U Richarda owe spaczenie czystości, idealności, układania wszystkiego równo wywołane było presją wychowania rodzicielskiego. Zostało mu to po dziś dzień, co widać jak obecnie. Nie wyleczył się z tego i tak mu już pewnie zostanie do końca życia. Przywykł do tego, co stało się już jedną z cech charakterystycznych w jego osobie.
Zapytał Camillę o specjalizację leczenia, choć nie musiał, ale z jednej strony był ciekaw, w czym kobieta jest dobra. Z drugiej, kto wie czy w przyszłości nie będzie potrzebna jej pomoc. Oby nie, ale kontaktów i wiedzy nigdy za wiele.
Upił kolejny łyk kawy, słuchając odpowiedzi. ”Leczenie klątw... Szlag.” – przeszło mu prze myśl. Choć tego nie okazał po sobie. Przeklął w myślach na fakt, że jego brat nie może jawnie z tą klątwą się obnosić i nawet niewtajemniczone osoby nie powinny być informowane, o jej specyfice i samym rodzaju istnienia. Gdyby okoliczności i sytuacja były inne, Delacour mogłaby dokonać przebadania jej? "Pieprzona sprawa, której nie mogę z nią poruszyć." - wewnętrzne zastanowienia. Ale to, zostawił po prostu dla siebie. A tak chciałby pomóc bratu. Pozbyć się tego świństwa, gdzie i tak pozostaje czekać, aż zostanie zdjęta przez założyciela.
- Bardzo dobry kierunek.Pochwalił jej decyzję. Tacy uzdrowiciele byli najczęściej potrzebni osobom, z problemami urazów pozaklęciowych czy z klątwami. Co wyjaśniało ostatnie pilne zamówienia na świece, po wydarzeniach z Beltame.
- Rozumiem. Uzdrowiciele są potrzebni. Zwłaszcza na tle ostatnich wydarzeń.
Przyznał, choć nie planował w sumie drążyć tematu. Posłał jej lekki uśmiech, sięgając znów łyk kawy, jakby chciał ją powoli dopić. I zwinąć się już z tego spotkania. Gorzka kawa równoważyła mu słodycz wychodzącą od Delacour, przez te kobiece perfumy. Nie był pewny ile wytrzyma, ale skoro wszystko mieli już dopełnione, to można kończyć? Odstawił filiżankę i zabrał się za schowanie notesu oraz długopisu do swojej podręcznej torby.