18.03.2024, 22:43 ✶
Isaac ucieszył się w duchu, że Geraldine w końcu mu uwierzyła i przestała wątpić w jego intencje. Nie robił jej przysługi ani się nad nią nie litował. Wiedział, że we dwójkę będą się dobrze bawić na balu i cieszył się, że zdecydował się ją zaprosić.
-Zielony kolor i tańce przy ognisku brzmią dobrze. - Przytaknął, ale zmarszczył lekko brwi kiedy okazało się, że istnieje więcej odcieni zielonego niż po prostu “jasny zielony”, “ciemny zielony” i “zielony”? Była też ew. butelkowa zieleń? Tak, chyba coś takiego również istniało.
-Czekaj… zimowy mech jaśniejący od słońca? Dobrze zrozumiałem? Nie wiedziałem że z Ciebie taka poetka. - Zaśmiał się cicho pod nosem. - To w jaki odcień zieleni ja mam się ubrać? Żabia zieleń? Jest coś takiego, hm? - Dokuczył jej trochę i uśmiechnął się szerzej, kiedy nazwała go “najlepszym”.
-Czyli oboje jesteśmy wyjątkowi, nietuzinkowi i najlepsi. Na to wychodzi. - Podsumował z zadowoleniem. - I obawiam się, że piersiówka to może być za mało, panno Geraldine. Potrafię naprawdę dużo wypić. Pamiętasz jak w zeszłym roku w Hogsmeade, chowaliśmy się z drużyną obok tego małego mostku po wygranym meczu? Wtedy mieliśmy trzy butelki ognistej na siedem osób i zabraklo. - Mimo tego, że bardzo dużo czasu spędzał w bibliotece albo na czytaniu książek, to w przerwach od nauki brał aktywny udział we wszystkim co działo się w szkole. Ciężko było nazwać go kujonem, bo starał się tylko z tych przedmiotów które lubił, jednak naprawdę bardzo dużo czasu poświęcał książkom.
-Jeśli kiedyś poczujesz te motylki to daj mi znać, hm? - Pozwolił się złapać za rękę. Miał lodowate dłonie. - Wracajmy. - Przytaknął i ścisnął lekko jej dłoń. Miał długie i szczupłe palce, idealne do gry na pianinie. - Tobie też już pewnie zimno? - Spojrzał na dziewczynę i wolną ręką objął ją ramieniem. -Chodźmy.
-Zielony kolor i tańce przy ognisku brzmią dobrze. - Przytaknął, ale zmarszczył lekko brwi kiedy okazało się, że istnieje więcej odcieni zielonego niż po prostu “jasny zielony”, “ciemny zielony” i “zielony”? Była też ew. butelkowa zieleń? Tak, chyba coś takiego również istniało.
-Czekaj… zimowy mech jaśniejący od słońca? Dobrze zrozumiałem? Nie wiedziałem że z Ciebie taka poetka. - Zaśmiał się cicho pod nosem. - To w jaki odcień zieleni ja mam się ubrać? Żabia zieleń? Jest coś takiego, hm? - Dokuczył jej trochę i uśmiechnął się szerzej, kiedy nazwała go “najlepszym”.
-Czyli oboje jesteśmy wyjątkowi, nietuzinkowi i najlepsi. Na to wychodzi. - Podsumował z zadowoleniem. - I obawiam się, że piersiówka to może być za mało, panno Geraldine. Potrafię naprawdę dużo wypić. Pamiętasz jak w zeszłym roku w Hogsmeade, chowaliśmy się z drużyną obok tego małego mostku po wygranym meczu? Wtedy mieliśmy trzy butelki ognistej na siedem osób i zabraklo. - Mimo tego, że bardzo dużo czasu spędzał w bibliotece albo na czytaniu książek, to w przerwach od nauki brał aktywny udział we wszystkim co działo się w szkole. Ciężko było nazwać go kujonem, bo starał się tylko z tych przedmiotów które lubił, jednak naprawdę bardzo dużo czasu poświęcał książkom.
-Jeśli kiedyś poczujesz te motylki to daj mi znać, hm? - Pozwolił się złapać za rękę. Miał lodowate dłonie. - Wracajmy. - Przytaknął i ścisnął lekko jej dłoń. Miał długie i szczupłe palce, idealne do gry na pianinie. - Tobie też już pewnie zimno? - Spojrzał na dziewczynę i wolną ręką objął ją ramieniem. -Chodźmy.