłonią przesuwając po swojej szyi, o której skórę zahaczyła paznokciami. Nie czas na to.
Musiała się skupić na Atreusie.
-Pewnie masz rację. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion na jego wyjaśnienia, nie bardzo mając doświadczenia w tego typu obrzędach. Zwykle w sabatach nie uczestniczyła, mając zwyczajnie ciekawsze rzeczy do roboty — niezależnie czy mowa była o pracy, czy o nauce płynącej z pasji. Skoro jednak działało tak silnie i nawet on to przyznał, w legendzie o zaklęciu musiało istnieć ziarno prawdy. Mówiąc szczerze, jasnowłosa miała nadzieję, że żaden z nich, a właściwie żadne z ich rocznika lub tych najbliższych, z którymi miała kontakt, nie dotrze do momentu, gdy wprost będzie musiało podjąć decyzję o konsekwencjach ciężkich do udźwignięcia. Niszczyć czegoś, co budowane było przez lata, zaufania i lojalności.
Na jego słowa, uniosła na chwilę kąciki ust ku górze, jakby w rozbawieniu. Cynthia była mało romantyczna, nigdy nie biegała za chłopcami i nie czytała opasłych powieści obyczajowych z szeroko rozwiniętym romansem, skupiając się raczej na przyziemnej stronie życia, oczekiwaniach ojca i obowiązkach. Z pewnością byli jacyś chłopcy, gdy była nastolatką, których nazwałaby przystojnymi, ale nie wychodziła z inicjatywą, nie angażowała się, a zresztą niewielu miało cierpliwość do jej sposobu bycia oraz grubej warstwy ochronnej, jak to Rookwood twierdził, lodowej.
- Miłostki? Nie. - odpowiedziała w końcu, wzruszając delikatnie ramionami. Nie kłamała, ale też ciężko było stwierdzić, czy mówiła całą prawdę, bo miłostka była przecież określeniem dla czegoś powierzchownego i banalnego. Komentarz Atreusa sprawił, że przekręciła głowę na bok, lustrując go spojrzeniem jasnych tęczówek, jakby oceniała jego walory estetyczne, chociaż widziała aurora tysiące razy. - Uważaj na takie obietnice, bo nigdy nie wiesz, kiedy je wykorzystam, decydując się na odrobinę szaleństwa.
Miała wypracowaną podzielność uwagi, więc nawet jeśli skupiała się na podstawowym sprawdzeniu jego organizmu, wciąż słuchała tego, co mówił, przytakując już z poważniejszą miną. Nie mogła mu powiedzieć o Louvainie, a o Tori pewnie wiedział. Ich symptomy były podobne, każde muśnięte dotykiem czegoś, co rozrosło się po źródle, tworząc iluzję. Powłokę, która na pierwszy rzut oka zmieniała w jakiś sposób działanie ich organizmu, który ostatecznie pracował równie stabilnie, co przed wydarzeniami z sabatu.
- Powinieneś wziąć sobie, chociaż dwa dni wolnego, odpocząć. Przygotuję Ci eliksiry wzmacniające i herbatkę ziołową, która uzupełni małe braki witaminowe, które masz. - zaczęła po dłuższym milczeniu, przesuwając palcami po widocznej na nadgarstku żyle. Przynajmniej nie miał problemów z krążeniem, które miało wielu w jego wieku, głównie przez ilości spożywanego alkoholu oraz tłuszczu. - To dobrze, będzie miała dokładniejszy wgląd. Potrzebujesz na pewno eliksiru na temperaturę ciała, też Ci dam, zanim wyjdziesz. Będzie Ci łatwiej funkcjonować w społeczeństwie. Jeśli chodzi o sam chłód, Twój organizm pracuje normalnie, pomimo delikatnie zaniżonej temperatury. Coś jednak zostawiło ślad na Twoim źródle lub też duszy, zależnie od wierzeń. I wymaga to czegoś silniejszego, niż moje zioła lub eliksiry, ale pracuję nad tym. - zapewniła go, wzdychając bezgłośnie. Taka była prawda, sporo czasu poświęcała na badania tego tematu, prosząc nawet o kilka ksiąg znajome wiedźmy z Nowego Orleanu, które były znacznie lepszymi nekromantami, niż ona. Uniosła dłoń, łapiąc za jego podbródek, obracając twarzą w lewo oraz prawo. Liczyła bicia jego serca, sprawdzała sposób oddechu i reakcje źrenic na różne natężenie światła. - Masz problemy ze snem?
Spojrzała mu bezpośrednio w oczy, zastanawiając się, co jeszcze z podstawowych rzeczy powinna sprawdzić - bez udziału zaklęć, o których pracujący dla Depratamentu Aurorów mężczyzna nie powinien wiedzieć.
Musiała się skupić na Atreusie.
-Pewnie masz rację. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion na jego wyjaśnienia, nie bardzo mając doświadczenia w tego typu obrzędach. Zwykle w sabatach nie uczestniczyła, mając zwyczajnie ciekawsze rzeczy do roboty — niezależnie czy mowa była o pracy, czy o nauce płynącej z pasji. Skoro jednak działało tak silnie i nawet on to przyznał, w legendzie o zaklęciu musiało istnieć ziarno prawdy. Mówiąc szczerze, jasnowłosa miała nadzieję, że żaden z nich, a właściwie żadne z ich rocznika lub tych najbliższych, z którymi miała kontakt, nie dotrze do momentu, gdy wprost będzie musiało podjąć decyzję o konsekwencjach ciężkich do udźwignięcia. Niszczyć czegoś, co budowane było przez lata, zaufania i lojalności.
Na jego słowa, uniosła na chwilę kąciki ust ku górze, jakby w rozbawieniu. Cynthia była mało romantyczna, nigdy nie biegała za chłopcami i nie czytała opasłych powieści obyczajowych z szeroko rozwiniętym romansem, skupiając się raczej na przyziemnej stronie życia, oczekiwaniach ojca i obowiązkach. Z pewnością byli jacyś chłopcy, gdy była nastolatką, których nazwałaby przystojnymi, ale nie wychodziła z inicjatywą, nie angażowała się, a zresztą niewielu miało cierpliwość do jej sposobu bycia oraz grubej warstwy ochronnej, jak to Rookwood twierdził, lodowej.
- Miłostki? Nie. - odpowiedziała w końcu, wzruszając delikatnie ramionami. Nie kłamała, ale też ciężko było stwierdzić, czy mówiła całą prawdę, bo miłostka była przecież określeniem dla czegoś powierzchownego i banalnego. Komentarz Atreusa sprawił, że przekręciła głowę na bok, lustrując go spojrzeniem jasnych tęczówek, jakby oceniała jego walory estetyczne, chociaż widziała aurora tysiące razy. - Uważaj na takie obietnice, bo nigdy nie wiesz, kiedy je wykorzystam, decydując się na odrobinę szaleństwa.
Miała wypracowaną podzielność uwagi, więc nawet jeśli skupiała się na podstawowym sprawdzeniu jego organizmu, wciąż słuchała tego, co mówił, przytakując już z poważniejszą miną. Nie mogła mu powiedzieć o Louvainie, a o Tori pewnie wiedział. Ich symptomy były podobne, każde muśnięte dotykiem czegoś, co rozrosło się po źródle, tworząc iluzję. Powłokę, która na pierwszy rzut oka zmieniała w jakiś sposób działanie ich organizmu, który ostatecznie pracował równie stabilnie, co przed wydarzeniami z sabatu.
- Powinieneś wziąć sobie, chociaż dwa dni wolnego, odpocząć. Przygotuję Ci eliksiry wzmacniające i herbatkę ziołową, która uzupełni małe braki witaminowe, które masz. - zaczęła po dłuższym milczeniu, przesuwając palcami po widocznej na nadgarstku żyle. Przynajmniej nie miał problemów z krążeniem, które miało wielu w jego wieku, głównie przez ilości spożywanego alkoholu oraz tłuszczu. - To dobrze, będzie miała dokładniejszy wgląd. Potrzebujesz na pewno eliksiru na temperaturę ciała, też Ci dam, zanim wyjdziesz. Będzie Ci łatwiej funkcjonować w społeczeństwie. Jeśli chodzi o sam chłód, Twój organizm pracuje normalnie, pomimo delikatnie zaniżonej temperatury. Coś jednak zostawiło ślad na Twoim źródle lub też duszy, zależnie od wierzeń. I wymaga to czegoś silniejszego, niż moje zioła lub eliksiry, ale pracuję nad tym. - zapewniła go, wzdychając bezgłośnie. Taka była prawda, sporo czasu poświęcała na badania tego tematu, prosząc nawet o kilka ksiąg znajome wiedźmy z Nowego Orleanu, które były znacznie lepszymi nekromantami, niż ona. Uniosła dłoń, łapiąc za jego podbródek, obracając twarzą w lewo oraz prawo. Liczyła bicia jego serca, sprawdzała sposób oddechu i reakcje źrenic na różne natężenie światła. - Masz problemy ze snem?
Spojrzała mu bezpośrednio w oczy, zastanawiając się, co jeszcze z podstawowych rzeczy powinna sprawdzić - bez udziału zaklęć, o których pracujący dla Depratamentu Aurorów mężczyzna nie powinien wiedzieć.