18.03.2024, 16:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2024, 16:34 przez Anthony Shafiq.)
Drgnął na brzmienie głosu swojego towarzysza i machnął z lekceważeniem ręką, odkładając jednocześnie broszurę na niewielką półeczkę.
– Oh, non è niente di grave, è solo un modo per ammazzare il tempo... mi piace tenermi aggiornato. – jego głos brzmiał gładko i melodyjnie, ciepło jak wzgórza, które ich otaczały, soczyście jak rosnące w okolicy pomarańcze, które tylko czekały na srebrnej paterze, by zatopić w nie swoje zęby.
Niespiesznie powrócił do stolika, przy którym wcześniej prowadził swoje zapiski na ponownie czystym, zaklętym arkuszu. Zwinął go niespiesznie i z wprawą, tylko po to, by ponownie zalakować, zdawało by się gładką kartę. Cisza nabrzmiewała między nimi upałem, ale wszystkie ruchy, które wykonywał były wręcz flegmatyczne, odmienne od energii, którą prezentował w trakcie negocjacji. Można byłoby pomyśleć nawet: łagodne, gdyby nie to, że bliżej Anthony'emu było do chłodnego, orzeźwiającego podmuchu wiatru zmian, aniżeli kojącej objęciem, ciepłej ziemi.
– Wolę nie robić sobie konkurencji, choć niewątpliwie Włochom od upadku Imperium wychodzą chyba już tylko wino i opera. Jeśli śmierdząca kozą Grecja potrafi robić lepszą oliwę, to jak to świadczy o naszych gospodarzach? – Lekki ton korespondował ze swobodną dość pozą. Mężczyzna oparł się o biurko, skupiając w końcu spojrzenie stalowych tęczówek na funkcjonariuszu magicznej policji, który wcześniej nie wiedział jaki jest plan. Tyle, że obejmował on kilka tych dodatkowych dni...
– Nasz masaż zaplanowany jest za... godzinę, jak mniemam – szybki rzut oka na zegarek, z jakiś powodów osobisty asystent Shafiqa pozostał w Neapolu, być może dopełnić biurokracji i uzupełnić jakąś dokumentację. Teraz były ambasador – biedaczek – musiał radzić sobie sam. – To idealny moment, żeby spróbować lokalnych gron. Di ora in ora, myślisz, że Twój wuj doceni żart? W końcu lubi podglądać Czas we własnej osobie. – melodyjny głos snuł się przy akompaniamencie ciurkania, gdy Anthony skorzystał z okazji i wypełnił dwa sprawdzone wcześniej kryształy karminowym trunkiem, który wypełnił dno kielicha przyjemną obietnicą. Ujął potem kieliszek w barbarzyńskim geście, za jego czarę i zaniósł ją Erikowi, z lubością wykorzystując każdy moment w którym mógł patrzyć na tego młodego mężczyznę z góry, nawet jeśli spowodowane było to różnymi pozycjami przyjętymi przez nich na czas popołudniowego odpoczynku.
– Młoda winnica, a wino ledwie dziesięcioletnie, ale czego nie robi się dla uśmiechu Morpheusa. Spróbuj i oceń, powiedz mi, czy nie będzie to podarek chybiony. – zachęcał niespiesznie, z wyciągniętą ku niemu ręką, czekając aż zdecyduje się przyjąć ofertę i zechce się poczęstować.
– Oh, non è niente di grave, è solo un modo per ammazzare il tempo... mi piace tenermi aggiornato. – jego głos brzmiał gładko i melodyjnie, ciepło jak wzgórza, które ich otaczały, soczyście jak rosnące w okolicy pomarańcze, które tylko czekały na srebrnej paterze, by zatopić w nie swoje zęby.
Niespiesznie powrócił do stolika, przy którym wcześniej prowadził swoje zapiski na ponownie czystym, zaklętym arkuszu. Zwinął go niespiesznie i z wprawą, tylko po to, by ponownie zalakować, zdawało by się gładką kartę. Cisza nabrzmiewała między nimi upałem, ale wszystkie ruchy, które wykonywał były wręcz flegmatyczne, odmienne od energii, którą prezentował w trakcie negocjacji. Można byłoby pomyśleć nawet: łagodne, gdyby nie to, że bliżej Anthony'emu było do chłodnego, orzeźwiającego podmuchu wiatru zmian, aniżeli kojącej objęciem, ciepłej ziemi.
– Wolę nie robić sobie konkurencji, choć niewątpliwie Włochom od upadku Imperium wychodzą chyba już tylko wino i opera. Jeśli śmierdząca kozą Grecja potrafi robić lepszą oliwę, to jak to świadczy o naszych gospodarzach? – Lekki ton korespondował ze swobodną dość pozą. Mężczyzna oparł się o biurko, skupiając w końcu spojrzenie stalowych tęczówek na funkcjonariuszu magicznej policji, który wcześniej nie wiedział jaki jest plan. Tyle, że obejmował on kilka tych dodatkowych dni...
– Nasz masaż zaplanowany jest za... godzinę, jak mniemam – szybki rzut oka na zegarek, z jakiś powodów osobisty asystent Shafiqa pozostał w Neapolu, być może dopełnić biurokracji i uzupełnić jakąś dokumentację. Teraz były ambasador – biedaczek – musiał radzić sobie sam. – To idealny moment, żeby spróbować lokalnych gron. Di ora in ora, myślisz, że Twój wuj doceni żart? W końcu lubi podglądać Czas we własnej osobie. – melodyjny głos snuł się przy akompaniamencie ciurkania, gdy Anthony skorzystał z okazji i wypełnił dwa sprawdzone wcześniej kryształy karminowym trunkiem, który wypełnił dno kielicha przyjemną obietnicą. Ujął potem kieliszek w barbarzyńskim geście, za jego czarę i zaniósł ją Erikowi, z lubością wykorzystując każdy moment w którym mógł patrzyć na tego młodego mężczyznę z góry, nawet jeśli spowodowane było to różnymi pozycjami przyjętymi przez nich na czas popołudniowego odpoczynku.
– Młoda winnica, a wino ledwie dziesięcioletnie, ale czego nie robi się dla uśmiechu Morpheusa. Spróbuj i oceń, powiedz mi, czy nie będzie to podarek chybiony. – zachęcał niespiesznie, z wyciągniętą ku niemu ręką, czekając aż zdecyduje się przyjąć ofertę i zechce się poczęstować.