Nie planowała już nijak odnosić się do tematu ogórków, uznawszy, że powiedziała już wszystko, co było do powiedzenia. Ogórkowy alkohol brzmiał dla niej, i wydawał jej się, jakąś kompletną abominacją, która miałaby tylko wykręcić kubki smakowe do góry nogami.
– Dokładnie – stwierdziła spokojnie, przystając na takie warunki przyszłego zakładu. – Mam do ciebie mówić Książę? Mój Panie? Księciuniu? – każdy z choć minimalną ilością oleju w głowie od razu by wiedział, że ktoś tu chyba przegrał zakład, nie martwiła się o kolegów ani koleżanki z pracy. A jak ktoś miał jakiś z tym problem… to był to tylko jego problem.
– Jak mówiłam, polecam się. Mi też dawno nie trafił mi się tak dobry partner – miał teraz dowód na to, że Victoria faktycznie nie kłamała, gdy mówiła, że uwielbia tańczyć. Nie tylko uwielbiała, ale także umiała. Ostatnio mało tańczyła; chyba ten ostatni taniec odbył się na Beltane, z Saurielem. Nie mówiła tego Atreusowi porównując obu mężczyzn w głowie, absolutnie o tym nie myślała, było to poniekąd z grzeczności, ale faktycznie bawiła się dobrze i uważała, że Bulstrode fantastycznie tańczył.
– No, łatwo się rozszczepić – była to obiektywna prawda i sporym ryzykiem była próba teleportowania się nietrzeźwym. Zawsze można było się podczepić pod kogoś, kto akurat nie wypił, ale takich osób tutaj chyba… prawie nie było. Victoria w każdym razie teleportować się nie zamierzała. Nie chciała ryzykować. – Ja nie. Całe życie mieszkałam w Dolinie, pójdę na noc do rodziców – jakby Atreus miał jeszcze wątpliwość co do tego, jak długo musiała znać Brennę, to chyba się to właśnie rozmywało. – Jak coś… Jakbyś chciał jakąś dziewczynę zaprosić do teatru to powiedz, zawsze mogę ci odstąpić ten mój bilet – dodała po chwili, gdy tak pałaszowała sałatkę i naszła ją ta nagła myśl.
Pewnie rozmawiali po drodze jeszcze o różnych rzeczach, nim Victoria nie zaczęła się rozglądać.
– Chyba będę się już zbierała. Dzięki za wspaniałe towarzystwo – zwróciła się do Bulstrode’a. – Widziałeś gdzieś Brennę? – chciała się z nią pożegnać, to w końcu za jej zaproszeniem tutaj w ogóle przyszła.
Czy to Atreus ją wypatrzył, czy sama wyrosła jak spod ziemi, czy może w końcu rzuciła się w oczy Victorii – podeszła do niej (sama albo z Bulstrodem).
– Dzięki za zaproszenie. I za zabawę. Ale za to wejście na scenę, to jeszcze się kiedyś odwdzięczę – groziła? Obiecywała? Raczej tylko się droczyła. – Będę się już zbierać. I nie, nie będę się nigdzie teleportować. Pójdę do rodziców – dodała jeszcze i uśmiechnęła się do przyjaciółki. Dzisiaj nie było tylu granic pomiędzy nimi, może nawet odrobinę było jak dawniej. Przytuliła ją zresztą na odchodne i już miała faktycznie pójść, kiedy ją coś tknęło. – Aaa! Obiecałam Perseusowi, że cię zapytam. Zastanawiał się, czy byłaby szansa ogarnąć trochę tych wspaniałych drinków na jutro na jego ślub – Black wydawał się faktycznie zachwycony drinkami, cokolwiek do nich dodawano. – Chyba wstydził się sam zapytać – a może nie miał do tego głowy, zaaferowany ostatnim wieczorem bez przysięgi i obrączki? W każdym razie Victoria mogła to załatwić za niego.
W końcu jednak trzeba było się zebrać. Z Bulstrodem też się pożegnała, a do innych kiwała tylko głową na odchodne.