Los rzeczywiście tę dziewczynę pokarał, uznał Morpheus. Jej imię brzmiało obco, aż je powtórzył za nią, U-la, dwie sylaby, przyklejający się język do podniebienia, aby strzelić dźwiękiem i zmienić się w samogłoskę. Rozumiał potrzebę zbalansowania dziwnego, krzaczastego nazwiska, nie dość, że nadmiernie skomplikowanego, to jeszcze długiego, ale trzy litery były przesadą w drugą stronę dla czarodzieja. Już przy Eriku krytykował wybór, wywracając oczami, bo na więcej nie mógł sobie pozwolić, mając trzynaście lat. Na szczęście przy bratanicy wybrali słuszną drogę i dali takie, które nie tylko ładnie brzmiało, ale elegancko pasowało z rytmem nazwiska. Nadanie tak krótkiego imienia brzmiało niepoważnie.
— Ula. Bardzo ładne, ma jakieś znaczenie? — Może odmienna uroda, ukryta na wieczność pod bliznami wskazywała jakiś język, gdzie to imię trwało w bardziej dystyngowanym odczuciu, niż angielski. — Wybacz, ale nazwiska nie będę próbował wypowiedzieć.
Morpheus kalkulował w głowie gałęzie drzewa genologicznego Longbottomów. Przynajmniej cztery pokolenia do tyłu, trzy dla niego, więc musiała to być siostra dziadka jego ojca. Nie interesował się aż tak bardzo tymi historiami, za dziecka spoglądając dużo bardziej ku przyszłości, a przeszłością żyjąc swoją, nie cudzą. Uśmiechnął się jednak na to szeroko, jakby rzeczywiście odnalazł dawno zaginioną krewniaczkę, o której zagubieniu nawet nie wiedział, jak modna historia Anastazji Romanow, o której opowiadał mu Dolohov, kiedy jeszcze rozmawiali. Tutaj sytuacja na szczęście była dużo mniej tragiczna, nikogo nie zamordowali komuniści. Chyba. Patrząc jednak na poparzenia i dziwny akcent czarodziejki, mógłby pomyśleć, że uciekła z radzieckich kołchozów ku świetności Anglii.
— Mam nadzieję, że same dobre rzeczy, inaczej byłbym zmuszony wyzwać plotkarzy na pojedynek, a nie jest to ulubiony sposób spędzania poranków przeze mnie, chociaż brzmi romantycznie. Spotkanie we mgle świtu i...
Grzyb (powroty/domek na wsi)
Zauważył w trawach przydroża czerwonego muchomora. Czerwony kolor muchomora był od wieków kojarzony w Alchemii jako reprezentujący proces transformacji i duchowe odrodzenie. Sam grzyb za to jest postrzegany jako katalizator wewnętrznych procesów alchemicznych prowadzących do oświecenia i wyższej świadomości. Niektórzy praktycy Starych Dróg widzą muchomora czerwonego jako potężne narzędzie ochrony psychicznej i odstraszania negatywnych energii. Wierzono, że energetyczne właściwości grzyba tworzą osłonę wokół użytkownika, odbijając szkodliwe wpływy i wzmacniając obronę duchową.
— Muchomor. Oznacza powroty. Coś powróci do ciebie. Albo do mnie, raczej do ciebie, stoisz bliżej.