24.03.2024, 17:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 10:35 przez Rodolphus Lestrange.)
- I tak, i nie - odpowiedział cicho, bo przecież tylko częściowo miała rację. Sprawa, o której mieli rozmawiać, była niezwykle delikatna i nie dotyczyła zimnych. Dotyczyła jednak czegoś zakazanego, o czym nie mógł swobodnie rozmawiać na neutralnym gruncie, nawet jeśli Cynthia została polecona przez kogoś od Roberta. Jednocześnie miał opory przed tym, by zapraszać ją do siebie czy - tym bardziej - do laboratorium. Nie na pierwszą rozmowę. - W żaden sposób nie wykracza to poza pracownicze kompetencje.
Dodał, a kącik jego ust lekko się uniósł. Bo taka była prawda: potrzebowali koronera, a z tego co zdążył się zorientować, Cynthia była jedną z lepszych. Była też polecona, więc wystarczyło tylko zapytać, bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły. Na szczegóły przyjdzie czas później, gdy będą mogli rozmawiać w cztery oczy. Albo w sześć, bo przecież na pewno Mulciber będzie chciał przynajmniej część zagadnień przedstawić Cynthii osobiście.
- Chodzi o prywatne badania, które nie powinny w znaczący sposób wpłynąć na pani czas pracy, a pozwolą się pani rozwinąć pod kątem umiejętności oraz pieniędzy. Potrzebuję koronera - tylko tyle i aż tyle. Przerwał, gdy kelnerka wróciła z herbatą i poinformowała ich, że na lunch będzie trzeba chwilę poczekać. Lestrange kiwnął oszczędnie głową, tylko na moment odrywając wzrok od Cynthii. Analizował jej dalszą wypowiedź przez ten czas. Ziółka, eliksiry... Pokręcił w końcu głową.
- Nie, nie chodzi o ziółka i eliksiry. Pani umiejętności pozwolą nam popchnąć kilka tematów do przodu - są wręcz do tego niezbędne - nie wiedział o zainteresowaniu nekromancją. Jej ojciec najwyraźniej też nie. Mulciber także o tym nie wspominał. Chodziło tylko i wyłącznie o opiniowanie, pomoc, przeprowadzenie sekcji. Jeśli chodzi o mózgi, z Mulciberem dawali sobie radę, ale nie mieli aż takiej wiedzy i doświadczenia, jeśli chodzi o całokształt. Cynthia pod tym względem wydawała się być idealną kandydatką, jeśli wierzyć osobie, która ją poleciła. Bo Rodolphus został wysłany po części na ślepo na tę rozmowę. Nie wiedział kto ją polecił, nie znał nazwiska. Ale wiedział, że musi po prostu wprowadzić Cynthię w temat, skoro Robert tak chciał. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. - Czy jest pani zainteresowana poświęceniem mi więcej czasu w tej sprawie? Jeżeli tak, 1 lipca moglibyśmy się spotkać, by omówić szczegóły.
Celowo nie zdradzał publicznie imienia wspólnika - nie chciał, by usłyszały je niepowołane uszy. Bo to, co teraz oferował, było przecież niewinną propozycją i niczym złym. Ot, prywatne badania, pieniądze za poświęcony czas, nic strasznego. Może tylko odrobinę niewygodne, że termin był narzucony, no i Cynthia musiałaby poświęcić prywatny czas. Ale przecież nic za darmo - o pieniądze nie musiał się akurat martwić, a wierzył, że odpowiednio wynagrodzona osoba przymknie oko nawet jeśli tej pracy będzie więcej, niż na początku zakładali.
Dodał, a kącik jego ust lekko się uniósł. Bo taka była prawda: potrzebowali koronera, a z tego co zdążył się zorientować, Cynthia była jedną z lepszych. Była też polecona, więc wystarczyło tylko zapytać, bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły. Na szczegóły przyjdzie czas później, gdy będą mogli rozmawiać w cztery oczy. Albo w sześć, bo przecież na pewno Mulciber będzie chciał przynajmniej część zagadnień przedstawić Cynthii osobiście.
- Chodzi o prywatne badania, które nie powinny w znaczący sposób wpłynąć na pani czas pracy, a pozwolą się pani rozwinąć pod kątem umiejętności oraz pieniędzy. Potrzebuję koronera - tylko tyle i aż tyle. Przerwał, gdy kelnerka wróciła z herbatą i poinformowała ich, że na lunch będzie trzeba chwilę poczekać. Lestrange kiwnął oszczędnie głową, tylko na moment odrywając wzrok od Cynthii. Analizował jej dalszą wypowiedź przez ten czas. Ziółka, eliksiry... Pokręcił w końcu głową.
- Nie, nie chodzi o ziółka i eliksiry. Pani umiejętności pozwolą nam popchnąć kilka tematów do przodu - są wręcz do tego niezbędne - nie wiedział o zainteresowaniu nekromancją. Jej ojciec najwyraźniej też nie. Mulciber także o tym nie wspominał. Chodziło tylko i wyłącznie o opiniowanie, pomoc, przeprowadzenie sekcji. Jeśli chodzi o mózgi, z Mulciberem dawali sobie radę, ale nie mieli aż takiej wiedzy i doświadczenia, jeśli chodzi o całokształt. Cynthia pod tym względem wydawała się być idealną kandydatką, jeśli wierzyć osobie, która ją poleciła. Bo Rodolphus został wysłany po części na ślepo na tę rozmowę. Nie wiedział kto ją polecił, nie znał nazwiska. Ale wiedział, że musi po prostu wprowadzić Cynthię w temat, skoro Robert tak chciał. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. - Czy jest pani zainteresowana poświęceniem mi więcej czasu w tej sprawie? Jeżeli tak, 1 lipca moglibyśmy się spotkać, by omówić szczegóły.
Celowo nie zdradzał publicznie imienia wspólnika - nie chciał, by usłyszały je niepowołane uszy. Bo to, co teraz oferował, było przecież niewinną propozycją i niczym złym. Ot, prywatne badania, pieniądze za poświęcony czas, nic strasznego. Może tylko odrobinę niewygodne, że termin był narzucony, no i Cynthia musiałaby poświęcić prywatny czas. Ale przecież nic za darmo - o pieniądze nie musiał się akurat martwić, a wierzył, że odpowiednio wynagrodzona osoba przymknie oko nawet jeśli tej pracy będzie więcej, niż na początku zakładali.