Wcześniej nie proponował możliwości towarzyszenia przy wybieraniu pieniędzy z banku, gdyż nie było takiej konieczności, póki nie mieli ustalonych warunków zasad umowy, zlecającej dostarczanie zakupionego i opłaconego z góry towaru. Zaoferował swoją osobę do towarzystwa, dopiero jak mu przyznała, że może być dla niej problemem przemieszczać się z taką kwotą. Dla pozyskania zapłaty, to się nawet poświęci dla niej, aby klienta nie stracili. Skoro tak ceniła sobie współpracę z nimi.
Zgodziła się na jego propozycję. To dobrze. Będzie czuła się komfortowo, że ma męskie wsparcie obok, w dodatku doświadczonego byłego aurora, a on zapewnienie, że pieniądze trafią do ich skrytki.
- Dostosuję się do Pani.Zapewnił. Ale dla pewności, sięgnął jeszcze do swojej torby i wyjął z niej notes, z przyrządem do pisania. Położył na stoliku i otworzył, na stronie, gdzie miał już wcześniej zapisane umowy z Delacour, dopisując sobie termin i cel kolejnego spotkania, że miał dotyczyć już jedynie odbioru zapłaty.
Kobieta miała czas, aby pomyśleć ale również było widać, że musiała zajrzeć do swojego notesu. Być może w upewnieniu, czy nie ma pacjentów? Albo innych planów.
- Pasuje.Zaznaczył sobie, aby tego dnia o tej przed południowej porze, niczego nie mieć w planie. Zostanie już tylko skompletowane zamówienie i umowę przekazać bratu i niech tworzy dzieła cuda, aby ich klientka była zadowolona.
Sprawy teraz mieli już dopięte. Zamknął notes, położył na nim długopis, dość równo. Miał swoje spaczenie układania wszystkiego idealnie nawet na stole.
Spojrzał na Camille.
Zapytał. Zaryzykował? Informacja może się przydać, na wypadek jakiejś nagłej potrzeby kontaktu z uzdrowicielem o pewnej specjalizacji. Akurat żyją w trudnych czasach, gdzie być może każda znajomość i pomoc może być potrzebna.
Jeżeli Camille nie czuła się w obowiązku mu o tym mówić, dzielić, zrozumie. Nie uważał, aby pytaniem robił coś złego. Jak to mówią, kto pyta, nie błądzi.