Kilka dni były niczym, kiedy w grę wchodziło wpuszczenie do własnej nieruchomości kompletnie obcych ludzi. Albo nawet i niekoniecznie zupełnie obcych, za to natomiast niekoniecznie zasługujących na pełne zaufanie. Takim obdarzało się tylko tych, którzy faktycznie na to zasługiwali. Zdołali udowodnić, że zasługują. Nie, Robert nie zamierzał tego Nicholasowi uświadamiać. Zwracać na to uwagi Traversa. Wierzył, że ten rozumiał; że zdawał sobie z tego sprawę. I przede wszystkim - doceniał tę chęć pomocy.
- Będzie warto. - zapewnił go jedynie. Bo wierzył w swoje umiejętności. Bo wiedział, że był w stanie zrobić tutaj coś, czego nie dało się tak po prostu uzyskać. Zakupić? Pewne rzeczy stanowiły tajemnicę. To była jedna z nich.
Zajęli się porządkami. Zajęli się pracami. Na tyle ile byli w stanie razem. Tylko we dwoje. Pracy było naprawdę dużo, czasu niewiele. Odkładanie wszystkiego na później nie miało sensu. Żadnego. Nawet najmniejszego. Wysprzątali pomieszczenia. Dokonali pewnego przemeblowania. Drobnych przekształceń w piwnicy. Na ten moment jeszcze nie były to przekształcenia pełne. Takowe wymagałyby większej ilości pracy. Sił. Poświęconego na to czasu. Na ten moment trzeba było zdecydować się na pewną prowizorkę. I choć niekoniecznie odpowiadało to Robertowi, to nie narzekał. Nie teraz. Teraz był całkiem zadowolony. Bo dokonali pewnych postępów. Bo udało im się wykonać tych kilka, pierwszych kroków. Ruszyć ze wszystkim do przodu.
Kiedy prace były już w zasadzie na wykończeniu, na dłuższy moment Nicholas zostawił go sam. Robert w tym czasie na spokojnie zweryfikował wszystkie postępy. Naniósł w kilku miejscach drobne poprawki. Zadbał o to, żeby zgromadzone tutaj rzeczy wyglądały odpowiednio. Przygotował też miejsce na kanapę. Ona też mogła być potrzebna. Gdyby trzeba było tutaj się ukryć. Spędzić więcej czasu. Może nawet całą noc? Dobrze było mieć odpowiednią kryjówkę. Właściwie przygotowaną. Człowiek wszak nigdy nie wie, co go czeka jutro. Albo nawet już za chwilę, za rogiem. Los bywał nieprzewidywalny. A do tego również cholernie złośliwy.
- Oczywiście. Zadbam o to, żeby nie dostały się w nieodpowiednie ręce. - kiedy Nicholas wrócił, przyjął wręczone przez niego klucze. Sam o to nie pytał. Nie prosił. Był to jednak dobry pomysł. Mogło to okazać się przydatne. Zawsze lepiej jest coś mieć, niż nie mieć. Tak samo jak lepiej jest wiedzieć, niż nie wiedzieć. Taki tam przykład.
Chwilę jeszcze pracowali. Przetransportowali do piwnicy kilka mebli. Przydatnych przedmiotów. Skończyli późnym wieczorem. A w zasadzie, to w nocy. Była to jednak noc względnie wczesna. Pozostawało im wciąż dość czasu na sen. Na stosowny odpoczynek. Przygotowanie się na to, co przygotował dla nich dzień następny.