Dla niego również nekromancja nie była czymś, z czym sobie radził szczególnie dobrze. Przez te wszystkie lata, miał możliwość jedynie poznania podstaw. Nie znaczy to jednak, że był w tym aspekcie bezradny; że nie dysponował żadnymi możliwościami. Wiedział bowiem, wiedział bardzo dobrze, do kogo może się zwrócić, a nawet - do kogo zwrócić się w tym przypadku powinien. Bo odpowiednią osobę miał przez cały ten czas dostępną praktycznie na wyciągnięcie ręki. Musiał tylko wreszcie wykonać ten jeden, konkretny krok.
Nie zamierzał jednak dzielić się tym z blondynką. O pewnych sprawach się bowiem zwyczajnie nie mówiło. Dla dobra każdej ze stron. Dla bezpieczeństwa każdej z tych stron. Na ten moment lepiej było to tak zostawić. Nie wnikać w to dalej. Nie wchodzić głębiej.
Powiedzieć, że się tego nie spodziewał, to zdecydowanie zbyt mało. Chcąc zareagować na pierwszą część jej wypowiedzi, nie był kompletnie gotowy na to, że go popchnie, tym samym przyjmując rzucone właśnie wyzwanie. No cóż. Jak to się mawiało? Nie wierz nigdy kobiecie i takie tam.
- Ej, to... - chciał coś krzyknąć o tym, że to nieuczciwe i wbrew zasadom wyścigów na plaży, które znane są wszystkim czarodziejom, bo przecież księga ulicy mówi w tych sprawach jasno, ale nie dokończył. Nie dokończył z tego względu, że ledwie się za nią rzucił w pościg, skończył niewiele lepiej od samej Ambrosii.
Wyjebał się na ten cały piasek. I do tego prosto na swój głupi ryj, oczywista sprawa.
Ledwie przewrócił się na plecy, ledwie się odrobinę tylko ogarnął, odetchnął... zaczął się śmiać. Głośno. Szczerze. Autentycznie rozbawiony będąc tym, jak ten cały wyścig się zakończył w przypadku ich obydwojga. Gdyby mieli wziąć teraz udział w jakiś zawodach dla par czy coś w tym stylu, zapewne nie załapaliby się nawet na nagrodę pocieszenia. Za to ile radości dostarczyliby potencjalnej widowni!
- Jesteś cała? - zapytał, niezbyt śpiesznie zbierając się z ziemi. Z piasku. Powolutku. Pierw siadając, a dopiero w następnej kolejności stając wreszcie na własnych nogach. Otrzepując ubranie. - Na wypadek, gdybyś miała co do tego wątpliwości, to wiedz, że to było celowe. Tak żebyś nie czuła się głupio, że tylko Ty zaliczyłaś glebę.
No bo przecież się nie przyzna, że poruszał się po prostu równie zgrabnie, co słoń przebrany za baletnice i wciśnięty na sam środek sceny. W dodatku po to, żeby zatańczyć w samym Jeziorze Łabędzim. Co to, to nie. Były pewne granice.
Sukces!
Akcja nieudana
Kostki mnie nie zawiodą, kostki mnie nie zawiodą...