Nie protestował, kiedy Richard wspomniał, że chciałby się zapoznać z informacjami dotyczącymi Rookwoodów. Chestera oraz Michaela. O ile nawiązywanie z nimi współpracy nie wchodziło w grę, to zapoznanie się z zebranymi materiałami - o ile było tutaj cokolwiek interesującego, przydatnego - było mile widziane. Człowiek przezorny zawsze dba o swoje bezpieczeństwo. O własne interesy. Poza tym obydwaj z Richardem byli świadomi tego, że konflikt z Chesterem może w pewnym momencie ściągnąć im nad głowy ciężkie i ciemne chmury. Nie mieli jedynie pojęcia, kiedy to konkretne szambo wreszcie wybije.
- Zatroskany Simon Greyback mógłby działać razem ze swoim ojcem, powiedzmy Tiberiusem. Tiberiusem Greybackiem. - zareagował na propozycje przedstawioną przez Stanleya. Komu konkretnie przyjdzie wcielić się w role Tiberiusa? To się zapewne dopiero okaże. Robert nie miałby nic przeciwko, żeby ruszyć w tej sprawie swoje własne cztery litery. Rzecz jasna, o ile tylko faktycznie zajdzie taka potrzeba. Zanim podejmą na tym polu jakiekolwiek decyzje, konieczne będzie jednak dopracowanie szczegółów. Zadbanie o to, żeby cała ta przykrywka wydała się innym odpowiednio wiarygodna. I nie ściągnęła później uwagi na nich. Na Roberta Mulcibera oraz Stanleya Andrew Borgina. - Będzie trzeba zadbać o odpowiedni kamuflaż.
Pozwolił, żeby mówili. Pozwolił na to, żeby dzielili się swoimi uwagami, obawami, wątpliwościami. Zadawali kolejne pytania. Od tego było to spotkanie. Mieli na to wszystko wystarczająco dużo czasu. Interesujące wydawało się w tym momencie to, że aurorzy zdawali się Harper popierać. Należeć do jej teamu? Brzmiało to wręcz niewiarygodnie. Każdy szef przecież musiał kiedyś dać się podwładnemu we znaki.
Każdy szef musiał przecież popełnić kiedyś jakiś błąd.
- Nie wierzę w ideały, tak samo jak nie wierzę w zbiegi okoliczności. Harper Moody, tak jak każdy inny człowiek, posiada wrogów, posiada jakieś słabe punkty i popełnia błędy. Naszym celem jest do tego wszystkiego dotrzeć. - wyraził swoją opinię tuż po tym, jak Stanley przedstawił to, jak wyglądała jej pozycja w Ministerstwie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. - Być może niedawne Beltane mogłoby posłużyć nam jako podstawa do przedstawienia jej oraz szefa Brygady Uderzeniowej jako ludzi, którzy nie byli w stanie podołać swoim obowiązkom, pozwalając tym samym, aby doszło do tej tragedii. Przerażającej tragedii, nieprawdaż? - uśmiechnął się. Szczerze. Prawdziwie. Jakby to wszystko, jakby ta możliwość działania, snucia planów, zarządzania tą całą akcją... jakby to wszystko go zwyczajnie cieszyło. I może rzeczywiście tak było? - Będziemy musieli przyjrzeć się temu, w jaki sposób sabat został zabezpieczony przez Ministerstwo. A następnie wszelkie znalezione błędy innym.
Zaufany człowiek, w tym konkretnym przypadku kobieta, będąca na dokładkę metamorfomagiem? To było coś, przy czym warto było się pochylić. Z czego warto było skorzystać. Rzecz jasna przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności. Maeve Chang wyglądała na kogoś, kogo warto byłoby wziąć pod uwagę.
- Musiałbym się z nią spotkać i osobiście ocenić czy to ktoś, z kim możemy współpracować. - podjęcie tej decyzji zajęło mu chwilę. Razem z Richardem z pewnością byliby w stanie określić na ile można było tej Changównie zaufać. Na ile mogła okazać się dla nich przydatna. - Jeśli więc faktycznie uważasz, że jest to gra warta świeczki, zorganizuj takie spotkanie i poinformuj mnie o tym listownie. W najbliższych dniach terminy nie grają roli.