Mógłby. Do Little Hangleton mogliby udać się nawet w tym momencie. Wymagałoby to jednak przesunięcia pewnych spraw. Odpowiedniego ich poukładania. To zaś niekoniecznie było mu na rękę w momencie, kiedy na kolejne spotkanie mogli umówić się już jutro. Pod wieczór. Tym samym wybór stawał się dziecinnie wręcz prosty.
- Spotkamy się jutro. Na miejscu czy może masz inne preferencje? – poinformował, przy okazji dopytując. Szczegóły zawsze warto wcześniej ustalić. Pozwala to uniknąć późniejszych nieporozumień. A także oszczędzić nerwów, których przecież żadna ze stron nie potrzebowała. Na ten moment łączyły ich dobre relacje, stosunki, warto było dopilnować, żeby nie uległo to zmianie.
Kwestia Rodolphusa - tutaj należało zachować odpowiednią ostrożność. Może nawet lepiej byłoby tego tematu w ogóle nie poruszać? Gdyby tylko Mulciber mógł temu dzieciakowi zaufać… nie dał mu w ostatnim czasie jednak do tego solidnych podstaw. Wykonał zbyt wiele fałszywych kroków, zbyt wiele razy nacisnął nie w tym miejscu. Czy w ogóle zdawał sobie z tego sprawę? Na ten moment było za wcześnie, żeby to ocenić.
Słuchając Nicholasa, upił kilka kolejnych łyków. Myślał.
- Odnoszę wrażenie, Nicholasie, że nie do końca się w tym przypadku zrozumieliśmy. – wreszcie zareagował. Wątpliwości nie ustępowały. Nie chciały zniknąć. Co jeśli… nie chciał, żeby pewne sprawy wypłynęły. Zbyt daleko. Szeroko? Dla dobra obydwu stron. – Nie odpowiadasz za niego. Nie będziesz za niego przepraszał. I nie będziesz z nim również na ten temat rozmawiał. Ta rozmowa ma zostać wyłącznie między nami.– może trochę zbyt ostro, ale postarał się tym razem postawić sprawy jasno. Wyznaczyć granice. Bo najwyraźniej momentami również on, również Nicholas, zapominał o tym, gdzie te się znajdywały. Przez te wszystkie lata, mogły się odrobinę zatrzeć. – Chce tylko, żebyś trzymał rękę na pulsie i poinformował, gdyby coś w jego zachowaniu budziło wątpliwości. Nie wchodź w to, co dotyczy Lestrange’a i mnie.
Nie zamierzał się powtarzać. Nie zamierzał szerzej tego tłumaczyć. Po prawdzie to nawet nie chciał być w tym momencie niegrzeczny. Był po prostu sobą. Takim jak zawsze. Może nieco zbyt bezpośrednim, za to do bólu konkretnym. Z czymś takim Nicholas musiał spotkać się już wielokrotnie. Czy był to ten mur, który Travers chciał zburzyć? O ile ryzyko wiążące się ze zburzeniem jakiegokolwiek muru było tym, które chciałby podjąć.
Dopił herbatę. Kilka ostatnich łyków. Odłożył kubek na stół. Czy było w tym przypadku cokolwiek jeszcze? Więcej? Czy został jeszcze jakikolwiek temat, który należało poruszyć? Jeśli nie, ta krótka wizyta mogła zostać uznana za zakończoną. Za taką, która dobiegła końca. Pozostawało tylko się pożegnać.