Stanley średnio pasował do Podziemnych Ścieżek. Kiedy już niespodzianka została dana, kiedy rozjaśniła jego jakże ponury miesiąc, zadał sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby poszukać dla tego człowieka miejsca, do którego pasowałby bardziej. Gdzie jego ubiór nie stanowiłby takiego kontrastu do tego syfu, który się rozciągał wokół. Z drugiej strony wystarczyło stanąć odpowiednio blisko ścian korytarzy i wyrzeźbionych w nich budynków, żeby zniknąć. Stopić się z jednym z tych wielu cieni. I śmieci. To zawsze musiały być śmieci, bo jakoś nikt nie wpadł na to, że tutaj też przydałyby się służby porządkowe. Dobrze było nie trafić na jeden z tych dni, w których słodki zapach gnijącego ciała nie doprowadzał do wymiotów. Krótka, przelotna myśl. Nie o sprzątaniu. O Stanleyu. Jego dawne życie zostało pogrzebane, zakopane i teraz był w zasadzie skazany na to miejsce. Sauriel nie był przekonany, czy chciał tu utknąć. Chyba wtedy naprawdę wyleciałby do tego Meksyku i zostawił wszystko za sobą.
W Głębinie chyba nic się nie zmieniło. Jak to bywa, kiedy pojawiał się nowy przybytek, gości było sporo - Sauriel spojrzał uważnie na znajome i nieznajome gęby, które były tu kolejno albo po to, żeby zapomnieć o wczoraj i modlić się o brak jutra, albo sami przyglądali się otoczeniu, klienteli i co najważniejsze - właścicielom i osobom zaangażowanym w to, żeby pilnować tutaj porządku. Jak tamci dwaj, którzy zmienili swojego pracodawcę i teraz tkwili tutaj. Ciężko ocenić, czy już się przyzwyczaili do nowej obroży, czy dopiero będą to robili. Wiele rzeczy umykało w plątaninie ciał i kolorów. A na pewno umykało w plątaninie smrodu. Smrodu, do którego Sauriel zdążył się już przyzwyczaić. Skinął głową barmanowi, który odwzajemnił gest i wszedł w głąb ich jakże pięknej rezydencji.
- No ja mam nadzieję, że "fajny ten kot" to odnosiło się do mnie. - Przeszedł przez próg pomieszczenia dumnie nazywanego BIUREM i wyciągnął rękę, by na odlew machnąć nią w czymś w rodzaju "cześć". - Jakie ładne zdjęcie. Kto ci przysłał? - Ściągnął czarny płaszcz z ramion, żeby rzucić go na wieszak i wskazał ruchem głowy na kota przywieszonego teraz dumnie do tablicy. Wspaniała ozdoba równie wspaniałego miejsca. Podszedł do kota, żeby go podnieść w górę - rozciągniętego jak flaki, bo złapał go pod pachy i przyjrzał się kreaturze z uśmiechem. - Niezła mamcia się z ciebie zrobiła. - Kot nie wydawał się nadmiernie poruszony - może jeszcze nie załapał, że ktoś obcy go łapał, a może nie zauważył, że Sauriel jest drapieżnikiem, przed którym koty zwykły umykać. Taki los. Na razie korzystał z tego, że dorwał bestię z zaskoczenia. - Jak się trzymasz? - Odłożył kocura na fotel, a sam zajął miejsce, na którym on siedział wcześniej, sięgając po przygotowaną dla niego szklaneczkę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.