24.03.2024, 15:05 ✶
Byłem przeklęty i jednocześnie niezwykle obdarowany przez wszechświat. Wiedziałem to, byłem o tym uświadomiony niezwykle brutalnie emocjonalnie, kiedy słyszałem niewinne pytanie Flynna i jednocześnie otwierałem oczy by na niego spojrzeć. A on wpatrywał się we mnie swoimi ciemnobrązowymi oczami w taki sposób, jak gdyby miał właśnie otrzymać ode mnie potwierdzenie, że świat faktycznie istnieje i nie jest jego marnym wymysłem. Faktycznie ten świat istniał, a te jego oczy sprawiały, jego spojrzenie właściwie, że serce mi stawało... Może nie serce, tylko oddech...? A może ogółem czas. Nie miałem głowy by na tym rozmyślać, bo topiłem się w tym spojrzeniu.
Flynn mnie ranił, sprawiał, że miałem mętlik w głowie, traciłem grunt pod nogami, ale był w tym tak niewinny, tak niepozorny, że nie potrafiłem się na niego gniewać. Nie chciałem go w takiej chwili sprowadzać na ziemię, siebie również nie. Wiedziałem, że nie powinienem na niego nigdy więcej czekać, nie robić sobie nadziei, najlepiej to się odciąć, ale ja chciałem na niego czekać. Tak jak czekałem, kiedy po raz pierwszy zniknął z cyrku. Nasłuchiwałem jego kroków, przemykałem spojrzeniem po klientach cyrku czy po samej trupie, próbując gdzieś tam rozpoznać tę twarz... I pewnego razu na powrót tu był, stał przede mną, a ja z pełni tych emocji zebranych we mnie przez ten czas walnąłem go w twarz. Ciekawa reakcja, nietypowa jak na mnie, ale czasami zastanawiałem się, kiedy znowu zdobędę się na podobny krok. Ile Flynn musiał ponownie sobie nagrabić i poprzesadzać bym uciekł się do przemocy fizycznej, do takie umknięcia nadmiaru energii, furii moich myśli.
- Zawsze - odszepnąłem święcie o tym przekonany. Przerabiałem to każdego dnia i niezależnie od mojego stanu emocjonalnego, miałem czekać jutro, pojutrze, a jak los pozwoli, to nawet za sto lat.
Ale to wcale nie oznaczało tego, że chciałem, że marzyłem dni, tygodnie, miesiące, a może nawet kolejne lata na niego czekać. Nie chciałem tego. Nie chciałem znowu tego czuć. Ale było to nieuniknione. Dlatego e brązowe oczy były moim darem i moim przekleństwem.
Uniosłem jego podbródek by ucałować jego wargi. Górną, dolną, obie.
- Ale, proszę cię mocno, nie wychodź następnym razem, kiedy będziesz chciał zostać. Błagałbym cię o to, żebyś za każdym razem tu zostawał, ale musiałbym cię zamknąć w klatce na lwy, a tego też bym nie zniósł, hehe - poprosiłem poważnie, a zaraz nieznacznie się uśmiechnąłem na wizję Flynna zamkniętego w klatce. Ryłby w jej podłodze kolejne skomplikowane obliczenia.
Flynn mnie ranił, sprawiał, że miałem mętlik w głowie, traciłem grunt pod nogami, ale był w tym tak niewinny, tak niepozorny, że nie potrafiłem się na niego gniewać. Nie chciałem go w takiej chwili sprowadzać na ziemię, siebie również nie. Wiedziałem, że nie powinienem na niego nigdy więcej czekać, nie robić sobie nadziei, najlepiej to się odciąć, ale ja chciałem na niego czekać. Tak jak czekałem, kiedy po raz pierwszy zniknął z cyrku. Nasłuchiwałem jego kroków, przemykałem spojrzeniem po klientach cyrku czy po samej trupie, próbując gdzieś tam rozpoznać tę twarz... I pewnego razu na powrót tu był, stał przede mną, a ja z pełni tych emocji zebranych we mnie przez ten czas walnąłem go w twarz. Ciekawa reakcja, nietypowa jak na mnie, ale czasami zastanawiałem się, kiedy znowu zdobędę się na podobny krok. Ile Flynn musiał ponownie sobie nagrabić i poprzesadzać bym uciekł się do przemocy fizycznej, do takie umknięcia nadmiaru energii, furii moich myśli.
- Zawsze - odszepnąłem święcie o tym przekonany. Przerabiałem to każdego dnia i niezależnie od mojego stanu emocjonalnego, miałem czekać jutro, pojutrze, a jak los pozwoli, to nawet za sto lat.
Ale to wcale nie oznaczało tego, że chciałem, że marzyłem dni, tygodnie, miesiące, a może nawet kolejne lata na niego czekać. Nie chciałem tego. Nie chciałem znowu tego czuć. Ale było to nieuniknione. Dlatego e brązowe oczy były moim darem i moim przekleństwem.
Uniosłem jego podbródek by ucałować jego wargi. Górną, dolną, obie.
- Ale, proszę cię mocno, nie wychodź następnym razem, kiedy będziesz chciał zostać. Błagałbym cię o to, żebyś za każdym razem tu zostawał, ale musiałbym cię zamknąć w klatce na lwy, a tego też bym nie zniósł, hehe - poprosiłem poważnie, a zaraz nieznacznie się uśmiechnąłem na wizję Flynna zamkniętego w klatce. Ryłby w jej podłodze kolejne skomplikowane obliczenia.