25.03.2024, 20:10 ✶
Cóż, przynajmniej nie miał racji.
A jakby nie patrzeć, to była dla niej bardzo pocieszająca myśl, albo raczej byłaby, gdyby coś teraz przez jej pustą głowę przemknęło, kiedy woda zamknęła się nad nią chłodnym objęciem. Ale umysł wypełniała jej tylko i wyłącznie słodka piosenka, której melodia ciągnęła ją gdzieś dalej i dalej, w objęcia skrytej między falami istoty.
Kojarzyła jej się w tym momencie Lorraine. Jej przyjemna, upijająca aura, którą potrafiła roztaczać dookoła siebie, kiedy korzystała z wilego uroku. Jej dotyk, tak samo jak ten kryjącej się w toni syreny, zachęcał do pozostania w jej objęciach na dłużej, na zawsze, a jej pocałunki pozwalały zachłysnąć się trwającą w tym momencie chwilą.
A Rosie w tym momencie bardzo skora właśnie była do tego, żeby się absolutnie w tym wszystkim zapomnieć. O spacerze po plaży, o problemach Theona, jego małej tajemnicy, ale też i o wszystkim tym, co czekało na nią w Londynie. Pewnie byłaby w stanie oddać się temu zapomnieniu bezgranicznie, gdyby po pierwsze - nie była zmuszona oddychać, a pod drugie, nie poczuła na swojej ręce dotyku kogoś jeszcze.
Brak tlenu był chyba najbardziej tutaj problematyczny, paląc w płuca i zmuszając by chociaż odrobinę otrząsnęła się ze stanu, w który wprawiła ją syrenia pieśń. Jeszcze jeden, ostatni pocałunek, pomyślała sobie McKinnon, wyraźnie niezdecydowana, ale Travers szarpnął ją ku górze, skutecznie wyrywając z uścisku podwodnej uwodzicielki.
Kiedy jeszcze obmywały ją chłodne, ciemne fale, Rosie chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak daleko w swojej podróży na dno była. Dopiero kiedy jej głowa wychynęła na powierzchnię, a świeże powietrze wdarło się do płuc, razem z nim przyszło właściwe otrzeźwienie. I kaszel, bo blondynka zachłysnęła się gwałtownie na przemian to łapczywie biorąc kolejny oddech, to pozbywając się resztek wody. Trochę zmieszane spojrzenie przetoczyło się dookoła nich, przeskakując po kołyszącej się wodzie, aż wreszcie zogniskowało na twarzy mężczyzny.
- Widziałeś to? - zapytała, trochę chyba specjalnie, żeby sobie przypadkiem nie pomyślał, że właśnie próbowała się z własnej woli na jego oczach utopić. Bo przecież nie miała bladego pojęcia, że Theon przeżywał tutaj powtórkę z rozrywki, jeśli chodzi o koncept; piękna pani pozna piękną syrenę. - Ale... - zakaszlała jeszcze, dłonią przecierając oczy. - Przynajmniej pomost się nie załamał, prawda? - zapytała, a wcześniejsze skołowanie ustąpiło wreszcie zadziornemu uśmieszkowi, a zaraz po tym chlusnęła mu wodą w twarz. Bo przecież nie mogła wiedzieć, że kiedy tak rzucił się jej bohatersko na pomoc, to w międzyczasie udało mu się utknąć przez zarwaną deskę. - Dziękuję. - rzuciła wreszcie, na moment przygryzając wargę, co dość szybko przerodziło się w odrobinę niezręczny uśmiech. Ale potem poruszyła rękoma, wreszcie kierując się powoli w stronę brzegu.
A jakby nie patrzeć, to była dla niej bardzo pocieszająca myśl, albo raczej byłaby, gdyby coś teraz przez jej pustą głowę przemknęło, kiedy woda zamknęła się nad nią chłodnym objęciem. Ale umysł wypełniała jej tylko i wyłącznie słodka piosenka, której melodia ciągnęła ją gdzieś dalej i dalej, w objęcia skrytej między falami istoty.
Kojarzyła jej się w tym momencie Lorraine. Jej przyjemna, upijająca aura, którą potrafiła roztaczać dookoła siebie, kiedy korzystała z wilego uroku. Jej dotyk, tak samo jak ten kryjącej się w toni syreny, zachęcał do pozostania w jej objęciach na dłużej, na zawsze, a jej pocałunki pozwalały zachłysnąć się trwającą w tym momencie chwilą.
A Rosie w tym momencie bardzo skora właśnie była do tego, żeby się absolutnie w tym wszystkim zapomnieć. O spacerze po plaży, o problemach Theona, jego małej tajemnicy, ale też i o wszystkim tym, co czekało na nią w Londynie. Pewnie byłaby w stanie oddać się temu zapomnieniu bezgranicznie, gdyby po pierwsze - nie była zmuszona oddychać, a pod drugie, nie poczuła na swojej ręce dotyku kogoś jeszcze.
Brak tlenu był chyba najbardziej tutaj problematyczny, paląc w płuca i zmuszając by chociaż odrobinę otrząsnęła się ze stanu, w który wprawiła ją syrenia pieśń. Jeszcze jeden, ostatni pocałunek, pomyślała sobie McKinnon, wyraźnie niezdecydowana, ale Travers szarpnął ją ku górze, skutecznie wyrywając z uścisku podwodnej uwodzicielki.
Kiedy jeszcze obmywały ją chłodne, ciemne fale, Rosie chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak daleko w swojej podróży na dno była. Dopiero kiedy jej głowa wychynęła na powierzchnię, a świeże powietrze wdarło się do płuc, razem z nim przyszło właściwe otrzeźwienie. I kaszel, bo blondynka zachłysnęła się gwałtownie na przemian to łapczywie biorąc kolejny oddech, to pozbywając się resztek wody. Trochę zmieszane spojrzenie przetoczyło się dookoła nich, przeskakując po kołyszącej się wodzie, aż wreszcie zogniskowało na twarzy mężczyzny.
- Widziałeś to? - zapytała, trochę chyba specjalnie, żeby sobie przypadkiem nie pomyślał, że właśnie próbowała się z własnej woli na jego oczach utopić. Bo przecież nie miała bladego pojęcia, że Theon przeżywał tutaj powtórkę z rozrywki, jeśli chodzi o koncept; piękna pani pozna piękną syrenę. - Ale... - zakaszlała jeszcze, dłonią przecierając oczy. - Przynajmniej pomost się nie załamał, prawda? - zapytała, a wcześniejsze skołowanie ustąpiło wreszcie zadziornemu uśmieszkowi, a zaraz po tym chlusnęła mu wodą w twarz. Bo przecież nie mogła wiedzieć, że kiedy tak rzucił się jej bohatersko na pomoc, to w międzyczasie udało mu się utknąć przez zarwaną deskę. - Dziękuję. - rzuciła wreszcie, na moment przygryzając wargę, co dość szybko przerodziło się w odrobinę niezręczny uśmiech. Ale potem poruszyła rękoma, wreszcie kierując się powoli w stronę brzegu.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror