To były już inne przeprosiny, innego rodzaju. Przepraszać za kogoś - jasne, tak się robi. Zrobił coś głupiego i w dodatku uważa, że to wcale nie było głupie. Sauriel już sobie wyobrażał, jaka Cynthia była z siebie dumna i zadowolona, że się wtrąciła i "przeprowadziła swoje śledztwo". Z tym jednak, że mu zależało, były dwie rozbieżności. Bo jasne, że zależało mu na tym, żeby z Victorią było wszystko dobrze, ale zależało mu też na tym, żeby mieć święty spokój. Albo przeklęty, nie ważne, czy tu trzeba było modlić się do Diabła czy może jakiegoś Anioła. Spokój to spokój, bez względu na to, czy okruszony anielskimi lotkami czy puchem z kruczych skrzydeł. I ta rozbieżność wcale nie rozchodziła tego wszystkiego na różne strony świata. Nie, ona się rozchodziła, tworzyła koło, a potem drogi się znów łączyły jak na jakimś pierdolonym rondzie.
- Ay... że kurwa ufać jej nie można. - Żachnął się z roztargnienia i przesunął palcami po kieszeniach spodni, jakby czegoś szukając. Bo szukał. Wsadził w końcu rękę do wewnętrznej kieszeni płaszcza i potrząsnął raz rozmemłanym pudełkiem, żeby wyciągnąć z niego jedną fajkę i odpalić ją. Przy Victorii nie musiał udawać dłużej, że różdżka jest jego przyjacielem. Więc tak, przeprosiła. Więc jasne - więcej tak nie będzie. I nie to, że potrzebował właściwie tych słów, bo przecież je wiedział. Znał Victorię na tyle, żeby wiedzieć doskonale, co usłyszy. A mimo to musiał to usłyszeć. I musiał się na nią pozłościć, jakby faktycznie miała za mało problemów na głowie. Potarł nasadę nosa kciukiem. Sam nie potrzebował tego całego ambarasu i ta złość była mu zbędna. Ta sytuacja była w ogóle zbędna. Chyba jednak myśl o tym, że Victoria peplała o tym wszystkim z Cynthią go denerwowała, nawet jeśli rozumiał i pochwalał, że jak jej ciężko to idzie isę wygadać, a nie kisi wszystko w sobie. Tym nie mniej... złota zasada, że trzech może dochować tajemnicy, jeśli jedna z nich nie żyje była chorągiewką rozwiniętą nad jego głową. Tajemnic się nie zdradza, jeśli chcesz, by były tajemnicami. A tym bardziej, kiedy "my" się nie dzieliło na trzy. Matematyka nie chciała kłamać. To, że się podzieliło, wykwitnęło takim oto wydarzeniem. - Naprawdę Cyna powinna wykazać się większą klasą. - Nie chodziło o sformułowanie listów, tylko to, że w ogóle wypeplała mu, że Victoria z nią rozmawiała. Sam przed sobą prawdę wypowiedział, że właściwie nie brał pod uwagę tego, że Victoria może gdzieś być i rozmawiać o swoich uczuciach. Tych wobec niego i tego, co się stało. Bo to, że mogła wygadać o mrocznym znaku krążyło ciągle po jego głowie. I to wcale nie było coś dobrego, szczególnie w połączeniu z jej uczuciami. Czy w końcu nie będzie chciała tego wykorzystać? Może szantaż? Na szczęście Sauriel był na tyle bezczelny, żeby w szantażu stawiać swoje własne życie na szali, więc dawało mu to poczucie minimalnej kontroli nad sytuacją. I dzięki Bogu, bo ta niepewność doprowadziłaby go chyba do obłędu. Bo w końcu: ufam jej, ALE... To zawsze był taki cichy głosik w głowie.
- A ja myślę, że trochę jestem winny. Mogłem być mądrzejszy. Z tym... wszystkim. - Uniósł ręce i poruszył nimi, jakby chciał pokazać cały ten kocioł, w którym wylądowali. Był jednak trudny do pokazania. Niemożliwy wręcz. - Jasne, wiem, że to Beltane spierdoliło i namieszało w dużej części... aaa zresztą... kto by to wszystko przewidział... Kurwa Beltane, czary-mary, chuje wygibasy... - Końcówkę już mruczał w zasadzie pod nosem w klasycznym rozwinięciu saurielowej persony, która musiała czasem pomarudzić, ponarzekać, poprzeklinać i pogadać. Nawet jeśli to były największe głupoty na świecie. - Zapomniałem o czekoladkach. - Tak mu się przypomniało, że był taki zły, że nie pomyślał, żeby przynieść Viki coś słodkiego w ramach standardowego rytuału.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.