Tak jak domyślanie się nie było najlepszą stroną Sophie, dla Roberta czasami pewien problem stanowiła odpowiednia komunikacja. Nie to, że faktycznie nie potrafił przekazać tego, czego od danej osoby oczekiwał. Po prostu tego nie robił. Był w słowach wyjątkowo oszczędny. Druga strona miała się wszystkiego domyślić. Sama. Pokazać, że potrafi korzystać z mózgu? Być może.
- Jeśli zmienisz zdanie, nie zapomnij poinformować. - zakończył temat, skupiony bardziej na równym ułożeniu papierów niż swojej córce. Nerwica natręctw była czymś, co towarzyszyło mu od wielu lat. Być może efekt wychowania, być może tak już po prostu miał. Nie zdarzyło mu się więcej na ten temat rozmyślać. Było jak było, drążyć tego tematu Robert zwyczajnie nie potrzebował.
Zmarszczył lekko brwi, słysząc że ciasteczkami już się Sophie nie zajmowała. A także planowaniem kolacji. Zamiast jednak dopytać, doszedł do wniosku, że w zasadzie jakie to miało znaczenie? O ile nie zachciało jej się tańczyć w burlesce, nie planowała wywołać swoimi pomysłami większego skandalu, to nie potrzebował być w tych sprawach na bieżąco. Zwłaszcza, że i tak zdanie w tym temacie zmieniała dość często.
- Przyszłościowym. Rozumiem. - nie rozumiał, a nawet nie wierzył, żeby to coś rzeczywiście miało okazać się przyszłościowe. Znając życie, dziewczyna kierunek zainteresowań zmieni jeszcze przynajmniej kilka razy. Może więcej? - Nie musisz sobie zaprzątać głowy pomaganiem. Chyba, że chcesz wesprzeć Selar w jej obowiązkach? - dodał. Czy było to obraźliwe? Może trochę. Zarazem jednak pokazywało też w jaki sposób widział córkę. A nawet ogólnie - postrzegał kobiety? Bo i większość z nich, w jego oczach, nie nadawała się do niczego więcej, jak zajmowania się sprawami typowo kobiecymi. A także domem, własną rodziną. Sophie na zakładanie własnej rodziny była jeszcze nieco zbyt młoda. Nie musiała się z tym śpieszyć.
Sięgnął raz jeszcze po szklankę. Upił kolejny łyk alkoholu. Nieduży. Propozycja zaangażowania się na wzór Mandy... może rzeczywiście była to jakaś opcja, jeśli chciałby mieć Sophie z głowy. Dziewczyna miałaby zajęcie, on miałby większy spokój. Przynajmniej powinien mieć. W teorii. O ile nie narobiłaby mu przy tym problemów.
- Winiarnia to nie to samo, co świece i kadzidła. - zaczął w sposób, który mógł sprawić, iż chęci drugiej strony drastycznie zmalały. - Mogę jednak zaryzykować. Porozmawiaj z Richardem, od kilku tygodni pomaga nam przy rodzinnym biznesie. Być może mogłabyś udać się z nim na parę spotkań, a do tego zająć się realizacją zamówień. Zobaczymy czy sobie z tym poradzisz.
Ot, przyzwoitka oraz pakowacz w jednym. Nic skomplikowanego, prawda?