Słuchał. Zadał pytanie, więc słuchał. Pozwalał na to, żeby Stanley mówił; żeby mu wszystko odpowiednio wyjaśnił. Opowiedział o tym, co dokładnie się wydarzyło. Każda jedna informacja była teraz na wagę złota. Mogła pozwolić zrozumieć pewne sprawy. Ocenić na ile głębokie było bagno, w którym Borgin wylądował.
Może dało się jeszcze z niego wydostać?
Milczał. Milczał przez dłuższą chwilę, analizując wszystko co padło z ust chłopaka. Syna? Nie do końca wiedział, co powinien o tym myśleć. W jaki sposób zareagować. Podejść do sprawy? Danych było zdecydowanie zbyt mało. Zachowanie Stanleya... tutaj też nie miał pewności na ile dał się przegonić, a na ile faktycznie musiał zawinąć się w Ministerstwa. Dla własnego dobra, ale też innych, zaangażowanych w sprawę.
- Po pierwsze, musisz się uspokoić. Po drugie, zacznijmy od początku. - wreszcie się odezwał. Po kilku kolejnych łykach herbaty, która pomagała mu po troszkę poskładać myśli. Tak odrobinę. - Musisz mi dokładnie opowiedzieć, w jaki sposób dostarczyłeś list. Kiedy to miało miejsce, co dokładnie zrobiłeś? Z kim rozmawiałeś tamtego dnia? Kogo widziałeś na korytarzach? Wiem, że minęło sporo czasu, ale wierzę, że jesteś w stanie sobie poradzić. - starał się być spokojny. Starał się brzmieć na spokojnego. Nie chciał dokładać mu stresu, kiedy potrzebowali współpracować i wszystko odpowiednio poukładać. Oczywiście mógł spróbować inaczej, mógł skorzystać ze swoich umiejętności, tyle tylko, że one zawsze stanowiły dla Roberta ostateczność. Starał się ich nie nadużywać. Nie sięgać po nie w tych sytuacjach, kiedy nie stanowiło to konieczności. - Nie musisz się śpieszyć, zastanów się. Wypij na spokojnie herbatę. Odetchnij.
Zwracał się do niego trochę tak, jak do tych wszystkich osób, z którymi próbował sobie poradzić przy pomocy wahadełka. Odpręż się. Nie denerwuj. Jesteś bezpieczny. Poczuj jaki wygodny jest ten fotel. Może był to dobry wybór, może wręcz przeciwnie. A może jeszcze inaczej - powinien był posłużyć się hipnozą, która cały ten proces by przyśpieszyła. Prawda jednak była taka, że na ten moment coś takiego nie przeszło mu nawet przez myśl. Niewykluczone, że pewne pomysły mogą pojawić się później. Z czasem.
Dał mu chwilę. Nieco dłuższą. Pozwolił napić się herbaty, jeśli chciał z tej propozycji skorzystać. Sam do ust przystawił swój kubek. Nie poganiał. Nie pośpieszał. Obserwował. Starał się ocenić czy to już, czy to był ten moment - czy mogli przejść dalej?
- Jesteś w stanie to wszystko odtworzyć, synu? - nie często się tak do niego zwracał. Brzmiało to całkowicie obco w jego ustach. Może jednak było w tym momencie konieczne? Potrzebne? Mogło cokolwiek ułatwić. Brakowało jeszcze, żeby do niego podszedł. Położył dłoń na ramieniu. Okazał więcej wsparcia. Na to jednak nie mógł sobie pozwolić. Bo mimo wszystko nadal był Robertem. W dalszym ciągu był Mulciberem. I tak po prawdzie, to rozsądnie byłoby o tym drobnym fakcie nie zapominać.