14.03.2024, 09:04 ✶
Między nimi istniał pewien duży, nierozwiązany problem, który przerodził się w tej chwili w ogromne nieporozumienie. Aidan wiedział oczywiście, że Penny jest ambitna i lubiła pieniądze (bo ich nie miała), ale nigdy by jej nie posądził o to, że związała się dla nich z Malfoyem. On był po prostu, cholera jasna, zazdrosny. Bo przecież każdego by zniósł, tylko nie Malfoya. To była granica, którą Penny przekroczyła i to chyba z premedytacją, patrząc na jej zachowanie. Z Reginą też sobie porozmawia. Parkinson wyciągnął kolejnego papierosa i wetknął go w usta, przewracając oczami tak mocno, że cud że mu nie wypadły z oczodołów. Przedrzeźnianie, jakie to kurwa dorosłe.
- Ach tak? - warknął, odpalając peta. - Oczywiście, jak zwykle nie masz dla mnie czasu. Jak jestem potrzebny, to Aidan ratuj, pomóż, zrób coś, ale żeby wytłumaczyć co tak naprawdę się odkurwiło, że na mieście huczy od plotek o mezaliansie między Malfoyem a Weasleyówną, to już podwijasz ogon pod siebie i uciekasz.
Być może był dupkiem i się tak zachowywał, ale to był jego mechanizm obronny. Zraniła go tak bardzo, że stracił wczoraj nad sobą kontrolę, części nocy nawet nie pamiętał. Myślał, że mieli to pod kontrolą - że trzymali się razem, że byli po prostu... znajomymi. A tu okazuje się, że nagle Penny zapałała uczuciem do tej śliskiej gnidy? Cholera jasna, przecież typ nawet nie miał porządnej pracy. To całe bogactwo, którym się chwalił na prawo i lewo, nawet nie było jego! Jak ona mogła zakochać się w kimś takim? Przecież to nie miało absolutnie żadnego sensu.
- Każdy ważniejszy ode mnie. Wiesz co, Penny? Spierdalaj. Przyszedłem tu, żeby porozmawiać o tych dziwnych zaręczynach, ale widzę, że nie jestem mile widziany - gdyby tylko w grę nie wchodziły emocje, to zapewne by to przemyślał. Rozważył kilka opcji, po prostu na spokojnie podszedł i zapytał, co się stało. Bo przecież jeszcze dwa dni temu w życiu by nie pomyślał o tym, że ta dwójka może się związać. A tu od razu narzeczeństwo. Blondyn był skończonym chamem, ale wiedział, że nie zmusiłby Penny do przyjęcia oświadczyn. Więc musiała to zrobić dobrowolnie. I to chyba najbardziej bolało.
Spojrzał na nią ze złością. Ona była zirytowana, on - wściekły. Aidan często wpadał w złość, dla nikogo nie było tajemnicą, że Parkinson nie należał do najcierpliwszych osób na tym świecie. I chociaż na przestrzeni tych lat odrobinę się uspokoił, to jednak daleko mu było do normalnej osoby. Większość problemów rozwiązywał sarkazmem czy siłą. Albo krzykiem. Tutaj siły nie chciał stosować, przynajmniej nie w stosunku do Penny. Bo czego by nie powiedzieć o Aidanie, to kobiety nigdy by nie uderzył. Chyba że musiałby ją obezwładnić, ale tutaj to nie miało miejsca.
- Ach tak? - warknął, odpalając peta. - Oczywiście, jak zwykle nie masz dla mnie czasu. Jak jestem potrzebny, to Aidan ratuj, pomóż, zrób coś, ale żeby wytłumaczyć co tak naprawdę się odkurwiło, że na mieście huczy od plotek o mezaliansie między Malfoyem a Weasleyówną, to już podwijasz ogon pod siebie i uciekasz.
Być może był dupkiem i się tak zachowywał, ale to był jego mechanizm obronny. Zraniła go tak bardzo, że stracił wczoraj nad sobą kontrolę, części nocy nawet nie pamiętał. Myślał, że mieli to pod kontrolą - że trzymali się razem, że byli po prostu... znajomymi. A tu okazuje się, że nagle Penny zapałała uczuciem do tej śliskiej gnidy? Cholera jasna, przecież typ nawet nie miał porządnej pracy. To całe bogactwo, którym się chwalił na prawo i lewo, nawet nie było jego! Jak ona mogła zakochać się w kimś takim? Przecież to nie miało absolutnie żadnego sensu.
- Każdy ważniejszy ode mnie. Wiesz co, Penny? Spierdalaj. Przyszedłem tu, żeby porozmawiać o tych dziwnych zaręczynach, ale widzę, że nie jestem mile widziany - gdyby tylko w grę nie wchodziły emocje, to zapewne by to przemyślał. Rozważył kilka opcji, po prostu na spokojnie podszedł i zapytał, co się stało. Bo przecież jeszcze dwa dni temu w życiu by nie pomyślał o tym, że ta dwójka może się związać. A tu od razu narzeczeństwo. Blondyn był skończonym chamem, ale wiedział, że nie zmusiłby Penny do przyjęcia oświadczyn. Więc musiała to zrobić dobrowolnie. I to chyba najbardziej bolało.
Spojrzał na nią ze złością. Ona była zirytowana, on - wściekły. Aidan często wpadał w złość, dla nikogo nie było tajemnicą, że Parkinson nie należał do najcierpliwszych osób na tym świecie. I chociaż na przestrzeni tych lat odrobinę się uspokoił, to jednak daleko mu było do normalnej osoby. Większość problemów rozwiązywał sarkazmem czy siłą. Albo krzykiem. Tutaj siły nie chciał stosować, przynajmniej nie w stosunku do Penny. Bo czego by nie powiedzieć o Aidanie, to kobiety nigdy by nie uderzył. Chyba że musiałby ją obezwładnić, ale tutaj to nie miało miejsca.