Pracował. Robert Mulciber zawsze pracował. Zawsze zajęty był jakimiś sprawami. Takimi, o których niekoniecznie chciał rozmawiać; od których też niekoniecznie chętnie się odrywał. Bo przecież stanowiły priorytet.
Tym razem nie wyglądało to inaczej. Zamknięty w swoim centrum dowodzenia, znanym jako gabinet - odziedziczony po ojcu, wyglądający dokładnie tak samo jak w czasach, kiedy urzędował w nim Francis - pochylony był nad jakimiś zapiskami. Notatkami? Przy pomocy długopisu, uzupełniał je o kolejne informacje. Czasem podkreślał lub przekreślał te, które znalazły się tutaj wcześnie. Był na tym całkowicie skupiony.
Tak bardzo, że nawet nie zdążył jeszcze poczuć głodu wynikającego z braku śniadania. Wyjątkowo w tym dniu pominiętego.
Oderwał się, zmarszczył brwi. Spojrzenie przeniósł na drzwi. Drewniane. Ciężkie. Porządnie wykonane. Nie spodziewał się gości. Gdyby po drugiej stronie znajdywał się Richard, nie traciłby czasu na pukanie. Gości zapowiedziałaby wcześniej Selar. Przez chwilę nawet rozważał czy nie sięgnąć dla pewności po swoją różdżkę, ale... przecież byłoby to pozbawione sensu. Nie był w tym domu sam. Ktoś na pewno zauważyłby intruza. Odnotował jego pojawienie się w budynku.
- Proszę. - wreszcie padło. Dłoń, teraz wolna, powędrowała w kierunku szklanki typu tumbler. Tradycyjnie wypełnionej whiski. W tym momencie mniej więcej w połowie. Na biurku znajdywała się ponadto popielniczka oraz oparte o nią cygaro. Dogasające. Jakieś dokumenty. Pióro. Kałamarz. Książka dotycząca run. Ostatnimi czasy szczególnie się nimi interesował. Poświęcał sporo czasu.
Uniósł ją do ust, pozwolił sobie upić łyka, obserwując jednocześnie, jak do środka wchodzi znajoma, drobna postać. Rude włosy, masa piegów. Oczy, na widok których można było pozbyć się wątpliwości. Mieli bowiem podobne. Nie spodziewał się jej tak wcześnie. Tak szybko. Nie miała jakiś planów na lipiec?
- Sophie. - odezwał się, tym typowym dla siebie tonem. Dobrze córce znanym. Zdystansowanym, pozbawionym wyraźniej wyczuwalnych emocji?? Nieczęsto brzmiał inaczej. - Nie miałaś wrócić w następnym tygodniu? Powinnaś była pierw napisać. - pouczył ją. Wytknął błąd? Niewłaściwe zachowanie. Od tego zaczął, zamiast od przywitania się. Zapytania o to jak minęły pierwsze dni wakacji? Kiedy wróciła do domu? Jak się czuje? Ale czy można było spodziewać się czegoś innego?