Mocne uderzenie zaserwowała mu Severine, na pewno mocniejsze, niż to do romskiego wieszcza. W przeciwieńśtwie do przyjaciółki nie potrafił zaszlochać, uronić choćby łzy. To wszystko było przejmujące to pewne, ale kiedy widział jak ona rozsypuję mu się niemalże w ramionach, nie potrafił okazać słabości. Chociaż on musiał być w tej sytuacji silny, choć wcale takim się nie czuł. Miał ochotę zaszyć się pod ziemię, albo tyłek. Tak na wszelki wypadek, gdyby po tym wszystkim czego doświadczył przez ostatnie parę dni, przyszło mu do głowy uciec przez przytłaczającą rzeczywistością w alkohol, albo inne używki.
- Pięknie...- wyrzucił, z trudem zmuszając swój głos do niezałamania się. Otulił ją ramieniem i chciał powiedzieć, że wszystko się jakoś ułoży, ale nie potrafił postawić tak wielkiej obietnicy bez pokrycia. To cholernie wszystko komplikowało i bardzo dobrze to rozumiał. Tak jak teraz zaczynał rozumieć te wszystkie dziwne zachowania Severine na przestrzeni ostatniego roku. Teraz wszystko nabierało większego sensu, jakby wcześniej nie potrafił połączyć kropek. Jej słowa tylko potwierdziły jego przypuszczenia i nieco go uspokoiły.
- Nikomu by to nie pomogło, na pewno nie jemu... - dodał od siebie. Z jednej strony tak będzie bezpieczniej dla nich wszystkich, a z drugiej, czuł jakby uciekał przed odpowiedzialnością. Ale co mogli zrobić? Oboje zostaliby wydziedziczeni i wypchnięci poza margines przez własne społeczności. Chłopiec zasługiwał na rodzinę, problem tylko, że oni takiej nie stworzą. To było po prostu nierealne. Mogli co najwyżej stwarzać pozory, pobrać się, ale to i tak nie rozwiązywało żadnego problemu. To i tak nie był odpowiedni moment na podejmowanie takich trudnych decyzji. Jedyne co mógł teraz dla nich zrobić, to wspierać Severine w tym wszystkim. - Wiesz gdzie on teraz jest? - z przejęciem w głosie dopytał odrazu. - Zrobię co tylko w mojej mocy, ale powiedz mi co... Ewidentnie podłamany, sam do końca nie wiedział co powinien teraz zrobić, co powiedzieć. Zupełnie nie tak wyobrażał sobie zostanie ojcem, a przecież marzył o szczęśliwej rodzinie. Pragnął własnego miejsca na ziemi w którym mógłby się troszczyć o swoich najbliższych, ukochaną wraz z dziećmi. To nie tak miało wyglądać, nie tak to wszystko zaplanował.