Uśmiechnął się. Nie do końca szczerze, ale jednak - pozwolił na to, żeby na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Trochę nie pasujący do jego oblicza, bo przecież nie zwykł pozwalać sobie na to szczególnie często. Był oszczędny, kiedy chodziło o okazywanie wszelkich emocji, prezentowanie tego, co działo się w środku. Wiedział jednak, że czasami należało sobie na coś takiego pozwolić.
- Nie do końca. Handlem zajęliśmy się niecałe 10 lat temu, potrzeby były w tamtym momencie inne, niż obecnie. - nie wchodził w szczegóły. Odpowiedział na tyle ogólnikowo, na ile mógł to zrobić. Jeśli Sophie będzie dopytywać, być może doda coś więcej na ten temat, jeśli nie... zapewne tego nie zrobi. Tak po prawdzie, to Robert niekoniecznie lubił opowiadać o sobie, swoich doświadczeniach. Własnej historii? Przeszłości.
Pokiwał głową, słysząc że da z siebie wszystko. Innej opcji nie brał pod uwagę. Tutaj, w tej rodzinie, zawsze oczekiwano zaangażowania na odpowiednim poziomie. Tak było za czasów Francisa, nie zmieniło się po dzień dzisiejszy.
- Różnymi sprawami. Organizacyjnymi, finansowymi, zaopatrzeniem. Z klientami spotykam się raczej sporadycznie. Tę część obowiązków na ten moment przejął Richard. - odpowiedział, być może zdając sobie sprawę, że dziewczyna nie odpuści. Była ciekawska, była zainteresowana tematem. Drążyła. Trzeba było coś jej dać, a następnie poprosić, żeby pozwoliła mu wrócić do pracy. Bo przecież tej zawsze miał sporo. Tyle tylko, że nie zawsze wiązała się ona akurat z rodzinnym biznesem. Ot, szczególik. - Jeśli jednak będę miał jakieś zaplanowane spotkanie, postaram się pamiętać o tym, żebyś pojechała ze mną.
Czy faktycznie będzie o tym pamiętał? Najpewniej nie. Czy Sophie miała podstawy, żeby się czegoś takiego obawiać? Jak najbardziej. Przecież to nie tak, że własnego ojca znała od wczoraj. Pewnie nie jedną obietnice zdarzyło mu się złamać. Nie dotrzymać. Był zbyt zajęty na to, żeby o nich wszystkich pamiętać. Tak przynajmniej twierdził.
Prezent. No tak. Kompletnie wyleciało mu z głowy, że być może powinien o czymś takim pomyśleć. A nawet nie tyle wyleciało, co taka idea dotąd w jego głowie nie zaistniała. A przecież nawet on i Richard, w momencie ukończenia Hogwartu, drobne prezenty otrzymali. Ojciec o to zadbał.
Westchnął. Poruszył głową. Jedno kółko, drugie. Coś strzyknęło?
- W weekend powinienem być w stanie znaleźć chwilę. Z godzinę, może jakieś dwie. Moglibyśmy wybrać się na Pokątną. - zaproponował. Tyle mógł zrobić. To nie wydawało się stanowić problemu.