Dom pozostawał domem. Dom zawsze był domem. Oczywista sprawa. Tyle tylko, że w każdym domu obowiązywały pewne zasady. Jasno określone. Znane jego mieszkańcom. Członkom rodziny. Sophie doskonale znała te, które od lat obowiązywały w kamienicy zlokalizowanej w Niemagicznym Londynie. Albo przynajmniej - znać je powinna.
- Następnym razem nie zapomnij wysłać sowy z listem. - nie przejmując się jej pewnym poddenerwowaniem, dość widocznym, poprosił o to, żeby pamiętała. Stosowała się do zasad. Nie bez powodu przecież takowe obowiązywały. Kiedy ludzie się nich trzymali, wszystko funkcjonowało w ten odpowiedni sposób. Właściwy.
Widząc, że córka zbliża się do biurka, bez nazbyt dużego pośpiechu, zgarnął część papierów, które były na nim rozłożone. Ułożył z nich stosik. Umieścił jeden na drugim. Zadbał o to, aby całość była równiutka. Znalazła się dokładnie na brzegu biurka. Po prawej stronie. Z daleka od oczu rudowłosej dziewczyny. Pewnymi rzeczami, Sophie interesować się nie powinna. Nie były one dla niej.
- Pracowałem. - odpowiedź, która padła była bardzo konkretna, a do tego również niezwykle odkrywcza. Brakowało jeszcze czegoś w stylu, że mu w tym przeszkodziła. - Nie powinnaś zaprzątać sobie tym swojej ładnej główki. - padła też odpowiedź dotycząca pomocy. Jakiej niby pomocy? Nie widział dla Sophie tutaj miejsca. Nie widział jej zaangażowanej w sprawy, którymi się zajmował. Nie nadawała się do tego. - Może porozmawiasz z Selar. Możecie przygotować razem ciasteczka, albo zaplanować kolacje. - zamiast tego zaproponował jej, żeby zajęła się tym, co w jego mniemaniu było odpowiednim zajęciem dla tak młodej, niedoświadczonej dziewczyny. Nieskażonej jeszcze tym, w jaki sposób funkcjonował ten świat. Trzymanej do pewnego stopnia pod kloszem?