18.03.2024, 16:45 ✶
Czasami branie odpowiedzialności za samego siebie było wystarczająco trudne. Nawet trudniejsze od brania jej za innych, choć, to już tak naprawdę zależało od osoby. Ktoś, kto wychował się w środowisku takim, jak Viorica, nie bardzo mógł zrozumieć podejście tych dobrych duszyczek które uchowały się na tym świecie. Widziała w nich ogromne pokłady naiwności, której gdzieś tam zazdrościła. Czy i ona mogłaby do nich należeć, gdyby nie została wepchnięta w brutalny świat półświatka? Czy jednak nawet mimo to byłaby inna? Mogła jedynie gdybać, a i to nie przyniosłoby pewnie nic dobrego.
Była naznaczona na całe życie przez swoją przeszłość. I to nie tylko poprzez drobne blizny, o których łatwo było skłamać. Nie tylko przez zawsze niezwykle krótkie paznokcie, które przycinała, by uniknąć swojego tragicznego nawyku obgryzania ich ze stresu, którego miała niegdyś aż za nadto. Najgorzej ucierpiała jej dusza, wepchnięta w nałogi i sieć kłamstw oraz zachowań, z których dumnych nie była. Jednocześnie chciałaby się ich pozbyć, z drugiej strony bała się, że bez nich nie byłaby sobą. O ile w ogóle kimś była.
Może była jednak dla niej jeszcze jakaś nadzieja. Uwielbiała ten moment, gdy inni zachwalali jej dzieła. Czuła się dowartościowana i miała poczucie, że to do czego dąży ma sens. Uśmiechnęła się jakoś bardziej szczerze, widząc reakcję Lupina, na swoje wyroby, które zresztą nie były jednymi z jej najlepszych wyrobów, ot, biżuteria stworzona raczej jako prototypy. Nie licząc zestawu z różyczkami, który musiał wrócić do sklepu.
- Część ma szansę zostać ukazana u jubilera, u którego pracuję - oczywiście w żaden sposób nie sygnowane jej nazwiskiem, raczej nazwą jej zakładu - ale pozostałe raczej muszę ewentualnie sprzedać na własną rękę. Wiesz, to nie takie łatwe, jeśli już ktoś prowadzi sklep z biżuterią, woli sprzedawać własne wyroby, niż kupować je od innych, a jeśli chodzi o innego rodzaju lokale - nie wiem, czy byłyby zainteresowane osobą bez konkretnej renomy. Trochę o nią walczę, ale czuję, że jeszcze trochę srogi przede mną - ukryła wszystkie swoje zmartwienia, za pewnym siebie uśmiechem, który pewnie trochę mógł zgrzytać z jej słowami. Liczyła jednak, że to wystarczy. Była w pewien sposób dobrą aktorką.
Choć śmiech a wspomnienie o mamie był już mniej fałszywy.
- Przestań, pewnie skończyłoby się na tym, że zaczęłaby je dawać za darmo z dobroci serca, choć na pewno jest dumna z tego, co robię. Kultywowanie rodzinnej tradycji i tak dalej. Pewnie powinnam zrobić z niej zamiast tego moją główną modelkę, ale zaraz bym usłyszała, że będzie jej niewygodnie pracować. - Pokręciła głową. A potem, słysząc zapytanie o cenę, zaczęła szybko kalkulować. Coś, w czym naprawdę była dobra.
- Hmm, zestawu nie mogę niestety sprzedać, ale reszta powiedzmy - zatrzymała się na chwilę, patrząc na Cedrica, zastanawiając się, po co mu pierścionek i dla kogo - myślę, że ten z liśćmi dla ciebie dwa galeony, ten z serduszkiem galeon i dziesięć sykli - odpowiedziała, ciekawa który by wybrał. I gdzie później by go zobaczyła. W końcu słodko się z nim rozmawiało, nie chciała jednak pchać się w jakąś większą dramę, nie było to ostatnio na jej nerwy.
- Możesz zmówić się z moją matką i trenować razem z nią, skoro się tak przyjaźnicie, myślę, że byłaby cię w stanie nauczyć tego i owego - założyła ręce na piersi, patrząc zabawnie na Cedrica. Kto by się spodziewał, że jej rodzicielka miała takie znajomości, o których jej nie wspominała.
- Najbliższy weekend brzmi dobrze. Spotkamy się gdzieś na Pokątnej? Nora, albo Kocioł? - nie, żeby miała zwykle jakieś większe plany niż odwiedzanie barów i praca. Przemieszczała się pomiędzy jednym i drugim, z krótszymi lub dłuższymi przerwami na sen, co w sumie było zapewne smutne. Tak, może nie powinna tak wjeżdżać wcześniej na Lupina, patrząc na swój żywot. On był chociaż przydatny społeczeństwu.
Trochę odetchnęła, gdy okazało się, że czeka ich najwyżej drobny spacerek. Lubiła chodzić po mieście, chłonąc barwny świat pełen życia, który wtedy ją otaczał. Skinęła głową, by zaraz unieść lekko brwi na pytanie o jej miejsce zamieszkania.
Spróbowała spojrzeć na Cedrica, ten jednak jakby trochę jej unikał. Powód był tym ciekawszy, że nie mógł ukryć swoich nadal lekko purpurowych uszu, co lekko Vior rozbawiło. Kto by pomyślał, że ktoś mógł tak na nią reagować.
- Na rogu Horyzontalnej i Nokturnu, ale spokojnie, wracałam już tam o późniejszych godzinach. Chętnie jednak skorzystam z tego, że i tak idziemy w tę samą stronę. - Uśmiechnęła się psotnie, wskazując nagle palcem na swojego rozmówcę. - Masz zamiar wracać w fartuchu? - zwróciła w końcu jego uwagę, bo o ile jej to nie przeszkadzało, tak podejrzewałaby, że inni zaczeliby się patrzeć na nich z powątpiewaniem.
Była naznaczona na całe życie przez swoją przeszłość. I to nie tylko poprzez drobne blizny, o których łatwo było skłamać. Nie tylko przez zawsze niezwykle krótkie paznokcie, które przycinała, by uniknąć swojego tragicznego nawyku obgryzania ich ze stresu, którego miała niegdyś aż za nadto. Najgorzej ucierpiała jej dusza, wepchnięta w nałogi i sieć kłamstw oraz zachowań, z których dumnych nie była. Jednocześnie chciałaby się ich pozbyć, z drugiej strony bała się, że bez nich nie byłaby sobą. O ile w ogóle kimś była.
Może była jednak dla niej jeszcze jakaś nadzieja. Uwielbiała ten moment, gdy inni zachwalali jej dzieła. Czuła się dowartościowana i miała poczucie, że to do czego dąży ma sens. Uśmiechnęła się jakoś bardziej szczerze, widząc reakcję Lupina, na swoje wyroby, które zresztą nie były jednymi z jej najlepszych wyrobów, ot, biżuteria stworzona raczej jako prototypy. Nie licząc zestawu z różyczkami, który musiał wrócić do sklepu.
- Część ma szansę zostać ukazana u jubilera, u którego pracuję - oczywiście w żaden sposób nie sygnowane jej nazwiskiem, raczej nazwą jej zakładu - ale pozostałe raczej muszę ewentualnie sprzedać na własną rękę. Wiesz, to nie takie łatwe, jeśli już ktoś prowadzi sklep z biżuterią, woli sprzedawać własne wyroby, niż kupować je od innych, a jeśli chodzi o innego rodzaju lokale - nie wiem, czy byłyby zainteresowane osobą bez konkretnej renomy. Trochę o nią walczę, ale czuję, że jeszcze trochę srogi przede mną - ukryła wszystkie swoje zmartwienia, za pewnym siebie uśmiechem, który pewnie trochę mógł zgrzytać z jej słowami. Liczyła jednak, że to wystarczy. Była w pewien sposób dobrą aktorką.
Choć śmiech a wspomnienie o mamie był już mniej fałszywy.
- Przestań, pewnie skończyłoby się na tym, że zaczęłaby je dawać za darmo z dobroci serca, choć na pewno jest dumna z tego, co robię. Kultywowanie rodzinnej tradycji i tak dalej. Pewnie powinnam zrobić z niej zamiast tego moją główną modelkę, ale zaraz bym usłyszała, że będzie jej niewygodnie pracować. - Pokręciła głową. A potem, słysząc zapytanie o cenę, zaczęła szybko kalkulować. Coś, w czym naprawdę była dobra.
- Hmm, zestawu nie mogę niestety sprzedać, ale reszta powiedzmy - zatrzymała się na chwilę, patrząc na Cedrica, zastanawiając się, po co mu pierścionek i dla kogo - myślę, że ten z liśćmi dla ciebie dwa galeony, ten z serduszkiem galeon i dziesięć sykli - odpowiedziała, ciekawa który by wybrał. I gdzie później by go zobaczyła. W końcu słodko się z nim rozmawiało, nie chciała jednak pchać się w jakąś większą dramę, nie było to ostatnio na jej nerwy.
- Możesz zmówić się z moją matką i trenować razem z nią, skoro się tak przyjaźnicie, myślę, że byłaby cię w stanie nauczyć tego i owego - założyła ręce na piersi, patrząc zabawnie na Cedrica. Kto by się spodziewał, że jej rodzicielka miała takie znajomości, o których jej nie wspominała.
- Najbliższy weekend brzmi dobrze. Spotkamy się gdzieś na Pokątnej? Nora, albo Kocioł? - nie, żeby miała zwykle jakieś większe plany niż odwiedzanie barów i praca. Przemieszczała się pomiędzy jednym i drugim, z krótszymi lub dłuższymi przerwami na sen, co w sumie było zapewne smutne. Tak, może nie powinna tak wjeżdżać wcześniej na Lupina, patrząc na swój żywot. On był chociaż przydatny społeczeństwu.
Trochę odetchnęła, gdy okazało się, że czeka ich najwyżej drobny spacerek. Lubiła chodzić po mieście, chłonąc barwny świat pełen życia, który wtedy ją otaczał. Skinęła głową, by zaraz unieść lekko brwi na pytanie o jej miejsce zamieszkania.
Spróbowała spojrzeć na Cedrica, ten jednak jakby trochę jej unikał. Powód był tym ciekawszy, że nie mógł ukryć swoich nadal lekko purpurowych uszu, co lekko Vior rozbawiło. Kto by pomyślał, że ktoś mógł tak na nią reagować.
- Na rogu Horyzontalnej i Nokturnu, ale spokojnie, wracałam już tam o późniejszych godzinach. Chętnie jednak skorzystam z tego, że i tak idziemy w tę samą stronę. - Uśmiechnęła się psotnie, wskazując nagle palcem na swojego rozmówcę. - Masz zamiar wracać w fartuchu? - zwróciła w końcu jego uwagę, bo o ile jej to nie przeszkadzało, tak podejrzewałaby, że inni zaczeliby się patrzeć na nich z powątpiewaniem.