To, że część Ciebie umiera, Piękna, nie znaczy, że musisz porzucać wszystko. Po co się starać? No tak, to pytanie, które dręczy wielu, kiedy się potykają. Kiedy klękają na ziemi, kamyki wbijają się w kolana, żwir drażni dłonie, bo chcesz się mieć na czym podeprzeć. Nie każda taka walka była walką samodzielną. Nie wiem, nie było mnie tam, nie widziałem. Nie widzę teraz, bo jedyne, co czarne oczy są w stanie odbić to piękno przyozdobione ciemną kredką i wyrazistymi ustami. To pukle włosów, w które chce się wsunąć nos i szyja, która wygina się na boki, jakby już czuła muzykę. Oczy, które błyszczą od uśmiechu, a nie od słonych kropel łez. Człowiek może widzieć bardzo wiele, a jednocześnie nie dostrzegać niczego pod kurtyną czarnych rzęs. Ta zaś była w twoim wypadku, Bello, niezwykle gęsta. Potrafiła przyćmić realia gotujące się we wnętrzu i zamienić je na purpurę bratków i biel stokrotek. Wszystko takie pozornie niewinne, kobiece, takie delikatne. Pozornie. Głupcem był tym, który uznałby cię za niewinnego bratka gotowego do zerwania dla własnej pociechy. Były takie ręce, które się wyciągały, żeby pomóc wstać i nawet nie pytały "dlaczego". Co tam robisz, na tej ziemi, dlaczego nie wstałaś sama? Niekiedy możesz usłyszeć drwinę, innym razem pobłażliwość. Wciąż jednak była taka siła, która nie musiała wiedzieć. Możesz się podnieść, otrzepać piękną spódnicę i zatańczyć dalej. Wiem, to będzie bolało. Ten żwir, kamienie - wszystko, co zarysowało dumę i poczucie wartości. Musi jednak boleć, żebyśmy nauczyli się, jak cenne są chwile bez bólu. Nie walcz dla innych. Walcz dla siebie. Przecież jesteś tego warta.
- Bardzo dobra odpowiedź. Moja ulubiona. - Drgnęły mu kąciki ust, trochę ciężkie, ale Bellatrix... tak, rzeczywiście - miała w sobie coś z niewinności. Coś, co wydawało się czyste, jeszcze nie obrzezane piętnami tego świata. Daleko jednak do niewinności jednocześnie jej było. Jej talenty służyły Czarnemu Panu i nie miał wątpliwości, że posłużą jeszcze długo. A przynajmniej Sauriel był gotów zadbać i zatroszczyć się o to, żeby tak było. - A jak przy groźbach jesteśmy to podobno pojebane rzeczy się w Kniei teraz dzieją, nie łazujesz tam? - Bo może musiała? W końcu miała taką pracę, a tam tyle się działo, że by się nie zdziwił, gdyby musiała latać za mugolami i próbować ogarniać ich... wszystko. Delikatniutką psychikę, żeby czasem nie wydali sekretów czarodziei. Niewymowni kręcili się w sporej części po polanie ognisk w pewnym momencie i czegoś tam szukali. Gdyby nie jego ignorancja to pewnie bardziej by go temat ciekawił.
- Naprawdę? - Zapytał i uśmiechnął się jak wilk patrzący na owieczkę. Chlusnął drinka, którego dostał, po czym wyciągnął rękę i naprężył biceps teatralnie. A miał co napinać. - Chcesz dotknąć tej szczytowej formy życia? - Albo i nieżycia, bo to się zgadzało - to, co zostało wyszeptane tak, żeby nie bardzo ktoś wokół mógł usłyszeć. Wśród dźwięków muzyki i gwaru rozmów zatonęło bez problemu. - Wiesz jak to jest z pozorami, Śliczna. - Puścił jej oko, opuszczając rękę. - W najgorszym wypadku okazuje się, że wsadziłeś penisa do paszczy lamparta myląc go z uroczym kotkiem. - A kto by niby chciał stracić jaja? Nawet jak się z nich nie korzystało to niosły jakąś tam męską dumę w sobie... czy coś. - Chociaż melina Staszka podniosła mnie na duchu, przyznaję.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.