Narzekać można było na wszystko, a Sauriel lubił sobie ponarzekać. Zazwyczaj w zaciszu własnej głowy, ale i na głos sobie nie raz nie szczędził, nie zależnie od tego jak głupio coś mogło brzmieć. No bo na przykład już to rozkminiał, jak ciekawie wyglądaliby Śmierciożercy w onesie jednorożców, zamiast takich ponurych szatach? Od razu by sobie zaskarbili sympatię! Ale nie, Czarny Lord wolał, jak na to zresztą wskazywał jego pseudonim, wszystko co czarne. I tutaj Sauriel narzekać nie powinien - sam chodził na czarno, oczy miał czarne, włosy miał czarne... skór nie miał czarnej, ale to całe szczęscie, bo nie to, żeby Sauriel był rasistą, ale tak dla zasady pewnie by musiał jechać po białych. A tak? Prawie żadnego czarnego w gromadzie Śmierciożerców nie napotkał, a i w Anglii jakoś ich niewielu było. Przeklęta bądź Ameryko, wyklęta Afryko... a potem by się musiał tłumaczyć, że naprawdę nie jest rasistą. Tak samo, jak musiał się tłumaczyć, że naprawdę nic mu do mugoli. Fajne książki mieli. Bronie też nie gorsze.
Tym nie mniej Robert zyskał odrobinę więcej uwagi Sauriela, niż planował jej położyć. Albo może - niż sądził, że zostanie mu poświęcone, kiedy tutaj szedł. Nawet jeśli szedł w pełni świadom, że Mulciber czegoś chce i jakiś bardzo niecny plan krąży po jego głowie. Więc szukał informacji. Informatora w tłumie. Przysunął papierosa do warg, przesunął palcami po swoim podbródku, zaciągnął się dymem. Wypuścił go. I sięgnął po przygotowaną dla niego dawkę alkoholu. Tak, w taki sposób zdecydowanie mógł rozmawiać. Robert wiedział, jak głaskać go z włosem, a kiedy ktoś posiadał taką umiejętność to Sauriel był mu przychylny. No bo czemu miałby nie być? Ta przychylność kończyła się tylko wtedy, kiedy za dużo negatywów wypływało na wierzch, kiedy ta odrobina dobrej woli była naginana, naciągana i wykorzystywana przeciwko niemu. W Robercie nie dostrzegł nigdy chęci robienia sobie z niego wroga.
- Jak dla mnie sytuacja Chestera by się nie prezentowała, gdyby nie interwencja naszego Czarnego Pana. - Chociaż? Może? Chester miał swoje asy w rękawie, miał swoje sposoby na przetrwanie, inaczej nie gnuśniałby na tym świecie tylu lat. - Pewnie by mnie zatrzymali, z lojalności. Ale miałby dużo czasu po fakcie. - Bo był narwany, nerwowy i bardzo prosty w swoich planach. Ale kiedy polował - był też diabelnie cierpliwy. Nieludzko cierpliwy. Jakby przyszło mu w tym wampirzym futrze żyć dłużej niż tych parę lat przebiedowanej młodości. - Zniknąłeś i wyjechałeś na wczasy - taka raczej krąży opinia. - Zabawne, zupełnie jakby Robert sądził, że Saurielowi się ktokolwiek tutaj bardziej zwierza... Fakt, Sauriel uważał, że sporo osób go lubi. I że gdyby chciał to mógłby sięgnąć wyżej. Całkiem wysoko. Gdyby tylko nie był tak cholernie leniwy. - Chester wymarzył sobie dyscyplinowanie mnie za to, że mam wyjebane na jego odklejone rozkazy i pomysły. - Strącił popiół z papierosa, rozwijając po chwili zamyślenia sytuację, która obiła się o uszy Roberta. - Przyprowadził nieoznakowanego pieczątką do Kromlechu z jakiegoś powodu. Postanowiłem na Chesterze wyżyć moją frustrację. Ale zanim dosięgnąłem jego gardła potknąłem się o własne kopyta, prawie wyjebałem i wszedł Czarny Pan. - Że niby porażek się trzeba wstydzić? Cóóż... może? Gdyby tylko poczucie wstydu było Saurielowi bliższe - pewnie by tak było. On uważał tamtą akcję, z perspektywy czasu, za bardzo zabawną. - Tamci sobie poklęczeli, ja sobie pogadałem, Czarny Pan pomachał paluszkiem "nie wolno jemu" i tyle. Od tamtego czasu Chester nie jest chętny słać do mnie nowych przykazów, a ja mam pierdolony spokój. - Więc tak - rozeszło się po kościach, można tak powiedzieć. Jednak czy mógł coś więcej powiedzieć o tym, co inni o Roberciku sądzą - nie był pewien. Nic mu nie przychodziło do głowy. Więc tak - jakby Robert kręcił ta rozmowa poszłaby zupełnie inaczej, bo Sauriela wkurwiały gierki. I wkurwiało go to, kiedy ktoś zamiast głaskać go z włosem to próbował być nadmiernie sprytny. Ale Robert był bystry, zawsze za takiego go miał.
- Chesterowi brakuje fiuta. Cała reszta jest wypadkową tego mezaliansu biologicznego. - Ciężko tak chcieć być kimś, mężczyzną i zostać sparowanym z... no cóż. Sauriel nigdy nie miał sympatii do swojego wuja. Do ojca też nie. - Jak próbował się dobrać do dupy Harper na Beltane to ona wyruchała jego. Żałuj, że nie widziałeś tego żałosnego widoku. Był przedni. - Popukał palcem w skroń i duszkiem wypił to, co zostało mu nalane.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.